29 krótkich opowiadań Wojciecha Albińskiego, składających się na tom "Achtung! Banditen!", to wojna oglądana oczyma kilkuletniego chłopca z podwarszawskich Włoch (w 1939 roku Albiński miał cztery lata).
Może dlatego ta znakomita książka, miejscami wstrząsająca, a miejscami pełna tragikomizmu, wolna jest od stereotypów i narodowych klisz.
Krytycy słusznie zwracają uwagę na spostrzegawczość jako główną cechę twórczości pisarza. Potrafił zanotować w pamięci fakty i szczegóły, z których po latach utkał własną wizję wojennej hekatomby.
Trudno się nie roześmiać, gdy w opowiadaniu "Za Bug i z powrotem" matka autora, na widok sowieckich sołdatów jadących we wrześniu 1939 roku furmankami na Polskę, krzyczy przerażona: "Tatarzy!" i trudno nie poczuć grozy, gdy w "Sorrento we Włochach" opisuje powrót w 1950 roku dumnej włoskiej armii, która kilka lat wcześniej jechała ze śpiewem na ustach gromić bolszewików na froncie wschodnim.
Opis wojskowego eszelonu, z którego wyłażą pokraczne ofiary syberyjskich mrozów, spuchnięte z głodu i okutane w podarte szynele, aby w podstołecznych Włochach żebrać o kawałek chleba to chyba jeden z najmocniejszych fragmentów tego zbioru.
Literackich fotografii, za pomocą których Albiński opowiada nam wojnę, jest tu zresztą bez liku. Pamiętany po latach widok niemieckich żandarmów w podkutych butach patrolujących uliczki miasteczka, oficerowie dla zabawy ratujący z łapanki kalekę po przebytym polio dziewczynkę Krysię, dymy Powstania snujące się na horyzoncie, zrezygnowanych Rosjan czekających na rozkaz wymarszu na Berlin czy wreszcie poruszające miniopowiadanie "Siedzą i myślą" o ludziach dotkniętych dziwną odmianą wojennej traumy. W każdej z tych literackich scen czuć emocje autora i mistrzowsko uchwycony klimat tamtego czasu.
I to znak rozpoznawczy Albińskiego, który na polskim rynku słowa pojawił się nieoczekiwanie sześć lat temu zbiorem "Kalahari", owocem wieloletniego pobytu w Afryce Południowej, dokąd wyjechał w połowie lat 60. Książkę zasłużenie obsypano pochwałami (była m.in. laureatką Nagrody Literackiej im.
Mackiewicza), ze zdumieniem zauważając, że za pisarskie rzemiosło Albiński zabrał się dopiero jako 68-latek. Co oczywiście nie ma żadnego znaczenia, chyba że dla kolekcjonerów literackich ciekawostek. Zamiast więc rozwodzić się nad wiekiem debiutanta, lepiej skupić się na obecnym w "Kalahari" wyjątkowo smakowitym opisie Johannesburga, obyczajowego fenomenu Afryki, oglądanego z pozycji przybysza z zewnątrz.
Potem były jeszcze znakomite "Królestwo potrzebuje kata" (2004), "Antylopa szuka myśliwego" (2006) i "Lidia z Kamerunu" (2007). Zawsze osadzone w afrykańskich realiach poruszają tematy egzotyczne dla nadwiślańskiego czytelnika: problem apartheidu w RPA, uprzedzeń rasowych i zderzenia kultur. Ale sprawiedliwie trzeba dodać, że Albiński konsekwentnie wprowadzał do swoich opowiadań wątki polskie.
"Achtung! Banditen!" to jego próba zaistnienia w zupełnie innej tematyce, choć i tu, konkretnie na końcu opowiadania "Ciężkie życie z powodu żony", wplótł w tekst drobną afrykańską wycieczkę. Jaką? Żeby się tego dowiedzieć, musicie sami przeczytać tę książkę. Zapewniam, że naprawdę warto.
***
Wojciech Albiński "Achtung! Banditen!", wyd. W.A.B., cena: 34, 90 zł