Z informacji przekazanych "Polsce" przez uczestników rozmów wynika, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom do porozumienia jest jeszcze daleko. Rosjanom zależy na podpisaniu długoterminowej umowy i większej kontroli nad tranzytem gazu z Rosji na zachód Europy. Odpowiedzialny za negocjacje wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak sugerował, że mógłby zawrzeć z Gazpromem umowę do 2035 roku.
Nie jest to jednak przesądzone, bo wewnątrz polskiego rządu toczy się spór o to, jaką umowę podpisywać z Gazpromem
- Premier Tusk i jego doradca do spraw bezpieczeństwa energetycznego Michał Woźniak są za dywersyfikacją i krótkoterminowymi umowami z Rosją, a wicepremier Pawlak i szef PGNiG Michał Szubski chcą związania się z Gazpromem na dłużej. Rosjanie świetnie się w tym orientują i grają na zwłokę, czekając na początek sezonu grzewczego - mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert od surowców energetycznych.
Gra toczy się o przedłużenie wygasających z końcem tego roku umów na dostawy gazu, które dotąd zapewniała Polsce spółka RosUkrEnergo. Powiązana z bossem mafii sołncewskiej Siemionem Mogilewiczem szemrana spółka wypadła z rynku pół roku temu i Polsce zaczęło brakować ponad 2 mld metrów sześciennych gazu. Gazprom gotów jest przejąć zobowiązania RUE pod warunkiem, że Polska podpisze długoterminowy kontrakt. Dotychczas rząd polski upierał się przy kontrakcie krótkoterminowym, z którego można by się wycofać w 2015 roku, gdy według planu rządu w Polsce zacznie działać terminal na skroplony gaz z Kataru.
Obecnie nasz kraj jest już związany z Gazpromem podpisaną w 1993 roku umową, która wygasa w 2022 roku. Podpisanie kolejnej umowy z Rosjanami do 2035 roku, o którym mówił Waldemar Pawlak, mogłoby utrudnić dywersyfikacyję. Zwłaszcza że Gazprom naciska na zwiększenie przez Polskę ilości zakontraktowanego gazu.
Monopolista ma nóż na gardle, bo z powodu kryzysu i rozbudowy przez Europę alternatywnych źródeł dostaw sprzedaż gazu do UE spadła o 30 proc. Gigantowi, który w ciągu roku spadł z trzeciego na 40 miejsce na liście największych firm świata, grożą też podwyżki podatków. Rosyjski fiskus, próbując łatać dziury w budżecie federacji, planuje podniesienie podatków za wydobycie i eksport gazu, które uderzą głównie w Gazprom.
Z drugiej strony zgoda na spełnienie rosyjskich warunków może doprowadzić do sytuacji, w której nasz kraj będzie musiał kupować więcej gazu, niż potrzebuje. Zadławienie się rosyjskim gazem może też pogrzebać eksploatację krajowego wydobycia, które już obecnie pokrywa 30 proc. naszego zapotrzebowania. Zdaniem ekspertów krajowego gazu mogłoby być znacznie więcej. - Mamy zasoby, które czynią nas samowystarczalnymi na 10 lat, a może i więcej, biorąc pod uwagę fakt, że wiele naszych ekspertyz dotyczących gazu opartych jest na danych sprzed 30 lat - mówi Grzegorz Pytel, ekspert Insytutu Sobieskiego.
Wykorzystanie tych zasobów staje jednak pod znakiem zapytania, bo PGNiG sygnalizuje gotowość do zwiększenia importu gazu z Rosji, który ma pokrywać krajowe zapotrzebowanie. Nasze zasoby miałyby iść na eksport do UE.