Menu Region

Nauczmy się wypoczywać

Nauczmy się wypoczywać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magda Lipka

2Komentarze Prześlij Drukuj
Na urlopie chcemy porządnie wypocząć, poprawić relacje z rodziną, a w dodatku coś ciekawego zobaczyć. Plany bardzo ambitne! Co zrobić, żeby zrealizować chociaż niektóre z nich? A przede wszystkim: jak odpoczywać, by wrócić z wakacji w naprawdę dobrej formie?
Najczęściej mówimy: "Odpocznę na urlopie". Jedziemy na wakacje i… Nierzadko wracamy, narzekając, że lepiej było zostać w domu. Bo pogoda kiepska, mąż wciąż marudził, a dzieci się awanturowały. A w dodatku my same przez cały czas miałyśmy zły humor. Po takich wakacjach bardzo często zadajemy sobie pytanie: skoro nie udaje się nam odpocząć, czy nie lepiej byłoby z urlopu w ogóle zrezygnować? W żadnym wypadku!
Zdaniem lekarzy i psychologów odpoczynek to dla naszego organizmu jedna z najważniejszych rzeczy. Zacznijmy od uświadomienia sobie tego, że to nie wakacje są winne temu, że się nie udały. Winni jesteśmy my sami, bo po prostu nie umiemy odpoczywać. Cóż - chyba już najwyższy czas się tego nauczyć. O tym, jak odpoczywać nie tylko w czasie wakacji, mówi psycholog Małgorzata Ohme. Niech najbliższy urlop będzie dla nas pierwszym, po którym stwierdzimy: "Jeszcze nigdy tak dobrze nie odpoczęłam...".

Maryla Rodowicz śpiewała: "leżę pod gruszą na dowolnie wybranym boku i mam to, co na świecie najświętsze: święty spokój". To jest ideał odpoczynku - święty spokój?
Małgorzata Ohme, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie: Raczej niczym nieskrępowana możliwość leżenia na dowolnie wybranym boku. Wybieram ten bok, na którym najbardziej mam ochotę leżeć, i leżę. Najważniejsze jest samo leżenie, czyli odpoczywanie.

Dlaczego?
Bo odpoczywając, odbudowujemy zasoby naszego organizmu - fizyczne i emocjonalne. Regenerujemy się. Albo, jak to się ostatnio mówi: ładujemy akumulatory.

Znam takich, którzy uważają, że to ładowanie nie jest im wcale potrzebne.
Ja też. Chyba każdy z nas może wskazać we własnym otoczeniu takie osoby. Dla nich leżenie pod gruszą jest marnotrawieniem czasu. "No bo jak można tak leżeć i nic nie robić?!" - mówią. Najczęściej przemawia przez nich lęk. Że znów dopadnie ich chandra, że znów będą "za dużo myśleć". W rezultacie przestają wyjeżdżać.

I można tak żyć i nie odpoczywać?
No właśnie nie można. I pewnego ranka te nieodpoczywające osoby budzą się i... już z łóżka nie wstają. Nie mają siły. Zaczynają chorować psychicznie lub fizycznie. Organizm odmawia współpracy.

Tak, ale jest też część osób, które próbują wypoczywać i im się to nie udaje.
Bo często nie rozumieją, na czym polega odpoczynek. Bywa, że przypisują mu magiczną moc i uważają, że w trakcie urlopu uporają się ze wszystkimi życiowymi problemami. A ważnych spraw nie da się załatwić w kilkanaście dni.

Ale wiele z nas czeka na urlop, bo wychodzi z założenia, że sobie odpocznie, a przy okazji pobędzie z rodziną, porozmawia z partnerem, z dziećmi…
I często zamiast love story mamy horror. Bo temu wypoczynkowi, tak jak wcześniej wspomniałam, przypisujemy nadludzką moc. Wyobrażamy sobie, że przez dwa tygodnie nie tylko fantastycznie wypoczniemy, ale też, że za jednym zamachem poprawimy relacje z bliskimi, odwiedzimy przyjaciół, nadrobimy zaległości w czytaniu książek. Ba, nawet nauczymy się czegoś nowego. Na przykład: języka obcego, jazdy na rolkach czy desce surfingowej. Albo schudniemy tak, że nikt nas po powrocie do pracy nie pozna. Ale, niestety, z tych ambitnych planów najczęściej niewiele wychodzi.

Bo chcemy za dużo naraz?
Oczywiście! Przez cały rok nie pozwalamy sobie na taki prawdziwy, regenerujący siły odpoczynek, a gdy bierzemy urlop, chcemy z naszej długiej listy zatytułowanej "Sprawy ważne" zrealizować wszystko. Jeśli są one ważne, to trzeba załatwiać je od razu, a nie odwlekać, głupio sobie tłumacząc, że teraz nie ma na nie czasu. Na co nie mamy czasu? Na rozmowę z partnerem? Na zabawę z dziećmi? Na odwiedzenie rodziców? Na spotkanie się z przyjaciółmi? Na zrobienie sobie samej jakiejś przyjemności? Z tym wszystkim nie wolno czekać do urlopu!

A co się dzieje, gdy jednak czekamy?
Jeśli rozpoczynamy urlop z długą listą spraw do załatwienia, to raczej nic dobrego z tego nie wyniknie. Najczęściej jest tak, że te wszystkie sprawy zaczynają nas przerastać. Nie jesteśmy w stanie ani się nimi zająć, ani ich rozwiązywać, bo czujemy, że one nas osaczają. Z tego powodu wcale nie jesteśmy przyjemnie rozluźnione, tylko napięte niczym struna. I stąd biznesmeni oraz pracoholicy na wakacjach chorują, w tym doświadczają groźnych zawałów serca, bo napięcie musi się w końcu rozładować.

Jak się przed taką sytuacją bronić? Czy jest sposób na to, aby nauczyć się sensownie odpoczywać?
Najpierw zakodujmy sobie w głowie, że odpoczynek nam się należy. I mamy do niego święte prawo. I dopiero potem nauczmy się odpoczywać. Chcę powiedzieć, że większość z nas uważa, że odpoczynek to dwutygodniowy urlop. A to tylko pół prawdy. Bo bardzo ważne jest również to, aby nauczyć się odpoczywać systematycznie, w ciągu całego roku. Na przykład raz w tygodniu robić coś, co nam sprawia przyjemność. To może być godzina na basenie, spacer z dzieckiem. Taki czas jest nam potrzebny, aby rozładować napięcie, które gromadzi się w nas każdego dnia. Podobnie ważne jest, aby dawać sobie wspólne chwile w relacjach z innymi, wyjść raz na jakiś czas tylko we dwoje, rozmawiać. Być ze sobą na bieżąco, a nie tylko okresowo.

Podobno dobrze jest ćwiczyć, bo wysiłek fizyczny doskonale odstresowuje.
To prawda, że sport jest jednym z czynników pomagających w walce ze stresem. Podałam go przecież jako jeden ze sposobów odpoczynku. Ale od razu chcę zdementować plotkę, która głosi, że sport jest dobry na wszystko. Nieprawda. Problemów emocjonalnych za nas nie rozwiąże. Bo w życiu już tak jest, że trzeba się w pewnym momencie zatrzymać i zapytać samą siebie: co ja tu robię? Czy to, co robię, jest dla mnie dobre? Mnóstwo ludzi ucieka przed tymi pytaniami. A one nie lubią pozostawać bez odpowiedzi! I potrafią upomnieć się o nią w najmniej pożądanym przez nas czasie, na przykład na urlopie.

Czy to źle, że urlop spędzimy, zastanawiając się nad swoim życiem?
Nie, ale nie nazywajmy wtedy tego urlopem, bo to ciężka i żmudna praca. Urlop to czas odpoczynku, a nie moment na załatwianie życiowych problemów.

Co zrobić, gdy nas problem dopadnie?
Jeśli nie pozwalamy sobie na systematyczny wypoczynek, to najczęściej dzieje się tak, że gdy w końcu wybierzemy się na wakacje - zaczynamy chorować: nieustające przeziębienia, migreny, które trwają tydzień i dłużej, bóle mięśni czy stawów, kłopoty z układem pokarmowym i tak dalej. Organizm daje nam w ten sposób ważny sygnał: nie chciałaś się mną zajmować - to teraz musisz. I zamiast realizować wakacyjne plany - rozkładamy się zdrowotnie.

Jak najlepiej wypoczywać? Podobno należy robić coś zupełnie innego niż na co dzień.
Najlepiej odpoczywamy, gdy robimy coś, co nam sprawia przyjemność. Niektórzy specjaliści radzą, aby osoba, która siedzi wiele godzin przed monitorem, wypoczywała aktywnie. Bo to będzie z pożytkiem dla jej zdrowia, w tym dla kondycji psychicznej. Ale w praktyce wszystko zależy od nas samych i naszych preferencji. Naszymi wyborami kieruje wiele czynników, m.in. temperament. Jeśli ktoś ma spokojną, refleksyjną naturę i rewelacyjnie odpoczywa z książką w ręku, to raczej nie należy namawiać go na obóz przetrwania. I odwrotnie: osoba z temperamentem poczuje się niczym ptak na uwięzi, gdy jej jedyną rozrywką będzie oglądanie zachodów słońca.

Czy lepiej jest urlop starannie zaplanować, czy może wyjechać spontanicznie, bez konkretnych planów?
Myślę, że ci z nas, którzy dysponują bardzo krótkim urlopem, raczej powinni staranniej zaplanować wypoczynek. Wcześniej należy ustalić, gdzie jedziemy, na ile, z kim i co tam będziemy robić. Trzeba to zrobić dobrze, bo najczęściej są to jedyne dwa tygodnie w roku, podczas których możemy solidnie odpocząć. Natomiast na spontaniczny wybór miejsca wypoczynku i wakacyjnego towarzystwa mogą sobie pozwolić osoby, które mają urlopu więcej niż zwyczajowe dwa tygodnie.

Jechać samemu czy z rodziną?
O, to już bardzo poważna decyzja. Gdy urlopu mamy naprawdę niewiele, to radzę zachować się asertywnie i wybrać wariant, który najbardziej nam odpowiada. Gdy zechcemy wyrwać się z od lat ustalonego schematu, nie słuchajmy tego, co powiedzą na to: partner, dzieci, przyjaciele. Zróbmy to, co czujemy, że jest dla nas dobre. Apeluję! Wiem, że to wymaga ogromnej odwagi, ale dla własnego dobra należy postawić na swoim. Niedawno czytałam wywiad z dziennikarką Dorotą Wellman, która opowiadała, że raz w roku jedzie na tydzień do klasztoru i tam się wycisza, łapie dystans do świata, ogarnia refleksją to, co robi, zastanawia się, w którym momencie życia się znajduje. Wierzę w to, że w jej przypadku nie jest to moda, tylko potrzeba. Bardzo mi zaimponowała, bo to wielka sztuka pozwolić sobie na taki wybór. Wbrew winnym i wbrew schematowi "wypoczywam z bliskim". Myślę, że warto wziąć z niej przykład.

Czyli lepiej jechać samej?
Lepiej wybrać taki wariant odpoczynku, który nam najbardziej odpowiada i przyniesie najwięcej korzyści. Jeśli potrzebujemy wyciszenia, lepiej pojechać samotnie. Możemy też podzielić urlop na dwie części. Jedną spędzamy w pojedynkę, a drugą z rodziną. Myślę, że to też jest niezłe rozwiązanie. Ale, powtarzam, to wymaga często dużej odwagi w łamaniu oporu zewnętrznego.

Czy istnieje dobry klucz doboru towarzystwa, z którym spędzimy wakacje?
Jeśli nie mamy dzieci, zdecydowanie najlepiej wybrać się w towarzystwie również bezdzietnych. I chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego (śmiech). Ale jeżeli je mamy, warto pojechać z rodziną z dziećmi w podobnym wieku. Dzieciaki dość szybko się ze sobą dogadują, a my nie musimy stale mieć oczu wokół głowy i pilnować, co się z naszym maluchem dzieje. No i możemy sobie porozmawiać z kimś dorosłym, co nie jest możliwe, kiedy np. wyjeżdżamy tylko z naszym dzieckiem. Gdy zdecydowaliśmy się na urlop w większym gronie znajomych, radzę spotkać się wcześniej - jeszcze przed wyjazdem - i ustalić jakieś zasady wspólnego pobytu. Jeśli coś nam nie pasuje, to można jeszcze zrezygnować, a na miejscu jesteśmy raczej na siebie skazani. Bo często jest tak, że ludzie planujący wspólne wakacje niezbyt dobrze się znają i potem dochodzi do konfliktów, np. nasza urocza koleżanka z pracy na urlopie znienacka zamienia się w terroryzującego otoczenie potwora. Lepiej więc planować wypoczynek z ludźmi do nas podobnymi, którzy lubią w podobny sposób spędzać czas, słuchają podobnej muzyki, czytali te same książki. Albo z osobami po prostu tolerancyjnymi, które uszanują nasze wybory. Jedni jadą na wycieczkę na wielbłądach, a inni nie podnoszą nosa znad książki. Jeśli nikt nikogo do niczego nie zmusza, jest szansa na fajny wypoczynek.

Ale zanim wybierzemy znajomych, chyba trzeba porozumieć się z partnerem, jak on chce spędzić czas?
Taką rozmowę oczywiście należy przeprowadzić, ale nigdy nie wolno zapominać o własnych potrzebach.Z partnerem - oprócz uzgodnienia, czy jedziemy razem, czy osobno - warto ustalić, jak powinna przebiegać opieka nad dziećmi. Chodzi mi o określenie obowiązków. Szczególnie w takim układzie, w którym co roku pan wraca opalony i zrelaksowany, a pani jak strzępek nerwów. Nie chcę tu być stronnicza, ale niestety z reguły jest tak, że na urlopie odpoczywa mężczyzna. Bo kobieta ma etat w pracy, w domu i na wczasach. Ona musi wiedzieć, gdzie są kostiumy kąpielowe, co się stało z pastą do zębów i znać odpowiedź na mnóstwo innych pytań zadawanych przez bliskich. Mężczyzna na urlopie odpoczywa, bo to nie do niego dzieci biegną z pytaniami, to nie z nim rozwiązują swoje problemy. A kobieta musi niańczyć nie tylko dzieci, ale też i męża, bo - o tym wcześniej rozmawiałyśmy - on może mieć kłopoty i dopiero podczas urlopu otworzy się i coś na ten temat powie. Bywa też tak, że w czasie wakacji między małżonkami czy partnerami wybuchają kłótnie. I okazuje się, że nie znamy osoby, z którą od lat żyjemy. Bo do tej pory nie mieliśmy czasu jej się przyjrzeć i posłuchać. Zanim więc razem pojedziemy, warto się czasem zatrzymać i spojrzeć na tego, z kim pijemy rano kawę i kto zasypia obok nas.