czwartek 09 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Apolonia, Eryka, Cyryl

Polska » Opinie » Artykuł

Chlebowski: Płakałem, myślałem o samobójstwie

Chlebowski: Płakałem, myślałem o samobójstwie

(© PAP)

Polska

2009-10-30 01:04:11, aktualizacja: 2009-11-15 19:14:48

O spotkaniach na cmentarzu, dlaczego mówił "Rysiu, załatwimy", czy jest bogatym człowiekiem, jak mocno hazard gra polską polityką, co najbardziej boli, ze Zbigniewem Chlebowskim rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki

Ile razy w życiu płakał Pan przez politykę?
Tyle razy, ile przez ostatni miesiąc, to jeszcze nigdy w życiu nie płakałem.

Dlaczego?
Widziałem, jak moja rodzina przeżywa to, co dzieje się wokół mnie.

Bolało?
Gdyby nie rodzina, nie przeżyłbym tego.

Myślał Pan o samobójstwie?
Tak, miałem takie myśli. Ale widziałem też cierpienie najbliższych i przestałem tak myśleć.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Zrozumiałem, że to jakieś szaleństwo z mojej strony. Rodzina dawała mi ogromne wsparcie. Wiem teraz dobrze, dla kogo warto żyć. Szkoda tylko, że zrozumiałem to w takich okolicznościach.

I stąd te łzy?
Widzicie, ja działam publicznie od prawie 20 lat. Dostałem setki wyróżnień, statuetek, odznaczeń, medal od prezydenta Kwaśniewskiego. Dobrze wiem, co w życiu robiłem, byłem uczciwy całe życie, nie wziąłem nigdy łapówki. Gdybym był łajdakiem, pewnie nie bolałoby tak bardzo.

Ze stenogramów rozmów nagranych przez CBA wynika jednak, że jest Pan lobbystą branży hazardowej.
To właśnie mnie najbardziej boli. Jaki niby ze mnie lobbysta? Widzicie ten dom? Specjalnie spotykamy się w moim domu pod Wrocławiem, żebyście na własne oczy to wszystko zobaczyli i ocenili. Mieszkamy tu 13 lat, dopiero teraz spłacimy hipotekę.

Jest Pan bogatym człowiekiem?
W ubiegłym roku wzięliśmy z żoną 330 tysięcy kredytu hipotecznego na 20 lat, bo kupiliśmy córce mieszkanie we Wrocławiu. Nie mamy żadnych oszczędności, nasz syn gra w tenisa, wszystko inwestujemy w niego. Gdybym był lobbystą, to pewnie mój status majątkowy byłby zupełnie inny, ludzie z tej branży zrobiliby zrzutkę i przywieźli mi 10 milionów pod bramę.

Co Pan czuł, czytając stenogramy swoich rozmów?
Gorycz, rozpacz. Pan Bóg czasami w sposób okrutny uczy pokory. Uświadomiłem sobie, że tak wpadłem w wir pracy, że mocno zaniedbałem rodzinę, dom.

Zgrzeszył Pan pychą?
Pychą nie, ale nadgorliwością, nadmierną ambicją, pracoholizmem. Więc pokornie wróciłem tutaj na wieś, do swojego domu.

Był Pan na dnie?
Tak, byłem na dnie politycznym, ale dzięki temu zaczynam wychodzić na wyżyny swoich spraw rodzinnych. Wiele razy myślałem sobie potem: Zbyszek, ty głupku, dwoma zdaniami zmarnowałeś swoją gigantyczną karierę. Bo ja głupio obiecywałem, żeby mieć kogoś z głowy, za słowami nie kryły się czyny.

Obciąża Pana towarzyska zażyłość z ludźmi z branży hazardowej.
To zacznijmy od początku, nie będę się wypierał tych znajomości. Doktora Jana Koska poznałem jako pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, był tam wykładowcą. Dostał propozycję lepszych zarobków i kierowania firmą z branży hazardowej. Spotykaliśmy się rzadko, ale to wartościowy człowiek.

Rozmawialiście o hazardzie?
Czasami tak. Działał z otwartą przyłbicą, wysyłał oficjalne pisma do mnie jako szefa komisji finansów, ale też ministrów i szefów klubów parlamentarnych.

Gdzie Pan poznał Ryszarda Sobiesiaka?
Przypadkowo, może 5 lat temu, we Wrocławiu. Wiedziałem, że prowadzi kasyna i salony gier. Nie utrzymywaliśmy kontaktów towarzyskich, spotykaliśmy się od czasu do czasu.

To była głęboka zażyłość?
Nie. Żadnych kontaktów rodzinnych nie utrzymywaliśmy, choć widziałem się z jego rodziną na imieninach, a później na sylwestrze, ale to były bardziej spotkania towarzyskie niż rodzinne.

Skoro spędziliście razem sylwestra w jego ośrodku, to Wasze relacje musiały być głębsze, niż Pan teraz nam mówi.
Rzeczywiście, tylko że w Zieleńcu, gdzie byliśmy na sylwestrze, są najlepsze warunki narciarskie na Dolnym Śląsku. Znajomi chcieli pojeździć na nartach, dlatego tam się wybraliśmy. To był czysty przypadek i żadna zażyła znajomość.

Zapłacił Pan za ten pobyt ?
Oczywiście, zapłaciłem 500 złotych. Mam na to świadków. A płaciła moja żona.

Nie uwierała Pana ta znajomość?
Uwierała. Nie byłbym jednak w stanie nigdy niczego mu załatwić.

Dlaczego?
Nie wyobrażam sobie, żebym mógł reprezentować czyjeś interesy i przedkładać je nad dobro państwa.

To bardzo ładne słowa, tylko to Pan powiedział: "Na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy". Niech Pan nie będzie teraz świętoszkiem.
Powiedziałem tak, żeby się ode mnie odczepił. To jest człowiek gaduła, zawsze rozmawia ze wszystkimi. Rozmawiał o hazardzie też z politykami lewicy i PiS-u. Spotykał się z nimi na meczach piłkarskich.

Mówił Pan też: "Biegam z tym sam, blokuję tę sprawę dopłat od roku, to wyłącznie moja zasługa". Ale też: "wyprostowałem to". Nie mówi tak człowiek, który nic nie załatwia.
Nie pamiętam, w jakim kontekście to powiedziałem. Naprawdę nie wiem, co mogłem Sobiesiakowi wyprostować. Mam zresztą na to dowód: w spółce, w której udziały ma córka Sobiesiaka, Golden Play, w lipcu 2008 roku zmieniony został statut. Dlatego minister finansów odmówił przedłużenia jej zezwolenia na prowadzenie salonu gier na automaty, chociaż miał taki obowiązek. Spółka odwołała się do wojewódzkiego sądu administracyjnego i po siedmiu miesiącach sąd nakazał ministrowi wydanie zezwolenia. Czy myślicie, że przy mojej pozycji w Platformie, przy tym, że jestem szefem komisji finansów, gdybym był lobbystą, nie mógłbym tego załatwić? Sobiesiak musiałby czekać aż siedem miesięcy? Bzdura.

Skoro toczyło się postępowanie administracyjne, nie mógł Pan nic załatwić.
Nie żartujcie. To dam inny przykład, dotyczący Jana Koska. W 2008 roku Ministerstwo Finansów zorganizowało konkurs na prowadzenie salonu gier w Warszawie. Wygrała firma Koska z Krakowa. Co zrobił minister finansów? Unieważnił ten konkurs i ogłosił nowy, w którym wygrała zupełnie inna firma. Przecież przy moich możliwościach mógłbym wywierać na kogoś naciski. Nic takiego nie miało miejsca.
strona: 1 z 10 »

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Komentarze (3)
Przejdź do dyskusji na forum

Wyświetl od:
Zwiń wszystkie wątki

Chlebowski: Płakałem, myślałem o samobójstwie

awo (gość) 22.12.10, 18:55:31

Polska rzeczywistość... łamał prawo albo przynajmniej działał na granicy prawa i nie zdawał sobie z tego sprawy... wszak przestrzeganie prawa obowiązuje tylko zwykłych ludzi a nie VIP-ów ...z Żarowa, które zadłużył do granic niewypłacalności ... i też nie miał zamiaru... niechcący... K...a !!! Przecież on jest po studiach MBA !!! Dla kogo ta ściema !!!

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

panie chlebowski

zdzich (gość) 22.12.10, 08:36:34

a ilu to ludzi przez wasze rządy płacze i myśli o samobójstwie lub je popełniło lub w tej chwili popełnia choćby zamarzając.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

BoGavBymVQURQGzXm

hhkccvezdmv (gość) 06.12.10, 01:19:12

Bgul57 ffnqtmtjzcor, [url=http://vizuonhlmttp.com/]vizuonhlmttp[/url], [link=http://mpnsquuxysbl.com/]mpnsquuxysbl[/link], http://gvjzomqwapob.com/

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Dodaj komentarz

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", poniedziałek 06.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama