Kancelarie premiera i prezydenta porozumiały się co do konieczności poważnego zrewidowania polskiej taktyki w Afganistanie.
Zwołanie w tej sprawie szczytu Kaczyński - Tusk wymusiła rosnąca liczba ofiar wśród żołnierzy i otwarty sprzeciw wojskowych wobec nieudolnego kierowania misją. - Albo wyślemy do Afganistanu więcej żołnierzy, albo ograniczymy naszą strefę odpowiedzialności, nad którą i tak nie jesteśmy w stanie zapanować - mówi "Polsce" gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych, który odszedł po krytyce polityki ministerstwa.
Zwiększenie naszego kontyngentu nie wchodzi w grę nie tylko z powodu cięć w budżecie MON, ale przede wszystkim rosnącego sprzeciwu opinii społecznej wobec udziału Polaków w wojnie.
Pomysł na podzielenie się strefą okupacyjną w Ghazni z sojusznikami z NATO ma natomiast szansę na realizację. - Obecną formułę operacji proponował rząd premiera Tuska przy pełnej akceptacji pana prezydenta. Teraz trzeba zdecydować co dalej. Powinniśmy skorzystać z wiedzy ekspertów tej klasy co generał Skrzypczak - mówi "Polsce" szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak.
- Nadszedł czas, by zastanowić się nad taktyką NATO w Afganistanie - wtóruje Stasiakowi rzecznik rządu Paweł Graś, przyznając, że dokładnego terminu spotkania premiera z prezydentem jeszcze nie ma.
- Przygotowanie solidnych analiz nie tylko naszych potrzeb sprzętowych, ale też możliwości dyplomatycznego oddziaływania na sojuszników nie powinno zabrać rządowi dużo czasu - mówi Stasiak. - Podstawowym problemem jest nierówne zaangażowanie natowskich kontyngentów narodowych w walki z talibami.
- Obecnie niektóre kontyngenty unikają walki. Trzeba zmienić też status misji na operację wojenną i zastosować artykuł 5 Karty atlantyckiej, który nakłada na kraje NATO obowiązek pomocy sojusznikom w przypadku ataku - mówi "Polsce" generał Stanisław Koziej, były wiceszef MON.
Posiłków domagają się także Ameryka, Wielka Brytania i Kanada, a więc kraje, których żołnierze, obok Polaków, są najbardziej zaangażowani w walki z talibami. Wyciągnięcie z baz żołnierzy innych krajów natowskich dawałoby szansę na wzmocnienie sił polskich w Ghazni.
- Dotąd nikt nie pytał wojskowych o zdanie, myślano o polskiej fladze łopoczącej nad Ghazni, a nie o militarnym zwycięstwie. To był cel polityczny niemożliwy do zrealizowania obecnymi siłami wojskowymi - mówi generał Skrzypczak, przestrzegając jednocześnie przed dywagacjami o możliwości wycofania naszych sił z Afganistanu. - To podkopałoby naszą wiarygodność i utrudniło uzyskanie większego zaangażowania NATO - mówi generał.
Spekulacje o strategii wyjścia pojawiły się po śmierci Piotra Marciniaka, 13. żołnierza polskiego, który zginął w Afganistanie. Po tej tragedii sprzeciw Polaków wobec całej misji wzrósł do 81 proc. Czuli na punkcie sondaży politycy w kwestii misji w Afganistanie są jednak nieugięci. - Decydują nie badania opinii publicznej, ale polityczna odpowiedzialność wobec sojuszników z NATO - zapewnia Paweł Graś.