Nieprzypadkowo najnowsza książka Milana Kundery, a właściwie ujęty w jednorodną całość jego zbiór esejów, nosi tytuł "Spotkanie". 80-letni pisarz wiedzie nas bowiem na konfrontację ze światem sztuki, literatury i muzyki.
Książka wydana w marcu tego roku przez Gallimarda, francuskiego giganta księgarskiego, zebrała cały bukiet entuzjastycznych recenzji i not, w których podkreślano, że zbyt pośpiesznie wysłano Kunderę do literackiego lamusa. Teraz "Spotkanie" debiutuje w polskich księgarniach i wszystko wskazuje na to, że przypomni nam pisarza z najlepszego okresu twórczości.
Aby odpowiedzieć na dręczące go pytania o sens ludzkiego żywota, miłość, sens bycia zaczerniaczem papieru czy eschatologię, Kundera przywołuje z historii kultury wyjątkowych świadków, m.in. Rabelais'go, Janáčka, Felliniego, Malapartego (znakomita analiza "Skóry"), Beethovena i Dostojewskiego.
Czyta ich dzieła, ogląda ich filmy i słucha ich muzyki. Prześwietla i analizuje, czasem się zachwyca, a niekiedy gorszy. Ale ostatecznie tworzy własny klucz, którym otwiera drzwi, za którymi - jak sugeruje - czytelnik znajdzie odpowiedź na najważniejsze metafizyczne pytania ludzkości.
Ale nie wyczerpuje to całego bogactwa "Spotkań". To nie tylko randka z historią światowej kultury, lecz również wyprawa w osobliwy klimat Europy Środkowej, której Kundera, mimo francuskiego obywatelstwa, jest przecież nieodrodnym dzieckiem.
Defilują przed nami: Conrad, Gombrowicz, Freud, Mahler, a nawet Mickiewicz, który wciąż robi na Kunderze wrażenie swoją pisarską egzotyką. Najwięcej jest jednak odniesień czeskich: Hrabal idzie tu o lepsze ze Škvoreckim, których zresztą z uroczą pisarską beztroską umieszcza w rozdziale poświęconym latom 60., praskiej wiośnie i niezgłębionej głupocie nadwełtawskich komunistów, którzy dobrowolnie oddali się w łapy Rosjan (jako Polacy mamy więc szczęście, bo w swojej ojczyźnie obrażony pisarz konsekwentnie nie powala na tłumaczenie dzieł napisanych po francusku).
"Spotkania" zatem to swoisty przewodnik po samym Kunderze, jego fascynacjach i życiu, choć ani słowem nie odnosi się do zdarzenia, którym nie tak dawno żył cały literacki świat. Chodzi mianowicie o oskarżenie pisarza o to, że jako 21-letni student wydał bezpiece zachodniego agenta Miroslava Dvořáčka.
W wyniku tego patriotycznie podejrzanego czynu Dvořáček spędził w komunistycznym więzieniu 14 lat, m.in. na ciężkich robotach w kopalni uranu. Kundera jest dziś bardzo wstrzemięźliwy w wyjaśnieniu tego niewygodnego faktu z przeszłości. Jeśli już się broni, to przypomnieniem, że w latach 40. był fanatycznym członkiem Czeskiej Partii Komunistycznej, z której wyrzucono go w 1950 r. (ponownie przyjęto siedem lat później i już definitywnie pozbyto się w 1970 r.).
Można się więc zżymać na ciemne karty w CV Kundery, ale wypada jednocześnie przypomnieć, że dzięki jego życiowym meandrom świat ujrzały arcydzieła m.in. "Żart" (1967), a już na emigracji "Walc pożegnalny" (1976) czy najsławniejsza powieść pisarza "Nieznośna lekkość bytu" (1984). A ponadto cały wachlarz dzieł, które wciąż stanowią o globalnej sławie mistrza słów, choćby "Księga śmiechu i zapomnienia", "Powolność", "Tożsamość", a wreszcie "Nieśmiertelność", ostatnia napisana w języku czeskim. Wierzmy mu więc, gdy pisze w "Spotkaniu", że książka jest owocem jego "refleksji i wspomnień; odwiecznych tematów (egzystencjalnych i estetycznych) i odwiecznych miłości".
165 stronic tego wysmakowanego dziełka udowodni to nawet zawodowym demaskatorom.
I choć to Kunderowskie przesłanie brzmi trochę jak pisarskie autoepitafium, miejmy nadzieję, że niepokorny literat postanowił jeszcze nie kapitulować przed współczesnym światem. Zwłaszcza że pośród morza nagród, które zdobią jego dorobek, ma też nader rzadki laur Rycerza Legii Cudzoziemskiej z 1990 r. Imponujące, prawda?
Milan Kundera "Spotkanie", wyd. PIW, Warszawa 2009, cena 27,90 zł