Menu Region

Nauka jazdy

Nauka jazdy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Maciej Mazur, Fakty TVN

Prześlij Drukuj
Samochody nauki jazdy mają na dachu literkę L. Ktoś pomyśli, że można to rozszyfrować "L jak logika", no bo przecież w ruchu drogowym logiczne postępowanie to klucz do bezpiecznej jazdy.
Nic z tych rzeczy - przynajmniej nie na polskich drogach.

Powiedzmy sobie szczerze - nie wszyscy jeździmy jak Robert Kubica. Szybko i pewnie. Ale to chyba jeszcze nie powód, aby urzędnicy tworzący kolejne przepisy regulujące ruch traktowali nas jak kursantów, za których trzeba myśleć - bo sami to kompletnie nie dadzą sobie rady.

Wystarczy trochę pojeździć po Polsce, aby zauważyć, że jak kraj długi i szeroki przebudowujemy drogi. Poszerzamy jezdnie, montujemy światła, wytyczamy pasy do skrętu.

Ale dlaczego wbrew logice? Dlaczego prawie wszędzie przy pasach do skrętu w lewo koniecznie trzeba powiesić osobny sygnalizator - nawet jeżeli zakorkuje to dotychczas jeszcze przejezdne ulice? Dlaczego skutecznie zwalczyliśmy usprawniające ruch zielone strzałki do skrętu w prawo, a teraz kombinujemy, jak tu cofnąć ten świetny przepis i wrócić do rozwiązań logicznych?

Dlaczego obstawiamy drogi setkami atrap fotoradarów, za którymi większość kierowców wciska gaz do dechy, aby nadrobić stracony czas? No i dlaczego wcześniej wprowadziliśmy obowiązek całodziennej jazdy na światłach mijania, aby teraz coraz poważniej rozważać wycofanie się z niego? Bo tak rzecze przepis. Bo urzędnicy uznali, że kierowcy nie myślą logicznie i trzeba myśleć za nich.

Logiczne? Oczywiście. Ale równocześnie bezsensowne - ot, taki polski drogowy paradoks. Zamiast wydawać przepisy usprawniające budowę nowych dróg, wydajemy zarządzenia komplikujące poruszanie się po dotychczasowych bezdrożach i ścigamy się, kto najdokładniej i najbardziej bezsensownie je zinterpretuje. Tu niewątpliwie wygrywają władze Warszawy.

Brakuje jeszcze przepisu, aby w każdym nowym aucie montowano - wzorem nauki jazdy - podwójny komplet pedałów i obowiązkowo fotel zarezerwowany dla wydelegowanego urzędnika, który za kierowcę będzie podejmował decyzje. A może po prostu sami urzędnicy powinni trochę pojeździć - najlepiej z L na dachu?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się