(© Bartek Kosiński/POLSKA)
Natalia Bugalska
2009-07-15 07:58:28, aktualizacja: 2009-07-15 07:59:25
Naukowcy z NASA zachwycili się pomysłami warszawskiego naukowca. Młody matematyk stworzył program, który analizuje zdjęcia satelitarne Marsa i tworzy ich trójwymiarowe modele. To pomoże w dalszym poznawaniu Czerwonej Planety. Dziś w Bernie odbędzie się konferencja poświęcona dalszej współpracy badacza i Amerykańskiej Agencji Kosmicznej.
To miała być tylko praca magisterska z matematyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Temat: budowa trójwymiarowych modeli powierzchni Marsa na podstawie zdjęć satelitarnych. Jan Kotlarz, 30-latek z Warszawy, skontaktował się z Instytutem Planetologii w Bernie i zainteresował ich pomysłem. Chwyciło: naukowcy ze Szwajcarii zostali opiekunami projektu.
Kotlarz jednak sam napisał program w pół roku - czysta algebra i rachunek prawdopodobieństwa. Teraz go udoskonala, bo ciągle pojawiają się błędy. - To normalne - tłumaczy. - Mars jest nieprzewidywalny.
Program, który stworzył Kotlarz, już jest w użytku. NASA sprawdza jego przydatność, przesyłając do obróbki zdjęcia z sondy krążącej na orbicie Marsa. Pierwszym obiektem, który znalazł się pod lupą polskiego programu, jest obszar Inca City na południowej półkuli Marsa, który strukturą przypomina azteckie miasta widziane z lotu ptaka. Kotlarz sprawdza, czy rozwidlone kształty, które zaobserwowała sonda, mogą być dawną deltą rzeki.
Innym problemem, z którym zmagają się amerykańscy naukowcy, a który może pomóc rozwikłać program, jest zaskakująco wysokie stężenie gazu - metanu na planecie. Gaz może pochodzić z dwóch źródeł: z wybuchów wulkanicznych albo może być produkowany przez bakterie. Jak dotąd nie zaobserwowano wulkanów na Marsie. Kotlarz musi sprawdzić, czy lawa nie wydobywa się spod powierzchni planety, z podziemnych kraterów. - Chociaż znalezienie życia pozaziemskiego to by było coś - rozmarza się.
Na orbicie Marsa, na wysokości około 200 km, lata sonda Mars Reconnaisance Orbiter. To z jej zdjęć korzysta aplikacja stworzona przez Kotlarza - Rover and Orbiter Delta Mars (RODM). Zestawia ona ze sobą dwa zdjęcia, nakłada na siebie i wyostrza.
Potem program obrabia je matematycznie i pokazuje, jak mogą wyglądać w trójwymiarze. Dzięki zaawansowanej technologii, można w ten sposób zbudować modele nawet bardzo małych obiektów. Na podstawie zdjęć zrobionych z wysokości 200 km, będzie można powiedzieć, jak wygląda 30-centymetrowy kamień na powierzchni Marsa.
Używając narzędzi analizy matematycznej, można powiedzieć, jakie prawdopodobieństwo mają hipotezy dotyczące przeszłości konkretnego terenu. Możliwe będzie np. potwierdzenie, czy dany teren ukształtowała woda. Ostatecznie program trafi do sieci komputerowej Uniwersytetu w Bernie i będzie wykorzystywany głównie w Instytucie Planetologii przez naukowców z ESA i NASA.
Takie programy nie są niczym nowym. NASA używa ich już od 10 lat. Jednak do tej pory były to programy pisane pod warunki ziemskie, a przy badaniu Marsa trzeba odrzucić wszystkie znane założenia. - Na Marsie mamy inne warunki atmosferyczne: 100 razy rzadsze powietrze i mniejsze przyciąganie - tłumaczy Jan Kotlarz. - Tak naprawdę nie wiemy, jak zachowuje się ta planeta i jej twory geologiczne. A ten program powstał, by to zbadać - dodaje.
Badacz liczy, że dzisiejsze spotkanie w Bernie przyniesie mu możliwość formalnej współpracy z amerykańską NASA. Marzy mu się, by już następny łazik wysłany na powierzchnię Marsa był wyposażony w jego program. Wtedy polska flaga mogłaby równoprawnie powiewać obok amerykańskiej na Czerwonej Planecie.