Nie samym powstaniem i okupacją Warszawa żyła. Taki obraz stolicy czasów wojny wyłania się z albumu, którego premierę przygotowało na dziś Muzeum Powstania Warszawskiego
Kilkaset w większości niepublikowanych zdjęć okupacyjnej i powstańczej Warszawy trafia dziś do księgarń. Zebrano je w wydanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego albumie "(Roz)poznaj Warszawę". Fotografie układają się w niecodzienny zbiór pokazujący mieszkańców Warszawy, którzy starali się żyć tak, jakby wojny wcale nie było.
Uchwyceni na zdjęciach warszawiacy nie tylko walczą, lecz także bawią się, tańcząc tanga do piosenek śpiewanych przez Mieczysława Fogga.
Działają w konspiracji, wyjeżdżają na tajne ćwiczenia ze strzelania, a także chodzą na randki i piszą wiersze.
- Proszę zobaczyć, ileż w tym albumie uśmiechów - mówi pisarz i reportażysta Olgierd Budrewicz, jeden z uczestników Powstania Warszawskiego, a zarazem autor podarowanych muzeum fotografii.
Na jednym ze zdjęć Budrewicza widzimy romantyczną parę młodych ludzi siedzących na ganku drewnianej willi i uśmiechających się do słońca. To Zofia Rusecka "Zosia" i Stefan Matuszczyk "Porawa", żołnierze z Komendy Głównej AK, pozujący do fotografii w przerwie konspiracyjnych ćwiczeń podchorążych w Rejentówce pod Radzyminem latem 1943 r.
- Pojechało nas tam kilkanaście osób, sami chłopcy i Zosia, która użyczyła rodzinnej willi na nocleg - opowiada Budrewicz i dodaje: - Nie można było bez przerwy tylko strzelać i walczyć.
Budrewicz miał wówczas 19 lat i pamięta, że aparat, którym wtedy zrobił to zdjęcie, był wyjątkowo prymitywny. Koledzy go wyśmiali: "Aparat wziąłeś? Trzeba było raczej coś do jedzenia zabrać". A potem okazało się, że był to jedyny sprzęt, dzięki któremu powstały te jedyne zdjęcia dokumentujące tamte chwile.
- Zosia Rusecka była śliczna, ale Stefan Matuszczyk "Porawa" miał aparycję prawdziwego aktora filmowego - wspomina Budrewicz. Kto by się spodziewał, że już po kilku miesiącach, jakie upłynęły od tamtej sielankowej chwili złapanej w kadrze, Stefan Matuszczyk razem z Zofią Rusecką wpadną uzbrojeni po zęby do baru Za Kotarą przy ul. Mazowieckiej, znanej spelunce agentów gestapo, i w minutę wystrzelają kilkunastu konfidentów.
- W podziemiu "Porawa" odegrał ważną rolę. Był komendantem specjalnej komisji przy Komendzie Głównej AK, która wykonywała wyroki na szpiegach, szmalcownikach i obrzydliwych konfidentach wszelkiego autoramentu - przypomina Budrewicz, wskazując na zdjęcie, na którym buty oficerskie "Porawy" błyszczą, jakby jeszcze przed chwilą glansował je pucybut. To były specjalne polskie oficerki o tak zwanej wysokiej szklance, ulubione obuwie żołnierzy podziemia, ale nie tylko. W Warszawie tylko kilku szewców umiało je zrobić. Zyskały sławę w całej Europie, przyciągały do stolicy takie osobistości jak marszałek Carl Gustaf Mannerheim, późniejszy prezydent Finlandii. Również niemieckie gestapo zamawiało je u warszawskich rzemieślników.
W albumie, którego część tworzą zdjęcia Budrewicza, znalazły się zdjęcia kilkudziesięciu fotografów, wielu z nich było prasowymi sprawozdawcami wojennymi z Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Są też zdjęcia amatorów, których nazwisk nigdy nie poznamy. Z biogramów rozpoznanych autorów, które umieszczono w albumie, wynika, że najmłodszy z nich miał w chwili wybuchu Powstania 15 lat, a najstarszy 52.
Fotografowie wykazywali się niezwykłą odwagą i wyjątkowym sprytem, bo posiadanie sprzętu fotograficznego było w tamtym czasie zakazane, a za robienie zdjęć groziła kara śmierci. - To nie był spryt, a żołnierskie szczęście, które polegało na tym, że się wychodziło cało z sytuacji beznadziejnych - uśmiecha się 95-letni Stefan Bałuk "Kubuś", inny autor zdjęć z albumu i jeden z 89 cichociemnych, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim.
O Bałuku dawni akowcy mówią, że to polski James Bond czasów wojny odznaczający się odwagą na granicy zuchwałości, a jego życie to wspaniały materiał na film. Zrzucony wiosną 1944 r. na spadochronie do Polski pracował w Wydziale Legalizacji KG AK zajmującym się podrabianiem dokumentów i wywiadem.
Jego zdjęcia niemieckich fortyfikacji i schronów wybudowanych w różnych częściach Warszawy przydały się później w powstańczych walkach. Ale fotografie zamieszczone w albumie "(Roz)poznaj Warszawę" mają zupełnie inny charakter. To fotoreportaż z miasta na kilka dni przed wybuchem Powstania.
- Tamtego dnia zwróciłem się do swojego szefa z oddziału wywiadu AK Kazimierza Iranka-Osmeckiego z prośbą o pozwolenie na wykonanie fotoreportażu z okupacyjnej Warszawy - opowiada.
Zdjęcie obrazujące handel białym pieczywem na placu Za Żelazną Bramą jest jednym z kilkudziesięciu wykonanych tamtego dnia. Fotografował też tłok w tramwajach, kolejkę za papierosami, a nawet udało mu się uchwycić moment, kiedy Niemcy ładowali do ciężarówek dzieła sztuki rabowane z Zachęty.
- Wówczas nie rozstawałem się z moją leicą, o której mówi się, że jest mercedesem wśród aparatów fotograficznych - opowiada. Z zakrytym marynarką i podwiązanym na szyi aparatem przemierzał warszawskie ulice, dokumentując zwyczajne życie i świadectwa bohaterskich czynów warszawiaków. Udało mu się m.in. sfotografować pomnik Lotnika z wymalowanym smołą przez Janka Bytnara "Rudego" znakiem Polski Walczącej.
Ta archiwalna fotografia pomogła w odtworzeniu znaku, który 27 września zostanie umieszczony na cokole pomnika Lotnika.
Zdjęcia Stefana Bałuka cudem przetrwały wojnę. Po wykonaniu dokumentacji żołnierz AK zostawił je u znanego warszawskiego fotografa Zdzisława Marcinkowskiego z ul. Bednarskiej.
- Wywołane negatywy suszyły się w komórce na sznurku i tam zastał je wybuch Powstania. Gdy w lutym 1945 r. po ucieczce z niemieckiego obozu wróciłem do Warszawy, zapukałem do domu na Bednarskiej i okazało się, że moim zdjęciom nic się nie stało - wspomina z nostalgią Bałuk. Wiele innych zdjęć, które trafiają dziś na rynek, przemierzyło nieprawdopodobną liczbę kilometrów, objeżdżając cały świat, niektóre przetrwały zakopane w ogródkach czy ukryte w piwnicach.
Swoim albumem Muzeum Powstania Warszawskiego zaprasza do (roz)poznania miejsc starej Warszawy, jakich już nie ma, a także do zapoznania się z historią bohaterów codzienności, z których wielu wciąż pozostaje bezimiennymi. Pomysłodawcami albumu są dyrektor muzeum Jan Ołdakowski i Dariusz Gawin.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.