Nie podobała się Panu propozycja dr. Grzegorza Zorbasa, którą przedstawił wczoraj w "Polsce", by zamiast świętować klęskę Powstania Warszawskiego, raczej skupić się na obchodach bitwy z bolszewikami w 1920 r. Dlaczego?
Nie jestem za tym, by przeciwstawiać sobie te rocznice. Te pamięci się wzajemnie nie wykluczają Każda z nich ma swoją treść i narrację. A wiele wydarzeń historycznych czeka na godne upamiętnienie. Zaczynając od średniowiecza - bitwa pod Grunwaldem, aż poprzez powstania niepodległościowe, II wojnę światową i historię współczesną.
Ale Pan nieco ucieka od odpowiedzi na moje pytanie. Dr Zorbas sformułował jasne kryterium odwoływania się do tradycji niepodległościowej. Tym kryterium jest zwycięstwo. A jak wiadomo, Powstanie Warszawskie zakończyło się pięknie, ale klęską.
Tak.
Zakończyło się klęską militarną. Ale stworzyło pewien wzór sprzeciwu wobec totalitaryzmowi
i nauczyło się późniejszych opozycjonistów z lat 80., by nie stosować przemocy. Ludzie Solidarności wielokrotnie odwoływali się do tradycji Powstania Warszawskiego. I od samego początku próba utworzenia grup sabotażu stosujących metody terrorystyczne spotykała się z niechęcią. I to postawa wynikała z doświadczenia Powstania i okupacji.
W jaki sposób Powstanie, którego żołnierze prowadzili działania sabotażowe, wpłynęło na świadomość późniejszych Polaków, którzy zdecydowali się na walkę bez broni?
Powstanie stworzyło wspólnotowy mit. Nauczyło, jak wspólnota powinna reagować na zagrożenie własnej podmiotowości i suwerenności. I na Solidarność miał wpływ fakt, że właśnie nie najważniejszym elementem Powstania był opór zbrojny. Tylko opór przeciw totalitaryzmowi: jak daleko może posunąć się członek danej społeczności, stając w obronie zagrożonej tożsamość, czy powinniśmy stanąć w zbrojnym sprzeciwie, czy nie mamy w ogóle reagować?
A zatem np. odwoływanie się (co czasem się zdarzało) do radosnego pacyfizmu Czechów jest zupełnie nietrafione. Bowiem Polakom groziło wymazanie - unicestwienie. I ten przykład jest absurdalny. Nie można porównywać go z sytuacją Polski. Czechów nikt nie chciał wymazywać. Oni byli tylko świadkami totalitaryzmu - na ich ziemiach odbywał się Holokaust, natomiast ich tożsamość narodowa nie była zagrożona. A Polacy znajdowali się w obliczu zagrożenia - nie bez przyczyny na terenie Polski Niemcy zbudowali tyle obozów śmierci. Oczywiście, nie byliśmy pierwszym celem, przed nami byli inni.
Wciąż jednak powraca pytanie o zasadność Powstania Warszawskiego. Natomiast w przypadku bitwy 1920 roku wiemy, że uratowała ona Europę przed bolszewizmem.
Czy jest możliwe rozważanie zasadności Powstania, jeśli w samej Warszawie zostało zabitych 20 tys. ludzi w czasie ulicznych egzekucji? Powstanie to był jedyny sposób, żeby powiedzieć: nie. Może gdyby istniały okoliczności do zorganizowania wolnych wyborów i wygrania ich, byłoby inaczej. Ale jak wiemy, to była okupacja. Dlatego jedynym sposobem protestu był zbrojny opór przygotowany nie przez zawodowych żołnierzy, ale ochotników. I warto zwrócić uwagę na ten fenomen tworzenia struktury przeciwko totalitaryzmowi. I dlatego ten rodzaj samoorganizacji był wzorem dla Solidarności.
Dr Zorbas postuluje stworzenie narodowego programu pamięci i wiedzy o zwycięskiej bitwie 1920 roku. Byłby to sposób na wypromowanie jej w równym stopniu jak wypromowane jest zwycięstwo Solidarności.
W artykule pana dr. Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa niepotrzebnie pojawił się wątek, by jedną pamięć wyrugować drugą. Pomysł, by święto Powstania Warszawskiego zastąpić obchodami rocznicy bitwy 1920, wydaje się być bezsensowny. Bitwa Warszawska powinna być należycie upamiętniona. Ale przecież obchodzenie rocznic nie bierze się z postulatów publicystycznych, tylko z woli politycznej, która stworzy możliwość zaistnienia szeregu działań, choćby utworzenia zespołu roboczego, który przygotuje projekt założenia muzeum albo wystawy plenerowej na początek. Trzeba zgromadzić prace naukowe, które pokażą nam stan badań. A także stworzyć programy edukacyjne szeroko popularyzujące wydarzenia historyczne najpierw z nauczycielami, by ta wiedza mogła trafić do szkół. A następnie już ta wiedza trafi do kultury masowej.
Rząd Donalda Tuska nie ma odwagi, by prowadzić politykę historyczną?
Bardzo dobrze, że powstają instytucje historyczne. Jednak uważam, że powinno powstać muzeum dokumentujące losy Polaków z okresu II wojny światowej, a nie Muzeum II Wojny Światowej. Założenie, że będziemy pokazywać całą historię wojny, a na jej tle dzieje Polaków, jest dla mnie dziwactwem. Ale ciągle są kłopoty z finałem. Muzeum Solidarności powstaje, ale na razie zajmuje się organizacją koncertów Kylie Minogue. A ta instytucja, Europejskie Centrum Solidarności, powinna powstać natychmiast. Prawie każdy rok jego nieistnienia jest skandalem. Jan Paweł II jest upamiętniany tylko w inicjatywach warszawskich i krakowskich, de facto lokalnych. To są wspaniałe, dobrze funkcjonujące instytucje, ale jednak regionalne. Jedyną instytucją, która na co dzień zajmuje się opowiadaniem młodzieży historii XX wieku, jest Muzeum Powstania Warszawskiego. I stąd te dyskusje, jakie wywołuje dr Zorbas. Gdyby tych muzeów było pięć, pewnie byłoby inaczej. Ale na razie rzeczywistość jej inna. Wskazuje na to choćby fakt, że najważniejsze instytuty Jana Pawła II są poza Polską.