Wiktor Świetlik
Data dodania: 2009-05-27 23:45:08 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2009-05-27 23:45:08
Plakaty wyborcze w Poznaniu (© Waldemar Wylegalski/POLSKA)
Partie mają tylko tydzień, by odmienić los, który wróżą im sondaże przedwyborcze. Do wyborów pozostało 10 dni. Ostatnim dniem kampanii będzie przyszły piątek. W sobotę - cisza.
Dziś sondaże wyglądają podobnie. Zgodnie z nimi PO wprowadzi do PE ok. 25 europosłów, PiS o połowę mniej. Na 5-6 mandatów szansę ma SLD. Niespodzianką ostatnich dni jest wzrost notowań PSL, które zaczyna doganiać lewicę. Ale te wybory mogą jeszcze sprawić niespodziankę. Większą niż do parlamentu krajowego. Wszystko przez frekwencję. W badaniach więcej niż jedna trzecia wyborców deklaruje, że pójdzie głosować. Socjologowie nie wierzą w to jednak. Ich zdaniem frekwencja nie przekroczy 20 proc. Dlatego rozgrywka, która nas czeka w tym tygodniu, przesądzi o ostatecznym wyniku.
PO
Ostatni tydzień będzie należał do Donalda Tuska. Głównym zadaniem premiera będzie mobilizowanie elektoratu. Nie tylko twardych wyborców Platformy, ale i tych, którzy na partię Tuska zagłosują z czystej niechęci do PiS i Jarosława Kaczyńskiego.
Najnowszy spot Platformy pokazuje najważniejszych polityków europejskich, w tym premiera Silvio Berlusconiego, słuchających przemówienia Donalda Tuska podczas niedawnego kongresu Europejskiej Partii Ludowej. W tym też kierunku będzie podążać końcówka kampanii.
Platforma konsekwentnie przekonuje, że jest jedyną prawdziwie europejską partią, że to licząca się formacja na scenie europarlamentarnej. Psycholog społeczny Norbert Maliszewski porównuje to do reklam piwa Żywiec. Budują one przekaz, że Żywiec to synonim piwa, reszta to podróba, "prawie piwo". Tak też chce zachęcić nas do głosowania na siebie PO.
Twórcy kampanii PO mają świadomość, że tkwi w tym duże niebezpieczeństwo. Część elektoratu Platformy może stwierdzić, że partia i tak wygra, że to już przesądzone. I zamiast na wizytę w lokalu wyborczym zdecydują się na piknik pod miastem. - Nie wierzę w uspokajające sondaże - deklarował zresztą po wyborach w 2005 r. Tusk. Dlatego teraz możemy się spodziewać jakichś ostrzejszych akcentów. Padną odpowiedzi na ostrą antyrządową kampanię PiS. Choć raczej nie będą to happeningi posła Palikota - PO straciła wiarę w skuteczność swojego zagończyka.
Można za to oczekiwać wyścigu na przedwyborcze orędzia telewizyjne. Premier zaapeluje o pójście na wybory i "odpowiedzialne głosowanie". Prawa do orędzi mają także bliscy PO marszałkowie Senatu i Sejmu. Niewykluczone, że Bronisław Komorowski także skorzysta z przysługującego mu prawa.
Niektórzy kandydaci Platformy rozpoczęli ostrzejszą walkę wyborczą z PiS i prezydentem na własną rękę. Tak zrobił politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, który na swoich ulotkach straszy "planem Lecha Kaczyńskiego dla Warszawy" .
Jak mówi nam jeden z polityków PO, partia obawia się jeszcze jednego. Niespodzianek, które mogą sprawić... własne listy. Taką może choćby sprawić w Łodzi Joanna Skrzydlewska - polityk o bardzo rozreklamowanym w mieście nazwisku ze względu na to, że jej rodzina prowadzi sieć kwiaciarni i zakładów pogrzebowych. Jako pierwsza kobieta na liście ma szasnę przeskoczyć platformerski "czołg" Jacka Saryusza-Wolskiego, a nawet... wyeliminować go z PE.
PiS
Partia Jarosława Kaczyńskiego będzie na finiszu kontynuować kampanię w dotychczasowym stylu. Platforma działa globalnie, PiS lokalnie. Kandydaci PiS pędzą więc ze spotkania na spotkanie, na których straszą rządami Tuska i chwalą dokonania swego prezesa.
Sam Kaczyński nadal będzie krytykował Tuska, uderzając w największy propagandowy atut PO - dużą reprezentację w największej europejskiej frakcji. PiS będzie podkreślać wspólną przynależność do Europejskiej Partii Ludowej (EPP) Platformy oraz CDU Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Niemczech zaczyna teraz dbać o głosy niemieckich ziomkostw osób przesiedlonych z Ziem Odzyskanych. Dlatego od czasu do czasu podkreśla historyczną wagę przesiedleń z połowy lat 40. Jarosław Kaczyński grzmi: - PO powinna wyjść z EPP (...) Z Polski nie można robić kubła na śmieci.
A w sobotę PiS spróbuje pokazać swoją europejską twarz. Lider brytyjskich torysów David Cameron, szef czeskiej prawicy, były premier Miroslav Topolanek i Jarosław Kaczyński będą rozmawiać w Warszawie o nowej europejskiej frakcji konserwatywnej, którą utworzą zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Co jeszcze będzie mówił PiS swoim wyborcom w ostatnich dniach kampanii, by ich przekonać? Norbert Maliszewski, psycholog społeczny: - Gdybym był strategiem PiS, tworzyłbym przekaz: nie głosujcie, nie głosujcie, nie głosujcie!
Zdaniem Maliszewskiego niska frekwencja to zdecydowany atut PiS dysponującego sporą grupą bardzo zdyscyplinowanego elektoratu. Dlatego w orędziu, które niewątpliwie prezydent także wygłosi tuż przed wyborami, raczej nie usłyszymy - jak u premiera - zachęt do masowego pójścia do urn, a raczej do odpowiedzialnego wyboru, kierowania się racją stanu, interesem państwa i tak dalej. A więc kierowania się tym wszystkim, co zdaniem Jarosława Kaczyńskiego stanowi przewagę PiS nad Platformą.
Specjaliści od PR wychwalają kampanię spotową PiS, szczególnie ostatni film z panią Anią, która zniechęciła się do rządów Tuska. Póki co odpowiedzi wprost ze sztabu PO nie było. Ale dotkliwe ciosy Prawo i Sprawiedliwość dostało z boku. W ciągu kilku dni pojawiły się zarzuty rażącej niegospodarności wobec prezydenckiego ministra Piotra Kownackiego (w czasach kiedy był wiceszefem Banku Ochrony Środowiska), a także producenta pomagającego w kampanii wyborczej PiS. Linią obrony partii będzie wciąż oskarżanie rządu o polityczne, przedwyborcze naciski na prokuraturę.
SLD
Libertas lepiej wydał pieniądze na poparcie jednej osoby, nazwiska nie muszę podawać, niż Sojusz Lewicy Demokratycznej na całą kampanię - drwi Eryk Mistewicz, specjalista od kreowania wizerunku partii politycznych. Zdaniem jego i innych specjalistów, Sojusz popełnił dwa kluczowe błędy. Po pierwsze akcje promocyjne SLD były chałupnicze. Po drugie poszczególne elementy kampanii były szeroko komentowane i omawiane przez media, jeszcze zanim się do nich doszło. Według Mistewicza zabrakło elementu zaskoczenia, a kontrowersyjne filmy, takie jak ten o "Maryjanie" Krzaklewskim czy z księdzem namawiającym do głosowania na Sojusz, niepotrzebnie stały się oficjalnymi materiałami sztabu. - Takie rzeczy "wrzuca się" gdzieś z boku, jako jakaś oddolną inicjatywę internautów czy młodzieży - tłumaczy Mistewicz.
Ostra forma kampanii świadczy, że i SLD postawiło na żelazny elektorat licząc się z niską frekwencją. Co dalej planuje Sojusz? W ostatnich dniach kampanii mają pojawić się - obok dotychczasowej, nieco powolnej lokomotywy SLD, czyli Aleksandra Kwaśniewskiego - kolejne ważne osobistości z życia publicznego, które będą przekonywać do głosowania na Sojusz. Ruch taki ma między innymi pokonać najgorsze zagrożenie dla SLD, czyli kandydatów Porozumienia dla Polski Dariusza Rosatiego. Rosati i Borowski sami nie mają wielkich szans na wejście do Parlamentu Europejskiego, za to mogę podebrać reszcie lewicy trochę głosów. Sojusz planuje też serię konferencji, na których będzie piętnował niespełnione obietnice rządu Platformy Obywatelskiej.
PSL
Na dziesięć dni przed wyborami do sztabu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego zawitała nadzieja. Sondaże są bardziej niż optymistyczne. Według słupków poparcia PSL na pewno wchodzi do Parlamentu Europejskiego. A w badaniu opublikowanym wczoraj przez "Gazetę Wyborczą" ludowcy dogonili wczoraj niemal SLD (9 procent do 10 procent).
Tymczasem o PSL niewiele w tej kampanii słychać. Wicepremier Pawlak wcale nie bryluje w mediach. Kontrowersji brak. Jak oni to robią? "Ciszej idziesz, dalej zajdziesz" - mówi rosyjskie przysłowie. Doświadczeni ludowcy - jak stary wyleniały kot - chodzą swoimi własnymi ścieżkami. Ich kampanii nie widać w telewizji. Nie mają agresywnych spotów, nikogo nie atakują. Ale na prowincji ich widać.
Szczególnie tam, gdzie PSL jest silny: we wschodniej i centralnej Polsce. Stronnictwo prowadzi kampanię swoimi kanałami. Małe lokalne imprezy, poparcie zaprzyjaźnionej Ochotniczej Straży Pożarnej, poczta pantoflowa. Dzięki temu czterolistna koniczynka widniejąca w godle partii zawsze była dla ludzi Waldemara Pawlaka szczęśliwa i, co bardzo prawdopodobne, teraz też będzie.
Stronnictwo już dawno zerwało z eurosceptycyzmem czy redukcją europejskich aspiracji do chęci skoku na brukselską kasę. Konkurencja jest zbyt duża.
PSL prezentuje się dziś co najwyżej jako mniejszy, nieco bardziej prospołeczny brat Platformy Obywatelskiej. Janusz Piechociński, warszawska jedynka na liście, mówi językiem, którego nie powstydziłaby się Danuta Hübner: "wspólna europejska rodzina", "przechodzenie ponad podziałami", i tak dalej.