Menu Region

Ognista królowa soulu rozkołysze Kongresową

Ognista królowa soulu rozkołysze Kongresową

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dagny Kurdwanowska

Prześlij Drukuj
Są takie samochody - jak sportowe renault clio - na ulicy nie rzucają się w oczy, ale jego fani wiedzą, że w trasie wychodzi z niepozornego autka prawdziwy szatan.
Nie inaczej jest z Jill Scott, której trzy płyty zauważyli głównie wybredni znawcy amerykańskiego soulu. Dajcie jej za to wyjść na scenę. To jakby w jednej sekundzie przed mikrofonem pojawiły się Aretha Franklin, Gladys Knight, Erykah Badu i Mary J. Blige. Przekonacie się o tym już jutro, gdy Jill Scott pojawi się na deskach warszawskiej Sali Kongresowej.

Jedyny polski występ diwy z New Jersey potrwa półtorej godziny.
W tym czasie usłyszycie głównie materiał z jej ostatniej płyty "The Real Thing. Words and Sounds. Vol. 3" (2007). Liryczna opowieść o rozstaniu i odzyskiwaniu wiary w miłość do tej pory zasłużyła na miano złotej płyty. O ile na albumie materiał wypada subtelnie i delikatnie jak mus czekoladowy we francuskiej restauracji, o tyle na żywo zmienia się w czekoladę z nutką chilli.

Bo Jill Scott to prawdziwa sceniczna torpeda. Jej występy żywiołowością przypominają koncerty Arethy Franklin. Muzyka staje się tylko tłem, a rolę pierwszoplanową zaczyna grać potężny wokal Scott określany jako jeden z najbardziej niebanalnych głosów od czasów cioci Arethy.

Madame Scott potrafi zrobić z niego użytek. Raz śpiewa delikatnie i zwiewnie, z popową melodyjnością a la królowa disco Gladys Knight. Za chwilę zmienia się w ryczącego groźnie lwa, który nie stroni też od jazzowych wokaliz w stylu soulowej bojowniczki Mary J. Blige. To nie koniec niespodzianek, bo trzykrotna zdobywczyni nagrody Grammy (nominowana była aż dwunastokrotnie) ma jeszcze w zanadrzu poetycki hip-hop godny samej Eryki Badu.

Jeśli mieliście jeszcze przed chwilą wątpliwości, że warto posłuchać tego wszystkiego na żywo, mam nadzieję, że właśnie zmieniliście zdanie.

Do Kongresowej warto wstąpić też dlatego, że Jill Scott to jedna z niewielu czarnych diw w starym stylu wyznaczonym niegdyś przez samą Ninę Simone: skromna, tworząca w domowym zaciszu, zaangażowana społecznie. Błyszczy tylko wtedy, gdy staje w świetle jupiterów. Jak na prawdziwą królową przystało.

Jill Scott, Warszawa, Sala Kongresowa, godz. 19.30, bilety 100-250 zł

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się