Wciąż nie wiadomo, czy w 2013 roku pojedziemy podziemną kolejką z Woli na Pragę. Mimo że w piątek Krajowa Izba Odwoławcza odrzuciła protesty konsorcjów: Mostostalu Warszawa i China Overseas, to ci drudzy już teraz zapowiadają, że odwołają się do sądu. W rezultacie termin rozpoczęcia prac może się opóźnić nawet o dwa lata.
Choć ratusz wybrał już wykonawcę II linii metra (jest nim włosko-tureckie konsorcjum Astaldi-Gulermak), nadal nie może podpisać z nim umowy. Uniemożliwiają to dwie firmy, których oferty zostały odrzucone w przetargu. Mostostal Warszawa wytknął zwycięzcom formalne błędy w dokumentach dotyczących bankowego poręczenia kredytu na inwestycję. Z kolei China Overseas uważa, że Włosi nie wpłacili wadium, które jest niezbędne, by ich ofertę w ogóle brać pod uwagę.
Chińczycy uważają również, że konsorcjum Astaldi-Gulermak niewystarczająco udokumentowało swoje doświadczenie w budowie podziemnej kolejki.
- Decyzja KIO nie rozwiewa naszych wątpliwości, co do tego, że przetarg był przeprowadzony właściwie - mówi Agnieszka Kuźma-Filipek, rzeczniczka Mostostalu. - Jednak dopiero w przyszłym tygodniu po przeanalizowaniu uzasadnienia podejmiemy decyzję, czy będziemy dalej się odwoływać - dodaje.
Bardziej zacięci są Chińczycy: - Wykorzystamy wszelkie środki prawne, aby podważyć wynik przetargu. W najbliższych dniach złożymy odwołanie od decyzji KIO do sądu okręgowego - zapowiada Andrzej Olszewski, pełnomocnik konsorcjum Chiva Overseas.
Jeżeli tak się stanie, szanse, że centralny odcinek II linii metra, między rondem Daszyńskiego a Dworcem Wileńskim, powstanie do 2013 r., zmaleją niemal do zera. Sądowe przepychanki mogą bowiem przesunąć termin podpisania umowy z wykonawcą nawet o rok.
Na razie nie wiadomo, jakie dalsze kroki w tej sprawie podejmą władze stolicy. Przedstawiciele Metra Warszawskiego, mając w ręku silny argument w postaci decyzji KIO, nie wykluczają, że kontrakt z wykonawcą uda się podpisać jeszcze w sierpniu, a pierwsza łopata na budowie zostanie wbita rok później.
II linia metra nie ma szczęścia. W lipcu zeszłego roku prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz unieważniła pierwszy przetarg, bo firmy zażądały 6 mld zł, a miasto mogło wydać o połowę mniej. Ogłoszono więc drugi przetarg, który w lutym wygrała firma Astaldi. Przebiła konkurencję najniższą ceną - 4,1 mld zł. Pokonani nie dali za wygraną i pod koniec kwietnia oprotestowali konkurs.