Data dodania: 2009-07-29 08:18:45 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2009-07-29 10:32:50
Projekt ustawy o eutanazji, który przygotowuje kontrowersyjny poseł Platformy Janusz Palikot, nie dopuszcza zabójstwa z litości. O zaprzestaniu terapii ma zdecydować testament życia (© Wojciech Barczyński/POLSKA)
Po wakacjach szykuje się kolejna gorąca debata. Jak dowiedziała się "Polska", poseł Janusz Palikot we wrześniu ma przedstawić w Sejmie autorski projekt ustawy o dobrej śmierci, regulującej kwestie postępowania z terminalnie chorymi, którzy nie mają szans na wyzdrowienie.
gorzelnik palikot (gość), 18.09.10, 14:15:21
gorzelnik palikot
hiena cmentarna żyjąca dzięki tvn i gw pasożyt społeczny wykorzystujący niską inteligencie polaków jak cała ta organizacja niemal przestępcza kręcąca lody na boku
odpowiedzi (0)
skomentujWERT (gość), 30.07.09, 07:31:37
Jego burzliwa kariera przypomina karierę głównego bohatera komedii Juliusza Machulskiego „Pieniądze to nie wszystko”, producenta winek marki „Platon”, w którego wcielił się Marek Konrad. Podobnie, jak bohater filmu, Palikot od 1990 roku dorabiał się majątku zakładając wytwórnię winek Amber w Lublinie, którymi rozpijał okolicznych chłopów. Jak wiadomo, szewc, czyli gorzelnik, boso chodzi, tzn. trzeźwym jest. Więc Palikot nie pił, a co uwarzył, chamom sprzedawał. Zarobione pieniądze, jak na odpowiedzialnego biznesmena przystało, inwestował w Polmos. Głodnych karmił, spragnionych poił i dawał pracę.
Sprzedaż winka i gorzały to podstawa utrzymania tego szacownego biznesmena. W czym więc problem? Otóż, w najnowszej sensacji poważne media ujawniły, że kancelaria premiera zakupiła winka za sumę 70 tys. zł! Szybko dzieląc tę sumę przez cenę Platonka obliczyłem, że to około 14 tys. butelek! Oj, długą kadencję przewiduje pan premier… Biznesmen z Lublina nie robi jednak z tego afery, bo może partyjny kolega daje mu dobrze zarobić? Taka ilość winek świadczy niezbicie, że i premier za kołnierz nie wylewa. Mogę to potwierdzić, bo będąc na okupacji jego biura w listopadzie, w zamrażalniku znalazłem 3 butelki wódki. O co więc chodzi z tymi „małpkami” prezydenta za drobne 3 tys. zł? Co tak dręczy biznesmena z Lublina? Dowiedziałem się z dobrze poinformowanych źródeł, że małpek zakupionych przez Belweder nie produkują w Lublinie. Może to jest jakaś odpowiedź?
Poseł to ma ciężkie życie
Mądry jestem niesłychanie. Zawsze mam odmienne zdanie. Ryknąć umiem bardzo głośno i doniośle. Mów mi POŚLE, mów mi pośleeee.
Kiedy tylko się urodziłem, rodzina i znajomi zachwycali się mną. Jaki piękny, jaki mądry, jaki bystry. Same pochwały. Nawet jak zwaliłem śmierdzącą kupę, to też się zachwycali, że zdrowa, że duża. No to waliłem, niech się cieszą. Co im smrodu będę żałował?
Jak już chodziłem
W piaskownicy wszyscy robili gorsze ode mnie babki z piasku. Więc im je bezpardonowo rozwalałem. Co będą zaśmiecać piaskownicę jakimiś bublami. Ma być tylko moja i tylko moją mają wszyscy podziwiać i chwalić.
Reszta won z piaskownicy.
Potem było przedszkole. Jakie matoły tam chodziły, to aż strach opowiadać. Tylko ja byłem najmądrzejszy, więc tylko mnie chwalono. Jak który nie zrozumiał, to dostawał klockiem w głowę i miałem spokój. Mnie, mądrego, nie wolno było denerwować.
Zanim zacząłem zarabiać
Wśród tych matołów jakoś przebrnąłem do szkoły. Tam to dopiero było i się działo! Jak się któryś z nauczycieli nie poznał, że ja to geniusz, to zaraz rodzice przywoływali go do porządku. Znajoma dyrektorka skutecznie tłumaczyła jakiejś nauczycielce, że ja, ukochany synek, jestem geniuszem i nie wolno mnie denerwować. Pytać też mnie nie warto, bo znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Co najwyżej jakaś opóźniona w rozwoju nauczycielka mogła nie zrozumieć moich genialnych odpowiedzi. Ale to przecież jej problem, nie mój.
A szczery byłem zawsze. Jak ktoś głupi, tępy, ograniczony umysłowo, to mówiłem wprost - jesteś głupi, debil, prostak. Najczęściej skutkowało. Trzymali się ode mnie z daleka. Mama mówiła, że to dobrze, bo z kim się kto zadaje, takim sam zostaje. Dodawała jeszcze, że lepiej być samotnym geniuszem, niż lubianym klownem. To unikałem tych kolegów i koleżanek. Skąd miałem wiedzieć kto geniusz, a kto klown?
Chyba, że zrozumieli jakim jestem geniuszem i ciągle mi to mówili. Tych tolerowałem, nawet jak byli faktycznie głupi. Przecież jacyś poplecznicy byli mi potrzebni, żeby poprzeć mnie w mojej walce.
Potem szkoła średnia. Żadnych zmian. Metoda gnębienia innych była na tyle skuteczna, że wszyscy, których uważałem za głupszych, omijali mnie szerokim łukiem. Bo jak nie, to w chwilach szczerości, głośno i wyraźnie krzyczałem co o nich myślę i jakimi są durniami. Nikt mojego geniuszu nie będzie podważał. Wszyscy powinni się nauczyć, że to ja mam zawsze rację i wszystko wiem najlepiej.
Najgorzej było na studiach. Tu już trafiali się mądralińscy i czasem wiedzieli coś więcej ode mnie, ale przecież nikt wszystkiego nie wie. Jak się poskarżyłem mamie, że mnie zagadują, to mama dała mi dobrą, życiową radę, z której do dziś skutecznie korzystam.
Mój sposób na życie
Brzmiało to tak - jak brakuje ci argumentów to zmieszaj przeciwnika z błotem. Mało kto zna przecież tyle przekleństw co w naszej rodzinie. Łacina w domu była powszechna, bo rodzice dbali o wszechstronny rozwój. No i tu zawsze wygrywałem. Nikt mi nie był w stanie dorównać w łacinie. A na wszelki wypadek - tak radziła mama - donosiłem na kolegów i koleżanki, że balują, piją i palą, ściągają od siebie i - co najważniejsze - bardzo źle się wyrażają o profesorach. Wprawdzie nie zawsze pamiętałem, co złego mówili, ale od czego moja genialna wyobraźnia, zawsze coś sam naprędce wymyśliłem. Tymi prostymi sposobami uzyskiwałem doskonałe notowania u wszystkich wykładowców.
Jak widzicie na moim przykładzie, tylko ludzie przebojowi, zdecydowani w walce z innymi, mogą coś w życiu osiągnąć.
Dziś, w pracy, te same metody zdają doskonale egzamin. Oponentów mieszam z błotem bo szkoda czasu na dyskusje. Często, tak na wszelki wypadek, odwiedzam przełożonych, informując ich o wszystkim co mówią moi koledzy. Jak widzę, że mnie unikają, to wiem, że moje metody są skuteczne. Szczerym trzeba być. Tak mnie wychowano.
Znasz mnie? Naprawdę mnie znasz? Widzisz mnie zawsze w TV ? No popatrz, jaki ten świat mały.
odpowiedzi (0)
skomentujInformacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl
Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie
Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00
ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl
Reklama
Reklama
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.