Polski rząd nie umie skoordynować działań ministerstw i innych instytucji odpowiadających za promocję Polski.
Rok Chopinowski, 30. rocznica wydarzeń sierpniowych, przewodniczenie Unii Europejskiej, wreszcie piłkarskie mistrzostwa Europy - w ciągu najbliższych trzech lat w Polsce odbędą się wydarzenia, które skupią uwagę całego świata. Mogą one stać się trampoliną, która uczyni z naszego kraju jedno z najpopularniejszych państw świata. Jest tylko jeden warunek: musimy się do tego odpowiednio przygotować i wykorzystać chwilę, gdy światła reflektorów będą skierowane na Polskę.
Tymczasem zapowiada się, że tej świetnej sposobności nie wykorzystamy. Dlaczego? Bo polski rząd nie umie skoordynować działań poszczególnych ministerstw i innych instytucji odpowiedzialnych za marketing Polski. Według przepisów za promocję kraju odpowiedzialne jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych. - Ale tu mamy problem. MSZ przyznano jedynie ograniczone środki i kompetencje. Przez to nie ma on instrumentów, które pozwoliłyby mu koordynować działania - wyjaśnia "Polsce" Paweł Wojciechowski, podsekretarz stanu w MSZ odpowiedzialny za promocję kraju.
Według przepisów za promocję kraju odpowiedzialne jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych. - Ale tu mamy problem. MSZ przyznano jedynie ograniczone środki i kompetencje. Przez to nie ma on instrumentów, które pozwoliłyby mu koordynować działania - wyjaśnia "Polsce" Paweł Wojciechowski, podsekretarz stanu w MSZ odpowiedzialny za promocję kraju. O co chodzi? Oczywiście, o pieniądze. Z budżetu każdego roku na promowanie Polski przeznacza się od 100 do 200 mln zł. Łączna suma nie jest znana, gdyż są one rozbite pomiędzy poszczególne resorty, a także instytucje zewnętrzne. I nikt do tej pory nawet nie podjął wysiłku, by ten stan rzeczy uporządkować. - Zwróciłem się ministerstw zajmujących się promocją z prośbą o określenie, ile pieniędzy na nią przeznaczają. Mam nadzieję, że do końca czerwca dostanę komplet odpowiedzi - mówi Wojciechowski.
Jednak ustalenie łącznej sumy na niewiele się zda, jeśli zabraknie ciała, które mogłoby dysponować tymi funduszami. A na razie brakuje rozwiązania, umożliwiającego prowadzenie efektywnego marketingu Polski. MSZ proponuje, by takim ciałem zwierzchnim została Rada Promocji Polski (organizacja, której przewodniczącym jest szef MSZ, a w jej skład wchodzą przedstawiciele 10 ministerstw zajmujących się promocją). Problem w tym, że takiego rozwiązania nie akceptują inne resorty. - Oczywiście, trzeba wypracować wspólne rozwiązanie tej sytuacji. W ciągu najbliższych dwóch tygodni minister Sikorski spotka się w tej sprawie z wicepremierem Pawlakiem i wspólnie podejmą decyzję. Na pewno jednak koordynowaniem działań nie powinna zajmować się Rada. To ciało opiniotwórcze i takim powinno pozostać - wyjaśnia w rozmowie z "Polską" Rafał Baniak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki. Podobnie stanowisko przesłało "Polsce" Ministerstwo Kultury.
Sytuacja robi się dramatyczna, gdyż brak decyzji promocyjnych do końca roku właściwie uniemożliwi przygotowanie spójnej strategii promocji kraju podczas najważniejszych wydarzeń najbliższych lat. - Rzeczywiście, brak koordynacji działań pomiędzy poszczególnymi resortami to największy problem związany z promocją. Niezbędna tu jest reakcja premiera. Powinien on jak najszybciej skoordynować działania ministerstw - podkreśla Mirosław Boruc, prezes Instytutu Marki Polskiej. Jak podkreśla, najtrudniej będzie zsynchronizować działania MSZ i resortu gospodarki, gdyż kontrolę nad oboma ministerstwami sprawują inne partie. - To zresztą odwieczny problem. Świetne pomysły na promocję zawsze rozbijają się o spory między koalicjantami. Żaden z nich nie chce stracić kontroli nad pieniędzmi, które są w jego gestii - mówi Boruc.
Nie przypadkiem najwięcej dla promocji Polski udało się zrobić w czasach, gdy premierem Był Włodzimierz Cimoszewicz. Wtedy kontrolę nad oboma resortami miała jedna partia, więc synchronizacja działań była ułatwiona. Właśnie w tym okresie zamówiono u Wally'ego Olinsa opracowanie strategii promocji Polski. W 2001 r. ukończył on raport. Zaproponował w nim, by cały marketing kraju zbudować na terminie "twórcze napięcie" ("creative tension"), gdyż najlepiej oddaje on charakter Polski i Polaków. Koncepcja zyskała świetne recenzje, jednak nigdy nie udało się wcielić jej w życie - właśnie z powodu tarć między poszczególnymi resortami niechętnymi wypuścić ze swych rąk pieniędzy na promocję.
- Polska ma szansę być jednym z głównych krajów europejskich. Nie uda się tego osiągnąć bez właściwej strategii. A wam nie udaje się jej wcielić w życie przez brak umiejętności współpracy. Jeśli nie staniecie się bardziej otwarci, to nigdy nie wyjdziecie z bagienka, w którym tkwicie po kolana - mówił kilka lat temu Olins. Spór kompetencyjny pomiędzy ministerstwami wokół promocji kraju pokazuje, że jego słowa są ciągle aktualne.
Współpraca: Joanna Ćwiek
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie to mogłaby być świetna sposobność do promocji Polski