Menu Region

Zamiast sądu nad Leo był aplauz i zaakceptowanie

Zamiast sądu nad Leo był aplauz i zaakceptowanie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Jacek Kmiecik

5Komentarzy Prześlij Drukuj
Kiedy obserwujemy sąd Polskiego Związku Piłki Nożnej nad Leo, nieodparcie nasuwa się scena z kultowego filmu "Rejs" Marka Piwowskiego.
Scena, gdy prokurator weteran (Jan Himilsbach) wyjaśnia: "Więc z punktu, mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie".

Stało się, jak miało się stać. Leo Beenhakker, zgodnie z obowiązującym go kontraktem, nadal prowadzić będzie reprezentację Polski.

Zarząd PZPN ani myślał podważyć decyzję prezesa Michała Listkiewicza, który już osiem miesięcy temu przedłużył do końca 2009 roku umowę trenerowi reprezentacji.

Nawet Wydział Szkolenia, któremu przewodzi Władysław Jerzy Engel, wbrew wcześniejszym zapowiedziom złagodził nastroszoną postawę. Jastrzębie albo, jak to woli, leśne dziadki z PZPN przestraszyły się chyba opinii publicznej, która w 75 proc. poparła Beenhakkera.

Zamiast sądu była więc farsa. Z oskarżonego Leo stał się oskarżycielem. Widząc bojaźń listkiewiczowej świty, brak zastrzeżeń do przygotowań kadry do Euro 2008, sam przeszedł do ofensywy. Zaatakował PZPN za brak systemu szkolenia w Polsce. Zasugerował, że warto sprowadzić 7-9 ekspertów z Zachodu, którzy doradziliby, jak taki system stworzyć.

- Czasu jest niewiele. Euro 2012 coraz bliżej - przypomniał, jakby wszyscy na sali nie zdawali sobie z tego sprawy.

Gdy przekonał się, że towarzystwo pozostaje ospałe, uderzył w mocniejsze tony. - Nie mam sobie nic do zarzucenia - wypalił. Po czym dodał, że nie życzy sobie, by podejrzewano go o handlowanie zawodnikami.

- Od 43 lat zajmuję się pracą trenerską i nigdy dotąd coś takiego mnie nie spotkało. Jestem uczciwym człowiekiem i trenerem - zagrzmiał. Jakby ktokolwiek z sali zarzucał mu publicznie nieuczciwość. Gdzieś w prasie o tym owszem napomknięto, ale żeby od razu wywołało to tak gwałtowną reakcję nieskazitelnego trenera.

Nieodparcie nasuwa się przysłowie - uderz w stół, a nożyce się odezwą...

Oczekiwanego przez Wydział Szkolenia raportu z Eu-ro oczywiście Holender nie złożył. Był to raczej zbiór luźnych dywagacji z jego konferencji prasowych z finałów, wygłoszony w tzw. wstępnym zarysie, jeśli cokolwiek miałoby to znaczyć, w formie prelekcji.

Gdy Andrzej Strejlau ośmielił się wreszcie zapytać, kiedy PZPN doczeka się raportu z całych przygotowań do Euro uwzględniającego szczegóły badań fizjologicznych zawodników, Leo łaskawie oznajmił: - Zbiorę trenerów asystentów na 2-3 dni i opracujemy taki raport - obiecał.

Wiadomo jednak, że asystenci, poza szkoleniowcem bramkarzy Fransem Hoekiem, przestali już świadczyć usługi PZPN i ciężko ich będzie zagonić do odrobienia zaległej pracy domowej.

Apel senatora Antoniego Piechniczka, by Leo korzystał z osiągnięć polskich trenerów, zapewne pozostanie bez echa. Nie od dziś wiadomo przecież, jaki Holender ma stosunek do naszej myśli szkoleniowej.

Utwierdził go w tym wiceprezes ds. piłkarstwa młodzieżowego Eugeniusz Nowak, który oddał hołd Leo za próbę wyprowadzenia polskiej piłki na jasną stronę księżyca.

Prezes Listkiewicz na koniec dał do zrozumienia, że Holender popracuje z kadrą nawet do... 2012. Bo skoro naród nadal kocha Holendra, to niech się nim cieszy jak najdłużej.

***

Rafał Ulatowski asystentem Leo

Rafał Ulatowski, 35-letni trener Zagłębia Lubin, to najpoważniejszy i zdaje się jedyny kandydat do objęcia funkcji asystenta selekcjonera Leo Beenhakkera w najbliższych eliminacjach mistrzostw świata 2010. Wczoraj oficjalnie na zarządzie PZPN Holender nic nie wspomniał o namaszczeniu nowego pomocnika w kadrze. Po wystąpieniu przed związkowymi władzami Leo, w towarzystwie najbardziej zaufanych Marty Alf i Jana de Zeeuwa, spotkał się w kawiarence hotelu Sheraton z Ulatowskim. Można tylko domyślać się, co było tematem rozmów. Nie jest jednak przesądzone, że Ulatowski będzie następcą Beenhakkera. Prezes PZPN Michał Listkiewicz, który liczy na pozostanie u władzy do 2012, może przecież wybrać innego trenera.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Nie mam nic przeciwko...

+3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

andrzej (gość)  •

Beenhakkerowi i nie jest ważne kto te słowa wypowiedział,ale faktycznie członkowie PZPN są o mentalności bohaterów "Rejsu". Tą sitwę drogich darmozjadów należy rozkurzyć na cztery strony świata. PZPN to taki PRL w pigułce,nawet ci sami niezawodni i jedynie słuszni działacze,którzy "w sporcie robią".

odpowiedzi (0)

skomentuj

Akceptacja

+5 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

joly (gość)  •

Co to za potworek "zaakceptowanie"? Jak z biurowej nowomowy. Jest takie słowo "akceptacja", proszę redakcji.

odpowiedzi (0)

skomentuj

To nie Himilsbach wypowiedział te słowa w "Rejsie" :D

+4 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Myszkin (gość)  •

Ale autor tego artykułu dał ciała!!! Człowieczku, obejrzyj sobie jeszcze raz ten film i dopiero zabieraj głos!

odpowiedzi (0)

skomentuj