Menu Region

Politycy właśnie przestali istnieć

Politycy właśnie przestali istnieć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Igor Zalewski, publicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
To, że ogromna większość polityków to głąby, które nie potrafią samodzielnie sklecić zdania, nie jest niczym zaskakującym.
Dziwna byłaby raczej sytuacja odwrotna. Ale prawdziwą tragedią jest fakt, że politycy plotą to, co podsuwają im specjaliści od marketingu. W ten sposób politycy mordują politykę oraz samych siebie i wbrew pozorom nie jest to optymistyczne zjawisko.

A tak. Bo polityka w prawdziwym i tradycyjnym pojęciu tego słowa to nie partyjne przepychanki i pyskówki przed kamerą, jak ma to miejsce w wesołym kraju na Wisłą.

Polityka nie może (a może raczej nie mogła?) istnieć bez dwóch czynników: poglądów i chęci wprowadzenia ich w życie, tak by zmieniać świat. Przy czym posiadanie poglądów zawsze było ryzykowne, o czym przekonali się już w starożytnych Atenach, w których wynaleziono demokrację.

Taki Temistokles na przykład, który uratował Grecję przed Persami, w końcu podpadł obywatelom, którzy na sądzie skorupkowym uznali, że ma się wynosić z Aten. I facet musiał emigrować z ojczyzny. Umarł - ot taki paradoksik historii - w Persji.

Ale wróćmy do naszych czasów. Pisanie ściągawek dla ministrów i posłów przez specjalistów od PR - o czym napisał "Dziennik" - to coś więcej niż obciach i żenada. To coś, co czarno na białym pokazuje, że polityka w Polsce właściwie nie istnieje. Bo nie istnieją politycy.

Nie ma już ludzi - a przynajmniej w dzisiejszych elitach politycznych jest ich niewielu - którzy mają coś, co nieco anachronicznie zwie się wizją. Może to pojęcie pobrzmiewa starzyzną, ale co z tego. Po prostu chodzi o cel, do którego się dąży. I jeszcze wie się, dlaczego ten cel, a nie jakiś inny.

Popularność, władza to jedynie środki, by cel ten osiągnąć. Oczywiście, to dość idealistyczna wizja, bo politycy są zazwyczaj chorobliwie ambitnymi świrami z ego sterczącym jak dwa przykryte kołdrą giganty na plakatach z Wojewódzkim i Figurskim. Ale ambicja i miłość własna jest paliwem polityków, które daje im siłę do realizacji swych wizji.

Przynajmniej tak było kiedyś. Bez poglądów i wielkich zamierzeń polityka nie ma sensu. Nie ma sensu organizowanie wyborów, utrzymywanie parlamentu i bulenie gigantycznych dotacji na partie polityczne. Istotą polityki nie może być kwestia, co należy powiedzieć, żeby cię bardziej polubili, bo to jest zagwozdka, z którą musi się zmierzyć imprezowicz przed wyjściem na balangę. Władza to ciut więcej.

A wszystko moim skromnym zdaniem przez Ronalda Reagana. On jako pierwszy połączył aktorstwo z polityką, mistrzowsko budował swój wizerunek i zaprzągł marketing do swego rydwanu. Tyle że był to naprawdę wielki polityk, miał wizję i realizując ją, zmienił świat tak, że wszyscy czujemy to w kościach.

Jego naśladowcy na całym świecie zaprzedali duszę specjalistom od PR i dzisiaj to ogon merda psem. Ale następcy Reagana mają z nim tyle wspólnego, co szczyny z szampanem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się