- Zamierzam to zrobić. Mam przesłanki, by liczyć na sukces - mówi były wiceszef Prawa i Sprawiedliwości. Termin: jesień. - Musimy działać szybko, bo potem wchodzimy w kampanię wyborczą, która wszystko przykryje. Najpóźniej wczesna wiosna - dodaje. I zdradza, że prowadzi rozmowy z pozostałymi dwoma byłymi wiceprezesami PiS: Markiem Jurkiem, obecnie liderem Prawicy Rzeczypospolitej, i Kazimierzem Ujazdowskim zaangażowanym w ruch Polska XXI.
Deklaruje, że może zostać liderem nowej partii, a na pewno "kimś w niej bardzo istotnym". - Choć niekoniecznie łączy się to z kandydowaniem w wyborach prezydenckich - dodaje.
Na kogo liczy w budowie nowej formacji? Dorn wymienia cztery środowiska: rozczarowani ludzie PiS, działacze prawicowi bez przydziału, samorządowcy, którzy chcą wejść w dużą politykę, ale konflikt PO - PiS ich przeraża, oraz działacze PO. Choć, jak dodaje, tam perspektywa utrzymania władzy przez kolejną kadencję nie zachęca do podejmowania ryzyka. W rozmowie z "Polską" były wiceprezes PiS podał nawet pierwsze, robocze hasło swojej partii: "Już dziś liczcie swoje emerytury".
To przekaz skierowany do obecnych 30- i 40-latków, którzy, zdaniem Dorna, najwięcej zapłacą za jałowość polityki i zaniechania kluczowych dla państwa i jego finansów reform. - Błędną polityką i zaniechaniami obciąża się część społeczeństwa rachunkami do spłacenia w przyszłości. I wiele osób to widzi - mówi nasz rozmówca.
Ludwik Dorn liczy, że jego nowa partia przyciągnie od 5 do 7 procent wyborców
Na ile głosów liczy? Wprost odmawia odpowiedzi. Ale ocenia, że od 5 do 7 proc. wyborców jest dziś rozczarowanych zarówno PO, jak i PiS. I przerzucają swoje głosy raz na jedną, raz na drugą partię. A naprawdę czekają na nową ofertę. Tak samo jak na realizację marzenia, do którego przywiązali się, gdy koalicja PO-PiS obiecywała wspólne rządy. Do głębokiej przebudowy państwa. Im właśnie były marszałek chce dać nową ofertę. - Chcę odwołać się do ich poczucia, że ani polityka ciągłej rewolucji w wykonaniu PiS, ani kompletnego bezruchu w wersji PO nie oznaczają dobrej polityki - mówi.
W wywiadzie padają mocne słowa o liderach obu głównych partii. O Jarosławie Kaczyńskim: "On chce totalizacji konfliktu. Gdy słucham pana Kaczyńskiego, kiedy mówi, że PO prowadzi świadomą politykę dezintegracji narodu polskiego, kiedy stwierdza, iż to element obcy i wrogi, to widzę, że nie robi tego, by zmobilizować twardy elektorat. Naprawdę w to wierzy. I to jest szkodliwe, burzy wspólnotę narodową".
O Donaldzie Tusku: "Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, iż główna idea tych rządów polega na realizacji hasła, by rządzić, nie rządząc. Na przekonaniu, że niech się sprawy toczą swoim biegiem". Ale mimo wszystko, zdaniem Dorna, Tusk ma szansę przedłużenia rządów PO na kolejną kadencję i wygrania wyborów prezydenckich. Chyba że poślizgnie się na skórce od banana. Ale jeśli nic takiego się nie zdarzy - ocenia Dorn - Lech Kaczyński nie ma w tym starciu szans.