Menu Region

Prof. Michał Kleiber: Polscy naukowcy w ogonie Europy

Prof. Michał Kleiber: Polscy naukowcy w ogonie Europy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

prof. Michał Kleiber

Prześlij Drukuj
Na świecie toczy się wojna na umysły, a my przegrywamy ją z kretesem - mówi prof. Michał Kleiber w rozmowie z Anną Gwozdowską
W konkursie na granty naukowe Europejskiej Rady Badań znaleźliśmy się na szarym końcu. Dlaczego nasi naukowcy tak słabo wypadli?
Zakończył się dopiero jeden konkurs, drugi jest w toku. Na razie nie wygląda to dobrze, ale nie warto jeszcze niczego przesądzać. W następnych konkursach może być lepiej.

Wyprzedzili nas m.in. badacze ze wszystkich krajów starej UE.
To można jeszcze zrozumieć, ale relatywnie źle poszło nam w porównaniu z nowymi członkami, Węgrami czy Czechami.

W dodatku konkurs dotyczył młodych naukowców, którzy doktorat zrobili najwyżej 9 lat temu. To zła wróżba na przyszłość.
Niski poziom finansowania nauki przez lata skutecznie zniechęcał do robienia kariery badacza. Dlatego młodzi naukowcy nie widzą dla siebie przyszłości w Polsce. I albo szukają nowego zawodu, z którego mogliby utrzymać rodzinę, albo wyjeżdżają za granicę.

Dlaczego trzeba powstrzymać exodus młodych naukowców?
To proste. W tej chwili, wbrew temu, co widać w mediach, na świecie rozgrywa się wojna nie tyle na karabiny, co na umysły ludzkie. Kraje rozwinięte starają się stworzyć oferty edukacyjne i miejsca pracy dla swoich najzdolniejszych obywateli. Równocześnie próbują przyciągnąć największe talenty z zagranicy.

Na to stać kraje bogate, w Polsce polityka kręci się wokół bardziej przyziemnych spraw.
Bo nasi politycy nie są świadomi, jakie znaczenie dla przyszłości kraju mają zdolni naukowcy, którym stwarza się warunki do pracy. Nie są też przez wyborców odpytywani z tego,
co zrobili dla innowacyjności.

Czy dlatego nawet najwybitniejsi młodzi naukowcy są na tle Europy przeciętni? W konkursie granty zdobyło tylko trzech Polaków.
To nie takie proste. Po pierwsze, uczestnicy konkursu muszą mieć oryginalny pomysł na badania. Nie wątpię, że takich pomysłów nam nie brakuje. Po drugie, ważny jest dotychczasowy dorobek naukowy. Z tym jest już gorzej - nasz system nie premiuje dostatecznie najwybitniejszych osiągnięć. I po trzecie, z czym jest największy problem, konieczna jest dobra infrastruktura badawcza i wyposażenie laboratoriów.

Pomysły są, ale nie ma ich gdzie realizować?
Polscy laureaci grantów postanowili prowadzić swoje badania poza Polską. Patrząc na nasze przestarzałe zaplecze techniczne, trudno im się dziwić.

Współpraca naukowców z przedsiębiorcami, którzy mogliby wziąć na siebie część kosztów badań,
też nie wygląda najlepiej.

Akurat w omawianym konkursie nie ma to w ogóle znaczenia. Osoby, które
zwyciężyły, mają prowadzić badania poznawcze, wdrożenie pomysłów nie jest brane pod uwagę.

Brzmi to jak wymówka...
Nie można mieć pretensji do polskich uczonych, bo i tak robią więcej niż pozwala poziom finansowania badań. Polskie środki na badania utrzymują się na poziomie 0,7 proc. wydatków na badania ponoszonych przez wszystkie kraje Unii, co wobec wskaźnika naszego udziału w populacji Unii na poziomie 7,8 proc., i udziału naszego w PKB na poziomie 2,2 proc., jest powodem do wstydu.

Nie lepiej zająć się wyłącznie badaniami, które mają szanse na wdrożenie w przemyśle?
Uczony, który kieruje się wymogami dobrze rozumianej kariery naukowej,
musi zajmować się problemami najbardziej oryginalnymi. Potrzeby naszych przedsiębiorstw są często inne - z braku środków i odwagi szukają możliwości unowocześnienia swej produkcji, ale rzadko wprowa-dzenia na rynek prawdziwie innowacyjnych produktów. Potrzebne są nowoczesne ośrodki badawcze działające w ramach albo na rzecz przedsiębiorstw. Ich brak to nasza wielka słabość.

Cała nadzieja w firmach zagranicznych, znacznie bogatszych od polskich?
One lokują badania we własnych krajach. Niestety, popełniliśmy błędy przy prywatyzacji gospodarki. Domagaliśmy się pakietów socjalnych dla pracowników, a nie zatroszczyliśmy się, by zagraniczni inwestorzy nadal utrzymywali centra badawczo- -rozwojowe ulokowane w prywatyzowanych firmach. Czesi i Węgrzy byli mądrzejsi. Uratowali prawie połowę takich ośrodków.

A w Polsce badania nadal finansuje przede wszystkim państwo?
I to w przeszło 60 proc. Tylko niewielką część finansuje przemysł. Za to na świecie to firmy pokrywają 60-70 proc. wszystkich wydatków.

Kto może zmienić te proporcje?
Politycy. Mogą stworzyć system zachęt, np. zmniejszyć obciążenia podatkowe tym firmom, które inwestują w badania.

Jak dziś znaleźć środki na realizację swoich pomysłów badawczych?
Można się np. starać o środki venture capital [kapitał podwyższonego ryzyka - red.] Problem polega na tym, że w Polsce nie ma specjalistów, którzy potrafiliby ocenić ryzyko inwestycyjne. W USA jak ktoś ma pomysł, wchodzi z projektem do banku za rogiem i po kilku dniach dostaje odpowiedź w sprawie pożyczki. U nas to ciągle niemożliwe. Naukowcy mają też do dyspozycji granty europejskie i fundusze strukturalne. Ten system zaczyna działać i za jakiś czas będziemy rozmawiać w lepszym humorze.

Co jest więc dziś największą bolączką polskiej nauki?

Jeszcze raz powtórzę, że bój na świecie toczy się dzisiaj o zdolności do tworzenia, gromadzenia, chronienia i przetwarzania wiedzy oraz o jej skuteczne wykorzystywanie. Tymczasem od polskich
polityków nie płynie przekaz, że wiedza jest kluczowym czynnikiem rozwoju kraju. Jeśli nie zrozumieją wreszcie znaczenia badań naukowych i prac wdrożeniowych, nie będziemy w nauce odnosić sukcesów.Prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, był dwukrotnie ministrem nauki i informatyzacji oraz szefem Komitetu Badań Naukowych

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się