Ich dogorywka była szczególnie widoczna przez dwa ostatnie miesiące sezonu, po Wielkiej Warszawskiej, kiedy po raz ostatni na torze na Służewcu działo się coś, co mogło pobudzić wyobraźnię.
6-letni ogier Hipoliner, który karierę rozpoczynał przed załamaniem wyścigów w 2006 roku, wygrał wtedy dla przeinwestowanej i mającej kłopoty z regulowaniem rachunków stajni Damis najważniejszy po Derby wyścig.
W bezpośrednim i trzymającym w napięciu pojedynku Hipoliner pokonał wysokiej klasy Merliniego.
Właściciel damisowskich koni, Bogdan Marek Tomaszewski, rozbudował stajnię i stadninę do olbrzymich rozmiarów (we wrześniu br. 400 koni łącznie z młodzieżą) w czasach, kiedy zarządzał wielkim targowiskiem wokół Stadionu X-lecia. Wobec spodziewanego jego końca zamierzał przejąć organizację wyścigów oraz zakładów poprzez spółkę Polska Galop, a przy okazji - przy poparciu ówczesnego prezesa PKWK - również teren na Służewcu lub jego część.
Walicki: Sezon 2010 jeszcze się odbędzie, ale kompletnienie wiadomo, co z następnymi
Zakupy koni były promocją jego planów, zatrzymanych przez ministra skarbu pięć lat temu. Późniejsze załamanie wyścigów w Polsce jest pochodną wyeliminowania spółki Polska Galop.
Gdy Hipoliner wygrał Wielką Warszawską, Tomaszewski nie płacił już od dłuższego czasu regularnie za trening swoich koni porozrzucanych po kilku stajniach na Służewcu.
Nie przeszkodziło mu to jednak w przeddzień Derby zostać przewodniczącym nowej Rady PKWK. W połowie roku została ona wybrana przez ministra rolnictwa na trzecią (czteroletnią) kadencją spośród przedstawicieli właścicieli i hodowców, reprezentujących kilka stowarzyszeń, też kanapowych.
Swój wybór zawdzięczał poparciu tzw. stowarzyszenia Michała Wojnarowskiego, gdzie karty rozdaje prezes PKWK, Feliks Klimczak, a dominują producenci koni związani ze starą państwową hodowlą. Przewodniczącym został wybrany po tym, jak oświadczył, że doprowadzi do podwojenia sumy nagród na Służewcu w sezonie 2010 do 12 mln zł, z sześciu mln złotych zagwarantowanych w umowie PKWK z Totalizatorem Sportowym. Zapowiedział nawet ustąpienie ze stanowiska, jeśli nie dotrzyma obietnicy. Uzyskał 12 głosów na 21.
Tomaszewski musiał pamiętać o tamtej zapowiedzi podczas ostatniego (16 grudnia) posiedzenia rady. Poinformował bowiem o niepotwierdzonych nigdzie uzgodnieniach z Polsatem, dotyczących transmisji gonitw z toru na Służewcu i rzekomej i obietnicy dodania przez tę stację 2 mln zł do przyszłorocznej puli nagród.
Tomaszewski ma pod ręką kiełbasę wyborczą na każdą okazję, zabrakło mu zaś klasy, żeby złożyć dymisję, jak zapowiadał. Nikt też o to go nie prosił, łącznie z dyrektorem wyścigów Włodzimierzem Bąkowskim, ponownie zapewniającym, że do puli 6 mln zł nagród w gonitwach TS dołoży 1 mln. Nie ma jednak planów zatwierdzonych na papierze.
Nowa rada PKWK, która wnioskuje do ministra rolnictwa o powołanie i odwołanie swego prezesa, zebrała się tylko pięć razy: 3 lipca, 2 września, 15 października, 17 listopada oraz w ostatnią środę. Uczyniła jednak niewiele, właściwie nic, łącznie z prezesem Klimczakiem, żeby zatrzymać degradację zespołu torów i wyścigów. Ich władze nadają się do wymiany, ale nie ma chętnych do rządzenia, łącznie z nieaktywnym Markiem Grzybowskim, niedawnym rywalem Klimczaka.
Zaś zamierzenia TS nadal są obiecankami, nie potwierdzonymi przez zarząd. Jego prezes Sławomir Dudziński rok temu przedstawił fantasmagoryczną strategię rozwoju, stworzoną nie za darmo przez nie znającą polskiej rzeczywistości firmę doradczą. Od roku prezes Dudziński nie potrafił jednak przełożyć strategii na konkrety.
Liczące 168 lat wyścigi konne w Warszawie są ciągle na równi pochyłej, zakleszczone w niesprawnym państwowym układzie. I ciągle na łasce Totalizatora Sportowego.
- Sezon 2010 jeszcze się odbędzie, ale kompletnie nie wiadomo co z następnymi - ocenił sytuację trener Andrzej Walicki.