Nie ma już żadnych szans na to, by budowa centralnego odcinka II linii metra ruszyła jeszcze w wakacje. Plany władz Warszawy pokrzyżowały dwa konsorcja, które przegrały przetarg: Mostostal Warszawa i China Overseas
Obie firmy chcą wykorzystać wszystkie możliwości prawne, żeby unieważnić zwycięską ofertę konsorcjum Astaldi Gulermak. I już dziś wiadomo, że inwestycja opóźni się nawet o pół roku.
Firmy najpierw złożyły odwołanie od wyników przetargu do Krajowej Izby Odwoławczej, a gdy ta oddaliła ich zarzuty zagroziły, że pójdą do sądu. Jako pierwszy uczynił to Mostostal Warszawa. - Jesteśmy konsekwentnie przekonani, że poprzednie wyroki były nieuzasadnione - mówi Agnieszka Kuźm-Filipek, rzecznik Mostostalu, który odwołanie do sądu złożył jako pierwszy.
- Podtrzymujemy wszystkie wcześniejsze zarzuty.
Chińczycy swój wniosek mają złożyć na początku tygodnia. - Mamy prawo do odwołania i skorzystamy z niego - mówi Andrzej Olszewski, pełnomocnik China Overseas.
O co chodzi w całym tym zamieszaniu? Oczywiście o pieniądze. Miasto ma bowiem wydać na ten odcinek metra 4,5 mld zł. To dlatego przegrane konsorcja szukają błędów w postępowaniu miasta.
I tak: według pełnomocników Mostostalu firma Astaldi miała w czasie przetargu źle zabezpieczone poręczenia kredytowe, a dokumenty składały osoby bez odpowiednich pełnomocnictw. Firmie zarzucono też brak doświadczenia na polskim rynku, przez co cena była nieadekwatna do lokalnych warunków.
Z kolei Chińczycy uważają, że Astaldi źle wpłacił wadium podczas konkursu. Firma przelała pieniądze na konto inwestora zastępczego, czyli metra, podczas gdy China Overseas i Mostostal wpłaciły wadium w kasie miasta.
Ile czasu minie, żeby doszło do podpisania umowy między miastem a zwycięskim konsorcjum Astaldi Gulermak? Teraz prezes Urzędu Zamówień Publicznych ma tydzień na przekazanie dokumentów do sądu. Sąd ma zaś 31 dni na ich rozpatrzenie. Najpewniej wyrok zapadnie dopiero we wrześniu. Wówczas inwestor mógłby wprowadzić wykonawcę na plac budowy.
Miasto wyklucza podpisanie umowy z włosko-tureckim konsorcjum w trakcie trwania procesu. Urzędnicy boją się bowiem późniejszych protestów i odszkodowań.
- Czekamy, aż zakończy się cały proces. Mamy nadzieję, że nie potrwa to długo - mówi spokojnie Krzysztof Malawko, rzecznik metra.
Metrem z Woli na Pragę najpierw mieliśmy pojechać w 2012 roku. Potem termin przesunięto na połowę 2013. A dziś już wiadomo, że najwcześniejszy i najbardziej optymistyczny termin to początek 2014 roku.