Menu Region

Michał Listkiewicz: Ręki sobie nie utnę, że nie będę...

Michał Listkiewicz: Ręki sobie nie utnę, że nie będę prezesem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki

1Komentarz Prześlij Drukuj
Z Michałem Listkiewiczem, prezesem PZPN, o leśnych dziadkach, o tym, ile wódki piją sędziowie, i czy Polska straci Euro, rozmawia Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki.
Jak nazywa się ulica Pańskiej krewnej w Warszawie?
Dlaczego nie pytacie o innego krewnego - Juranda Koszutskiego, kolarza olimpijczyka z Amsterdamu i założyciela legendarnego Chóru Juranda? Ulicy Wery Kostrzewy już nie ma, dziś to Bitwy Warszawskiej.

O, to jednak zostało coś w rodzinie. O Listkiewicza też cały czas toczą się bitwy.

Dziwne, bo nie walczę. To wszyscy mnie atakują, ale ja jestem odporny na ciosy.


Podziwiamy. Wańka-wstańka z Pana.
Trochę.

I jest Pan jedną z najbardziej znienawidzonych osób w Polsce.
Nie żartujcie. Kibice prawie codziennie mówią mi, że stoją za mną.

Wzruszające.
Nie wzruszam się, ale to miłe, gdy słyszę: "Niech pan się trzyma, współczujemy panu".

Pewnie to źli ludzie Pana krzywdzą.
Mam taką funkcję. Każdy, kto byłby na moim miejscu, byłby tak postrzegany.

To co Pan robił źle?
Nie zwracałem uwagi na PR. Ale sam sobie ściągnąłem to na głowę. Za często występowałem w mediach.

Ile osób w Polsce mówi na Pana "Misiu"?
Sporo. Wymyślił to kiedyś Kazimierz Górski, tylko że on mówił do mnie "Panie Misiu". I tak już zostało.

Ciekawe. Można powiedzieć, że ma Pan trochę z trenera piłkarskiego drugiej klasy Wacława Jarząbka z klubu sportowego Tęcza, z filmu "Miś".
Mało dowcipne. Jarząbek myślał głównie o sobie, a o mnie chyba nie można tak powiedzieć. Jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało, ja kocham piłkę nożną. Chodzę na mecze A czy B klasy, i to mnie najbardziej cieszy. To zupełnie inna piłka.

W polskiej piłce jest wielu trenerów Jarząbków?

Jest trochę. Przecież to ogromne środowisko. Piłkę nożną uprawia w Polsce pół miliona osób.

Nagrywają się do Pańskiej szafy?
Nie te czasy.

Nikt nie śpiewa "łubu-dubu, niech żyje prezes naszego klubu"?
Serio mówiąc, to jestem taki brat łata, może trochę za ciapowaty. Wielu osobom ufam i czasem niektórzy to wykorzystują.

Ojej, musi Pan dużo pić z nimi wódki.
Te czasy też minęły. Jeden z działaczy powiedział mi: "Kiedyś to byli sędziowie! Dwa, trzy litry przy biesiadzie poszło. A dzisiaj to jedna butelka i połowa jeszcze zostaje na następny mecz. Słabiutkie pokolenie".

A ilu jest leśnych dziadków w polskiej piłce?
To właśnie jest schemat. Że niby jesteśmy betonem, leśnymi dziadkami.

Naprawdę?
Pamiętajcie, że 98 proc. piłki, to są działacze amatorscy. I bez tych leśnych dziadków nic by nie było. Tylko im chce się za herbatę i słone paluszki codziennie przychodzić weryfikować te wszystkie mecze, liczyć żółte, czerwone kartki i zatwierdzać. Ludzi, którzy z tego żyją, tak jak ja, jest kilkudziesięciu.

Sam Pan utrzymuje ten archaiczny system.

Taka jest przecież większość instytucji w Polsce. Ale przyznaję, że system zarządzania związkiem jest archaiczny.

I musi Pan o takich leśnych dziadków zabiegać.
Bardzo ich szanuję. Robią wspaniałą robotę. Problem jest w profesjonalnej piłce. To Beenhakker dopiero nam pokazał, jak można świetnie zorganizować sztab szkoleniowy. Przyszłość to rozdzielenie piłki profesjonalnej i amatorskiej. Tak zrobili Czesi, Węgrzy czy 20 lat temu Anglicy.

Pan boi się tych leśnych dziadków?
Dlaczego miałbym się ich bać? Przecież mnie nie zabiją.

To nie ma szans na wyrwanie się z ich niewoli?
Myślę, że nowe władze PZPN wybrane za kilka miesięcy to zrobią. System menedżerski będzie wprowadzony tylko w centrali.

Który rok jest Pan prezesem?
Minęło właśnie 9 lat.

Po wojnie najdłużej utrzymał się Pan na stołku...
Dłużej ode mnie był generał Władysław Bończa-Uzdowski. On był prezesem przed wojną i po niej.

Ile razy Pan odchodził?
To był zawsze ten sam raz. Powiedziałem, że w najbliższych wyborach nie startuję, ale wybory są co 4 lata w PZPN. "Tygodnik Kibica" wyliczył nawet, że jestem najlepszym prezesem w historii. Bo za mojej kadencji mieliśmy najlepsze wyniki.

Może pomnik Pan sobie postawi?
Bez przesady, pomnikową postacią to był pan Kazimierz. Ale gdybym zatrudnił dobrego PR-owca, to mój obraz byłby znacznie lepszy.

I bez niego ma Pan wizerunek "mistrza wciskania kitu".
Nie jest kitem, że graliśmy dwa razy w finałach mistrzostw świata. Uparłem się i zatrudniłem Beenhakkera wbrew oporowi dużej części środowiska trenerskiego. Mówili, że to policzek dla polskich trenerów.

Akurat to wymusił na Panu sponsor reprezentacji.
To nie firma zatrudnia, tylko ja. Sam musiałem znaleźć trenera.

Musieli Pana przekonywać.
Rzeczywiście, do Beenhakkera tak. Ale byłem przekonany, że to musi być trener zagraniczny.

Kto był Pana typem?
Między innymi Beenhakker.

Inne nazwiska?
Trener angielski, niemiecki i chorwacki. Obiecałem, że tego nigdy nie powiem, bo to by im nie pomogło w karierze zawodowej.

1 3 4 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Bezręki listkiewicz

+19 / -16

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

naiwny (gość)  •

dla tego ludzia szkoda miejsca

odpowiedzi (0)

skomentuj