Menu Region

Czego Polacy nie wiedzą o tarczy

Czego Polacy nie wiedzą o tarczy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Riki Ellison, Missile Defense Advocacy Alliance

2Komentarze Prześlij Drukuj
Wokół instalacji elementów systemu rakietowego w Polsce narosło wiele mitów. Prostuje je Riki Ellison, szef niezależnego amerykańskiego instytutu Missile Defense Advocacy Alliance, wspólnie ze specjalistami z Politechniki Warszawskiej
Czy na Polskę spadną odłamki zniszczonych rakiet?
Możliwość, że spadnie na nas fragment zestrzelonej rakiety, jest bliska zeru. Zniszczenie rakiet lecących np. z Iranu musi się odbyć na bardzo dużej wysokości, nawet kilkudziesięciu kilometrów nad ziemią. Odłamki rakiety, spadając z takiej wysokości, po prostu się spalą. Trafiona rakieta zostanie rozbita na drobny mak.

Dlaczego zestrzelenie następuje na dużej wysokości?

Jeśli np. Iran chce wystrzelić w kierunku USA rakietę, musi ją wznieść na wysokość kilkudziesięciu kilometrów, bo dopiero tam opór powietrza jest niewielki i rakieta może lecieć daleko. Leci po torze o kształcie paraboli. Tymczasem na wysokości np. 15 km opór powietrza ciągle jest spory i dlatego, aby zestrzelić cel, rakiety przechwytujące wymagałyby o wiele mocniejszego napędu. Ważne jest też i to, że rakietę najłatwiej jest namierzyć i zestrzelić w momencie, w którym osiąga szczyt paraboli. Ma wtedy najmniejszą prędkość i łatwiej w nią trafić.

Czy ładunek umieszczony w zestrzelonej rakiecie skazi terytorium Polski?
Jeśli wrogie rakiety będą miały ładunek jądrowy, zostanie on rozproszony na dużej wysokości, ale najprawdopodobniej nie nad terytorium Polski.

Wysoko w atmosferze nie dojdzie do eksplozji ładunku jądrowego. Zniszczenie rakiety nośnej nastąpi w inny sposób. Działanie tarczy antyrakietowej polega m.in. na tym, że na dużą wysokość wyniesiona zostaje rakieta przechwytująca, która nabiera olbrzymiej prędkości i energii kinetycznej i dzięki temu roznosi w puch rakietę nośną wroga.

Owszem, na jej pokładzie jest ładunek jądrowy, ale po zderzeniu natychmiast dochodzi do jego rozproszenia. Powstaje kurz radioaktywny, chmura, ale nie ma fali uderzeniowej, tak jak po wybuchu jądrowym.

Czy można odpalić rakietę przypadkowo i trafić np. w polskie miasto?
Odpalanie rakiet na dużą skalę odbywa się już właściwie od lat 40. zeszłego stulecia. Są już więc wypracowane stosowne procedury i reżimy eksploatacyjne. Ciągle udoskonalane zabezpieczenia minimalizują ryzyko jakichkolwiek pomyłek.

Czy radar umieszczony w Czechach spowoduje zwiększenie ryzyka zachorowań na raka?
Nie ma takiego zagrożenia. Dziś nie notuje się już zachorowań na białaczkę czy inne choroby nowotworowe wśród osób obsługujących takie urządzenia.

Radar, który zostanie zainstalowany w Czechach, będzie wysyłać energię elektromagnetyczną w bardzo skupionej wiązce, która nie będzie dotykać ziemi. Wiązka jest skierowana w przestworza, bo musi wykryć cel w górnych warstwach atmosfery.

Radar jest bezpieczny także ze względu na rygorystyczne przestrzeganie zasady tzw. podcięcia, co oznacza, że nad ziemią gwałtownie spada natężenie promieniowania emitowanego przez radar. Kiedyś rzeczywiście zdarzało się, że promieniowana energia spadała na ziemię i cierpieli ludzie. Obsługa radarów chorowała często na białaczkę, ale to już przeszłość. Nikt nie ewakuuje mieszkańców z okolic lotnisk cywilnych, gdzie również działają potężne radary.
Bezpieczeństwo czeskiego radaru dodatkowo zwiększa fakt, że zostanie ustawiony na wzgórzu. Nie będzie więc przypadkowych odbić wiązki od ziemi.

Czy warto zgadzać się na instalację urządzeń, które ciągle nie są gotowe?

To prawda, że wciąż trwają testy tarczy, ale Polska ma 5 lat, zanim w silosach umieszczonych na jej terytorium znajdą się właściwe rakiety. W ciągu tych 5 lat będą one testowane.
Poza tym USA dysponują już takim systemem, który broni Ameryki przed rakietami dalekiego zasięgu i mimo że działa, to jest nadal każdego roku testowany.

Czy umieszczenie elementów tarczy w Polsce osłabia nasze bezpieczeństwo?
Wręcz przeciwnie. Elementy tarczy umieszczone w Polsce i w Czechach umożliwią nie tylko ochronę terytorium USA, ale prawie całej Europy, z wyjątkiem terenów położonych na południu, np. Grecji.
Gdyby przesunąć elementy tarczy bardziej na południe, np. do Rumunii, ochronę straciłaby Wielka Brytania i północna Europa. Dlatego w przyszłości pojawi się jakiś system uzupełniający, umożliwiający ochronę całej Europy.

Czy jest sens podpisywać umowę o tarczy z administracją George?a Busha na kilka miesięcy przed wyborami w USA?
Przeciąganie decyzji w sprawie tarczy i czekanie na następną administrację jest dla Polski ryzykowne, oczywiście jeśli zależy nam na instalacji. Barack Obama jest raczej zwolennikiem umieszczenia rakiet w wyrzutniach na statkach.
Andrzej Czerwiński, poseł PO, przewodniczący zespolu parlamentarnego

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Riki Ellison

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

macieklew (gość)  •

Riki Ellison, jak podaje między innymi Reuters, ma bardzo ścisłe powiązania z Pentagonem i z korporacjami zbrojeniowymi, które zarobią na całej tej imprezie parę dolarów: "Ellison, noted for close ties to the Pentagon and to U.S. missile-defence contractors, said his information came from high-level officials on both sides of the negotiations."
Żródło: http://uk.news.yahoo.com/rtrs/20080704/tpl-uk-shield-poland-usa-hardware-81f3b62.html

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jasne

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

sceptyk (gość)  •

Taaa... zapomniał dodać, że tarcza zwiększa atrakcyjność turystyczną regionu, sprzyja ekologii, leczy raka i cofa garba.

odpowiedzi (0)

skomentuj