Menu Region

Polacy i historia - nowa debata "Polski"

Polacy i historia - nowa debata "Polski"

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Paweł Fąfara, redaktor naczelny "Polski"

3Komentarze Prześlij Drukuj
W specjalnym wydaniu Forum Autorów, w cyklu wywiadów zarówno z historykami, jak i z bohaterami historycznych już wydarzeń rozmawiamy o tym, dlaczego Polacy znów tak gorąco zaczęli rozmawiać właśnie o historii - pisze we wstępniaku nowego cyklu Paweł Fąfara.

Coś pękło, coś się zaczęło



Historię próbowano uśmiercać już wiele razy. Próbowali politycy dla doraźnych celów, jako ucieczkę do przodu, próbowali intelektualiści, w swoich konceptach błędnie odczytując chwilowe spowolnienie dynamiki dziejów, i próbowali dyktatorzy, starając się niszczyć przy pomocy totalitarnej machiny całe systemy kulturowych kodów narodowych.

Ale każda próba zawładnięcia historią kończyła się jak przygoda Fryderyka Nietzschego. Choć filozof ogłosił, że Bóg umarł, umarł Nietzsche, a Bóg, jak wszystko na to wskazuje, miewa się ciągle całkiem dobrze.

Dlatego dziś, w specjalnym wydaniu Forum Autorów, w cyklu wywiadów zarówno z historykami, jak i z bohaterami historycznych już wydarzeń rozmawiamy o tym, dlaczego Polacy znów tak gorąco zaczęli rozmawiać właśnie o historii.
Zastanawiamy się, czy to tylko chwilowa woda na młyn politycznych projektów, czy może na naszych oczach dokonuje się coś więcej - przewartościowanie ostatnich kilkudziesięciu lat, których efektem była choćby możliwa historia, którą dziś opisujemy - stalinowski ubek jako autorytet w 2008 roku spokojnie uczy studentów.

Nie wiem, czy wraz z wyrzuceniem z "Gazety Wyborczej" i ostatecznym upadkiem redaktora Lesława Maleszki, a narodzinami niezdolnego do jakiejkolwiek skruchy, niemal wyzbytego ludzkich cech agenta Maleszki nadchodzi kres zobojętnienia na to, gdzie są dziś zdrajcy i bohaterowie. Nie wiem, czy w końcu polskie państwo doprowadzi do zmiany sytuacji, gdy po dziewiętnastu latach od upadku komunizmu kaci mają się zwykle lepiej niż bohaterowie i ofiary.

Wiem, że dla wielu osób po raz pierwszy w ogóle, a dla wielu innych po raz pierwszy od wielu długich lat te sprawy zaczęły znów być ważne. I ważne zaczęło być również to, że przyszłość budowana bez elementarnego poczucia sprawiedliwości musi być chora. A skrajny relatywizm - gdy wartości takie jak solidarność, przyzwoitość, prawość, honor czy przyjaźń są pokazywane jako obciążenie, czy brak miłosierdzia - prowadzi w pustkę.

Z tego powodu od historii nie uciekł Aleksander Kwaśniewski, który wieloletni bieg w przyszłość zakończył przypieczętowaniem klęski postkomunistycznej lewicy. Dlatego na porażkę skazane były próby uśmiercenia historii przez Francisa Fukuyamę, który przekonywał nas, że wraz z końcem komunizmu cały świat zmierza ku modelowi liberalnej demokracji. A wcześniej z historią przegrywali również najokrutniejsi dyktatorzy jak Mao Tse-tung, który w ramach okrutnego eksperymentu próbował wymazać pamięć całemu chińskiemu narodowi.

Bo ta prawdziwa historia nigdy się nie kończy i nie da się jej wykasować jak pliku danych z pamięci komputera. Ona nie umiera. Jest w nas i jest częścią nas, naszych życiowych wyborów i stylu życia, zachowań, systemu wartości, charakteru społeczeństwa. To ona współdecyduje o tym, jak myślimy i co myślimy, jak żyjemy i jakie podejmujemy decyzje. I dlatego nie da się od niej uciec, zamieść do podręczników i ogłosić - teraz interesuje nas tylko przyszłość.

Albo powiedzieć - od teraz jesteśmy lepsi. Lepsi, bo bez historycznych obciążeń. Budowanie przyszłości bez zdrowych fundamentów, bez rozliczenia i wyznania win, skruchy, aktów sprawiedliwości, rozpoznania, z czego i jak warto czerpać, a o czym pamiętać ku przestrodze, musi - wcześniej czy później - skończyć się klęską.

I jeśli coś niepokoi mnie w tym renesansie historycznych dyskusji i sporów, to chyba tylko to, abyśmy nie utknęli w nich, i przede wszystkim w nich, na wiele lat. Byśmy nie zatopili się w rozdrapywaniu ran, rozliczaniu, zapominając o tym, co tu i teraz. Bo od tego, jak umiejętnie próby uporania się z historią pogodzimy z zabiegami o przyszłość, też zależy historia.

Ta, którą piszemy dziś - tu i teraz. Historia Polski w Unii Europejskiej i NATO, z najlepszą od setek lat międzynarodową koniunkturą. O tym, rozliczając się z bagażem przeszłości, z Maleszkami kryjącymi się w szafach niepamięci, też nie wolno nam zapominać.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Nie Polacy zaczeli rozmawiać tylko "w mediach gadają"

+11 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Michalina (gość)  •

Jakiegoś szczególnego pobudzenia nie dostrzegam. Ani wśród swoich znajomych, ani na forach internetowych. Grupa zainteresowanych dziennikarzy w tym sie grzebie, a probuje się wmówić, że trwa jakaś ożywiona debata. W przypadku "Polski", pachnie mi to kolejną akcją marketingową w stylu Eko-logicznej Polski. Za dwa, trzy tygodnie będziecie dorzucac do weekednowego wydania jakiś klaser z naklejankami w ksztrałcie powstańców warszawskich, lub poczet królów polskich. I ok, Wasze prawo, ale po co pierdzieć o narodowej debacie?

odpowiedzi (0)

skomentuj