Menu Region

Nowe skrzydła lekarzy

Nowe skrzydła lekarzy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Barbara Biała

Prześlij Drukuj
Nareszcie dobra wiadomość ze świata służby zdrowia. Już za rok na ratunek ciężko chorym i ofiarom wypadków polecą nowiutkie śmigłowce
EC-135 produkowane są przez francusko-niemieckie konsorcjum Eurocopter. Są znacznie szybsze i bezpieczniejsze niż przestarzałe, wyeksploatowane Mi-2. W ręce pilotów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego trafią 23 takie nowoczesne śmigłowce, z których korzysta większość służb ratowniczych na świecie. Cały zakup będzie kosztować Ministerstwo Zdrowia blisko 500 mln zł.

Co oznaczają nowe śmigłowce dla pacjentów?
- Większe bezpieczeństwo lotów i skrócenie czasu oczekiwania na udzielenie pomocy - tłumaczy Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. Użytkowane dziś śmigłowce mogą latać tylko od wschodu do zachodu słońca. Nie ma więc mowy o niesieniu pomocy nocą.

- Średni wiek Mi-2 wynosi 25-30 lat. Te maszyny nie spełniają wielu obostrzeń wymaganych przez Unię Europejską - wyjaśnia Gałązkowski. Mi-2 nie mogą na przykład wykonywać trudnych operacji w regionach górskich czy nad wodą. Są powolne. Latają z prędkością 180 km na godzinę - dodaje.
EC-135 lata szybciej, bo 240 km na godzinę. Po utworzeniu za 3-4 lata sieci około 20 baz lotniczych (w tej chwili jest 16 baz) dolecenie nowymi śmigłowcami do każdego miejsca w kraju zajmie zaledwie 25 minut.

Dziś czas lotu może wynosić nawet ponad godzinę. Tymczasem śmigłowiec Eurocoptera może latać całą dobę, nawet w trudnych warunkach atmosferycznych, kiedy pilot kieruje sterami tylko dzięki przyrządom nawigacyjnym w kabinie. Skończą się też problemy z wykonywaniem trudnych operacji w górach umożliwiających opuszczanie się ratowników po linie do chorego. Oznacza to, że piloci pogotowia, którzy rocznie wzbijają swe maszyny w niebo 6 tys. razy, będą mogli robić to znacznie częściej.

W tej chwili urzędnicy ministerstwa i eksperci z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego kończą prace nad umową z producentem, która ma być podpisana do połowy lipca.

- Pierwsze śmigłowce trafią do Polski za 12-14 miesięcy. Obecnie przygotowywany jest harmonogram dostaw i zasad serwisu. Chcielibyśmy, żeby śmigłowce były serwisowane w Polsce - tłumaczy rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Jakub Gołąb.

Tak zbliża się finał zaciekłej, trwającej od 2005 r. batalii, w której stawką było wygranie przetargu na nowe maszyny. Początkowo politycy nie potrafili zadecydować, czy pieniądze na zakup wyłoży resort zdrowia czy też przetarg ogłoszą wspólnie te resorty, którym podlegają śmigłowce różnych służb ratowniczych w kraju.

Wreszcie w 2006 r. resort zdrowia sam rozpisał przetarg, który wygrało konsorcjum Eurocopter. Ale decyzję komisji przetargowej podważyła konkurencyjna firma Agusta Westland. Jej przedstawiciele twierdzili, że przetarg był ustawiony pod francusko-niemieckie konsorcjum.

Dopiero w lutym tego roku sąd uznał, że przetarg jest ważny. Procedurę przetargu zbadał dodatkowo Urząd Zamówień Publicznych, który też nie stwierdził nieprawidłowości.

Do pełni szczęścia szefom lotniczego pogotowia brakuje tylko nowych, odpowiednio przeszkolonych pilotów. Jak twierdzi Gałązkowski, obecny zespół pilotów wystarcza do obsługi już posiadanych śmigłowców.

Aby nie martwić się o brak kadr w przyszłości, dyrektor zamierza podjąć współpracę z Wyższą Szkołą Wojsk Lotniczych w Dęblinie. Dzięki niej studenci z Dęblina będą przechodzić szkolenia, które umożliwią im pracę również w lotniczym pogotowiu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się