Menu Region

W Anglii nie jest lekko ale i tak lepiej niż w Polsce

W Anglii nie jest lekko ale i tak lepiej niż w Polsce

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Agnieszka Jasińska

2Komentarze Prześlij Drukuj
Michał Piątek ma 26 lat, uśmiech na twarzy i głowę do interesów. Jest właścicielem londyńskiej firmy rikszarskiej, która zatrudnia 22 pracowników i ma miesięczne obroty wielkości 8 tys. funtów.
Piątek, Absolwent Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi, a także Clark University w Stanach Zjednoczonych, jest jednym z kilkusettysięcznej armii Polaków, którzy rozważają powrót z emigracji do kraju. Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął.

- Waham się - mówi. - Kupiłem już mieszkanie w Polsce, żeby mieć gdzie wracać, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie. Anglia i Polska są dla mnie jak dwa konie. Jeśli jeden zacznie opadać z sił, trzeba wsiąść na drugiego.

Jego angielska przygoda rozpoczęła się półtora roku temu. Z dnia na dzień stracił pracę i został bez środków do życia. Usłyszał od kolegów, że w Londynie można nieźle zarobić, zakładając własną firmę.

Pracownikiem najemnym, którego w każdej chwili można zwolnić, nie chciał już być. Nie miał jednak pieniędzy, aby rozkręcić własny biznes. Za oszczędności wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez kilka miesięcy pracował na budowie.

- Zarobiłem kilka tysięcy dolarów, za które kupiłem dwie używane riksze - wspomina. - Wpadłem na pomysł, że założę w Anglii firmę, taką jaka u nas od lat działa przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi - będę woził turystów po Londynie.

Najgorsze były początki. Przerażały go astronomiczne ceny za wynajem mieszkania, ceny w sklepach i restauracjach. - Nie miałem jednak problemów z założeniem działalności - opowiada. - Kosztowało mnie to niespełna 30 funtów i wszystkie formalności załatwiłem jednego dnia.

Bez trudu znalazł też ludzi do pracy. Polaków, którzy podobnie jak on przyjechali tu za chlebem. Riksze Michała różniły się od brytyjskich pojazdów siedzeniami dla pasażerów umiejscowionymi z przo-du zamiast z tyłu. Właśnie dzięki tej konstrukcji zyskały popularność na Wyspach.

Na początku często sam pedałował na rikszy, ale dziś nie ma już takiej potrzeby. Posiada 19 pojazdów. Za wypożyczenie jednego bierze od rikszarzy od 50 do 120 funtów tygodniowo. Według Michała czas, w którym zaczął rozkręcać interes, był najlepszym z możliwych.

- Dzisiaj rynek już się nasycił. Ci, co zaczynali razem ze mną, teraz mają stałych klientów i bez problemu utrzymują się na powierzchni - podkreśla. - Nowi szybko zwijają interes.

Ostatnim pomysłem Piątka są riksze z silnikami. Stały się one na Wyspach prawdziwym hitem.
- Silniki pomogą nam konkurować z taksówkarzami. Dzięki temu można jeździć szybciej i nie grzęznąć w korkach, co przekłada się na większą liczbę kursów.

Przejazd z Oxford Circus na Waterloo Station tradycyjną rikszą trwa 25 minut, powrót zajmuje już 35. Wiąże się to z ukształtowaniem miasta. W jedną stronę jedzie się cały czas z górki, a z powrotem - pod. Z silnikiem przejazd na Waterloo zajmuje 20 minut, powrót tyle samo.
Michał nie spoufala się ze swoimi pracownikami.

- Wszyscy jesteśmy uśmiechnięci, ale trzymamy dystans - podkreśla. - Jeśli któryś z pracowników łamie przepisy ruchu drogowego albo niszczy pojazd, natychmiast go zwalniam. I żadne tłumaczenia tutaj nie pomogą. Jeśli ktoś jeździ pod prąd, to może być pewien, że pożegna się z pracą.

Kilka miesięcy Piątek zaproponował Jerzemu Kropiwnickiemu, prezydentowi Łodzi, że może reklamować miasto na rikszach. W odpowiedzi usłyszał, że 180 funtów za reklamę tygodniowo to zbyt drogo.

- Wolimy reklamować się w bezpłatnych magazynach na Wyspach - mówi Kamila Szymczak z Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą łódzkiego magistratu.

Skoro Łódź zrezygnowała, Michał Piątek postanowił zwrócić się z ofertą reklamową do innych polskich miast. Już wie, że jego riksze będą reklamować w Londynie Kraków lub Poznań. Na razie decyzję o powrocie do Polski odkłada z miesiąca na miesiąc. Wydeptał w Londynie własne ścieżki, interes przynosi mu niespodziewanie dobre zyski.

- Otworzenie firmy rikszarskiej to był bardzo dobry pomysł. Tu nie jest lekko, ale i tak lepiej niż w Polsce. Wielu moich znajomych zniechęconych londyńskim klimatem wróciło do kraju. Po miesiącu byli z powrotem na Wyspach - przyznaje.
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

???

+30 / -33

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

LUCAS (gość)  •

22 zatrudnionych i 8tys funtow obrotu??????? miesiecznie??????????? to ile on im placi na miesiac po taxie???? 150 funa??????? KPINA CO WY TU PISZECIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

NIGDY!!!!!!

+54 / -57

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

tomek (gość)  •

Nikt nie przekona mnie, że warto wracać do Polski. Od trzech lat pracuję w Londynie i dzięki temu spokojnie planuję przyszłość rodziny. Polscy urzędnicy rujnując moją firmę nie pozwoli, aby moje dzieci wychowywały się w kraju.

odpowiedzi (0)

skomentuj