Pamiętniki naszych czasów

    Pamiętniki naszych czasów

    Natalia Bugalska

    Polska

    Polska

    Przez siedem tygodni Warszawą będą rządzili grafficiarze. Miasto oddaje do ich dyspozycji mosty, ronda, ściany kamienic. Powstaną ogromne miejskie malunki. O grafficiarzach i ich filozofii opowiada Natalia Bugalska
    Rok temu licealista malował graffiti w niedozwolonym miejscu w Warszawie. Został złapany i skazany na trzy lata w zawieszeniu za zdewastowanie przestrzeni publicznej. Do urzędników przyszła wówczas jego matka, która tłumaczyła, że jej syn i jego koledzy nie mają gdzie się wyżyć, a ich twórczość to przecież artystyczna ekspresja, a nie wandalizm. Tereny miejskie nie są czyjeś, ale wspólne, więc czemu nie mogą na nich malować?


    - Urzędnicy wzięli to sobie do serca. Oddali do naszej dyspozycji siedem wielkich przestrzeni miejskich - mówi Karolina Pruchniewska, organizatorka festiwalu Street Art Doping. Artyści będą mieli zatem do dyspozycji przęsła mostów, ronda i ściany murów, na których będą mogli malować. Powstaną na nich ogromne murale, graffiti i szablony. - Dla urzędników to forma walki z wandalizmem, a dla wielu artystów - sposób na wyjście z getta - opowiada Pruchniewska.

    Festiwal rozpoczyna się w ten weekend imprezą na Cyplu Czerniakowskim. Potrwa przez kolejne siedem tygodni.

    Za dużo Ameryki


    - Zaczęło się 40 tys. lat temu uśmiecha się Dariusz Paczkowski, jeden z założycieli grupy grafficiarzy 3cia fala. - Aborygeni w Australii malowali swoje historie i legendy już wtedy. My robimy to samo. Jesteśmy pamiętnikarzami naszych czasów - dodaje.

    Grafficiarze mają jednak swój kodeks. - Po pierwsze nie szkodzić! Unikać świeżych tynków, zabytków i obiektów sakralnych. Mieć czyste intencje. Zamiast niszczyć i szkodzić - pomagać i tworzyć. Szukać miejsc, w których nasze szablony ożywią ulice - wylicza Paczkowski. - Robić swoje bez ortodoksji. Traktować graffiti jak idealne narzędzie do przenoszenia myśli, idei i swojej postawy. Ważne są miejsce i czas, w którym powstaje szablon albo graffiti. Jeśli nie jest zaangażowane i nic ze sobą nie niesie, to nie ma sensu go robić - konkluduje.

    Grupa powstała w 1998 roku, ale jej członkowie uprawiali uliczną partyzantkę już pod koniec lat 80. Wtedy po raz pierwszy udało się nawiązać współpracę z twórcami z zagranicy. Nazywało się to "Wymiana pozytywna". Anonimowi twórcy wysyłali swoje szablony po kraju i odbierali przesyłane spoza Polski. Często koperty nie miały podpisu i adresu zwrotnego nadawcy. - Nie wiedziałem od kogo dostaję szablon, ważny był tylko jego przekaz, idea, którą ze sobą niósł - opowiada Paczkowski.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo