Menu Region

Życie ważniejsze niż wolność

Życie ważniejsze niż wolność

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Zając, komentator "Polski"

2Komentarze Prześlij Drukuj
Watykan skrytykował środową decyzję mediolańskiego sądu, który zgodził się, żeby od sztucznego odżywiania odłączyć pozostającą od 16 lat w śpiączce Eluanę Englaro.
Kobieta wkrótce umrze z wygłodzenia. "To wstrząsające. To dowód na niedopuszczalny relatywizm moralny, który zaczyna królować we Włoszech" - czytamy w watykańskim dzienniku "L? Osservatore Romano".

Inne słowa ze strony Kościoła paść nie mogły. Trudno sobie bowiem wyobrazić, nawet jego krytykom i polemistom, żeby chrześcijanie nie byli zdeklarowanymi obrońcami życia od poczęcia aż po naturalną śmierć.
Co ważne, świadomość tego obowiązku nie słabnie, ale z biegiem wieków krzepnie i umacnia się w Kościele. Bo Kościół nie jest wspólnotą zastygłą w schematach, ale ewoluuje i dojrzewa, żeby w coraz większym stopniu odkrywać głębię nauczania Jezusa z Nazaretu.

Po dwóch tysiącach lat znaleźliśmy się dopiero u początków właściwego zrozumienia Ewangelii - twierdzą mądrzy duchowni i świeccy.

Dlatego nie jest zarzutem, lecz komplementem pod adresem Kościoła w XXI wieku, że w kwestiach dotyczących ludzkiego życia nie dzieli włosa na czworo i nie stara się wyważyć między różnymi argumentami, ale z całą mocą stwierdza, że eutanazja jest złem. Katolicyzm przeszedł długą drogę od płonących stosów, pogromów i wojen religijnych do przekonania, że każde życie - również życie innowiercy, ideowego przeciwnika, poczętego dziecka, upośledzonego czy pogrążonego w śpiączce - jest wartością samą w sobie, świętą i nienaruszalną.

I mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia Kościół uczyni następny krok w tym słusznym kierunku i jednoznacznie, już bez zbędnego niuansowania, ogłosi, że również kary śmierci bez względu na okoliczności, np. okrucieństwo popełnionych zbrodni, nie można pogodzić z Ewangelią.

Tak radykalny sprzeciw wobec cywilizacji śmierci wcale nie oznacza lekceważenia tragedii, która dotknęła Eluanę i rodzinę Englaro. Trzeba mieć najwyższe współczucie dla bliskich, którzy latami odwiedzają przykutą do łóżka kobietę w stanie wegetatywnym.

Po ogłoszeniu wyroku ojciec Eluany oświadczył: "Mam dość rozprawiania o eutanazji i śmierci mózgu. Zwyciężyła wolność". Powtórzmy: należy zachować szacunek dla człowieka dotkniętego cierpieniem własnego dziecka, ale Kościół ma też w pewnym sensie dość dywagowania o eutanazji i śmierci mózgu. Jasno naucza, że wolność nie może być traktowana jako wartość wyższa od życia.

Kiedy mowa o eutanazji, często przywołuję argument ks. Tomasza Stroynowskiego: nie ulega wątpliwości, również z chrześcijańskiego punktu widzenia, że człowiek ma prawo godnie umrzeć. Godna śmierć to śmierć człowieka pojednanego ze sobą, z własnymi ograniczeniami, z bliźnimi, a jeżeli umierający był wierzący - pojednanego także z Bogiem. To śmierć nie z lęku przed cierpieniem czy odrzuceniem. Dlatego eutanazja nie jest godną śmiercią.

Po środowym wyroku rodzina Englaro zapewne odczuła ulgę, i piszę o tym bez cienia ironii czy złośliwości. Ale wciąż zadaję sobie jedno pytanie: o co właściwie walczyła przed sądem, bo przecież nie tylko o ulżenie własnym męczarniom? Może walczyła o wolność córki rozumianą jako prawo do skrócenia sobie życia? Nie, bo przecież kobieta nie mogła wyrazić swojej woli.

Ojciec wprawdzie tłumaczył, że rok przed swoim wypadkiem Eluana odwiedziła w szpitalu osobę w podobnym stanie, a po powrocie do domu oświadczyła, że na miejscu chorego przerwałaby zabiegi podtrzymujące życie. Nadużyciem byłoby jednak uznać wypowiedziane wtedy słowa za ostateczne i wiążące. Traktowanie ich jako tzw. testamentu biologicznego urąga zdrowemu rozsądkowi.

A może rodzina Englaro walczyła o skrócenie cierpień córki? Mało prawdopodobne, bo pogrążona w śpiączce kobieta nie odczuwała bólu. Może chodziło o to, żeby nie przedłużać w nieskończoność zawieszenia między życiem i śmiercią? Ale wtedy znowu wskazujemy przede wszystkim na położenie krewnych, a Eluana jest tylko przedmiotem naszych rozważań.

Nie zamierzam moralizować cudzym kosztem i osądzać ludzi, zwłaszcza dotkniętych tak straszną traumą, chociaż potępiam zło eutanazji. I głęboko wierzę, że zamiast toczyć walkę przed sądem, można wybrać drogę prostszego heroizmu. Można było trwać przy Eluanie. Żyć razem z nią w nadziei, że stanie się cud. Nawet jeżeli wszyscy dookoła powtarzają, że nadzieja jest matką głupich.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

I proszę nie

+14 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

I proszę nie powtarzać w kółko argumentow
o "świadomej” i „dobrowolnej" decyzji. Są
przykłady określonej presji środowiska np. na chorego. A ja nie chcę iść do szpitala ze świadomością, że mogą
przy moim łóżku pojawić się uśmiechnięci
panowie w białych fartuchach ze stosownym
formularzem do podpisania wyroku śmierci.

Gdyby uważali, że i tak trzeba mnie odłączyć
od jakichś aparatów niech to właśnie zrobią
w ostateczności bez mojego podpisu, zwalniającego częściowo
ich sumienia z odpowiedzialności za ten czyn a obciążającego
mnie. Dlaczego system prawny ma mnie zmuszać do
podejmowania takiej decyzji? Jeśli takiej
możliwości nie mam to mogę się zawsze też uśmiechnąć
i powiedzieć: chcecie mnie zabić? No cóż,
nie jestem w stanie wam przeszkodzić ale to
zawsze będzie wasza tylko wina, bo ja jestem
przeciwny. Wprowadzenie eutanazji pozbawia
mnie tej wolności i stwarza, przez samo
istnienie określonego prawa, potencjalną
presję abym postąpił wbrew własnemu sumieniu.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kazanie kościele w dzienniku ogólnopolskim

+21 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Iwona Stanecka (gość)  •

To chyba premiera tego gatunku na Waszych łamach? Oto świecki kaznodzieja Marek Zając przedstawił kazanie. Na kolana czytelnicy.

odpowiedzi (0)

skomentuj