Menu Region

Marek Zając: Po pierwsze motywacja

Marek Zając: Po pierwsze motywacja

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Publicysta dziennika "Polska"

Prześlij Drukuj
A to Polska właśnie - chciałoby się powiedzieć po zakończonym Euro 2008. Żeby jednak myśl rozwinąć, muszę wtrącić wątek osobisty: po raz pierwszy w życiu wywołałem skandal.
Jak zwykle w podobnych sytuacjach zaczęło się niewinnie: na antenie III Programu Polskiego Radia recenzowałem grę naszych piłkarzy w meczu z Austrią.

Stwierdziłem, że w miejsce obrońcy Marcina Wasilewskiego należało wbić kij od szczotki. Byłoby z tego wiele pożytku. Po pierwsze, kij nie podawałby piłki Austriakom. Po drugie, biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa, piłka odbiłaby od kija kilka razy, a Wasilewskiemu przelatywała między nogami.

Po trzecie, kij nie utrzymywałby środkowych defensorów w przekonaniu, że kolega ich asekuruje.

I wtedy rozdzwoniły się telefony oburzonych słuchaczy, jak śmiem nie doceniać i kpić. Przez następne dni wysłuchiwałem, jak wielkim sukcesem było samo zakwalifikowanie się na Euro, a po porażce podli nienawistnicy, do których i ja się zaliczam, rozpętali polskie piekło.

Zresztą już na stadionie w Wiedniu siedzący obok kibic próbował poderwać biało-czerwone trybuny do śpiewu (wulgaryzm usuwam, żeby nie wywołać drugiego w moim życiu skandalu): "XYZ z wynikami, Polacy jesteśmy z Wami".

Można uznać, że w tym lapidarnym wyznaniu kibicowskich uczuć przejawia się przywiązanie do drużyny - mimo klęsk i rozczarowań. Ale to nie wszystko. Bo często nam, Polakom, rzeczywiście nie zależy na wynikach.

Wmawiamy piłkarzom, że i tak już osiągnęli sukces, a potem dziwimy się, że nie wykazują się takim parciem na zwycięstwo jak Niemcy czy Turcy.

Wyobraźmy sobie, że przed bitwą pod piramidami w 1798 r. Napoleon nie wypowiedział słynnych słów: "Żołnierze! Pamiętajcie, że czterdzieści wieków patrzy na was z wysokości tych pomników", ale zagaił: "Żołnierze! Nic nikomu nie musicie udowadniać. Wygramy czy przegramy, i tak zapisaliście się w historii".

Rodzimi spece od motywacji będą mieli kłopot z następnymi mistrzostwami Europy. Jako organizatorzy udział w imprezie mamy w kieszeni, bez eliminacji.

Może w takim razie za sukces powinniśmy uznać strzelenie w grupie aż dwóch bramek, i to na dodatek już nie ze spalonego.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się