Menu Region

Prokom Trefla wyrównał starty ze Zgorzelca

Prokom Trefla wyrównał starty ze Zgorzelca

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Adam Suska

Prześlij Drukuj
Walka o tytuł zaczyna się od nowa Przy ogłuszającym dopingu sopockich kibiców, koszykarze Prokmu Trefla Sopot pokonali dwa razy Turów Zgorzelec 80:76 i 73:70, doprowadzając w grze do czterech zwycięstw do remisu 2-2.
Przy ogłuszającym dopingu sopockich kibiców, koszykarze Prokmu Trefla Sopot pokonali dwa razy Turów Zgorzelec 80:76 i 73:70, doprowadzając w grze do czterech zwycięstw do remisu 2-2. Kolejne spotkanie finału play off o mistrzostwo Polski dobędzie się w najbliższą środę w Zgorzelcu. Obrońcom tytułu prawdopodobnie przyjdzie w nim grać bez swojego najskuteczniejszego gracza Milana Gurovića, który za sprowokowanie bójki z Tomasem Ketatim został wykluczony z gry w niedzielnym spotkaniu.

Po dwóch porażkach w Zgorzelcu trener koszykarzy Prokomu Trefla Tomas Pacesas przed trzecim starciem w Sopocie postawił na najbardziej doświadczonych zawodników swojej drużyny. Do pierwszej piątki desygnował Tomasa Masiulisa oraz Igora Milicica, którzy ostatnio zaczynali na ławce rezerwowych. Początek sopocianie mieli znakomity. Gurović dwa razy trafił za trzy punkty, cztery punkty dołożył Milicić i gospodarze objęli prowadzenie 16:7. Wyjściową piątkę Prokomu litewski szkoleniowiec trzymał na parkiecie przez osiem minut i po pierwszej kwarcie jego podopieczni wygrywali 21:12.

Po zmianach w składzie sopockiej drużyny Turów w drugiej kwarcie zaczął odrabiać straty. Bardzo dobrze spisywali się Marko Scekić, a David Logan. Z wywalczonej wcześniej przewagi, schodzącym na przerwę sopocianom zostało zaledwie pięć "oczek" (34:29).

Powrót do podstawowego ustawienia zaczął przynosić efekty. Koszykarze Prokomu znów zaczęli budować przewagę, która po trzech kwartach urosła do 15 pkt (59:44). Kiedy na początku czwartej kwarty ?za trzy" trafił Donatas Slanina było 62:44 i co niektórym wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte. Trener gości Saso Filipovski desygnował na parkiet Hardinga Nanę, który okazał się bardzo wartościowym zmiennikiem. Na 2.5 minuty przed końcem Logan rzutemzza linii 6,25 m doprowadził do remisu 69:69. Minutę później Milicić trafił ?za trzy", ale Nana zrewanżował się tym samym i Prokom prowadził tylko 75:74. Do tego stanu Gurović i Nana dodali jeszcze po dwa ?oczka" i sopocianie mieli 15 sekund na rozegranie akcji. Slanina jednak starcił piłkę, która znalazła się w rękach Ivo Kitzingera. Ten jednak chybił i w ostatniej akcji meczu Gurović zdobył trzy punkty po penetracyjnym wejściu pod kosz z faulem.

- Nie widzę problemów, abym w kolejnych meczach również zdobywał po 34 punkty - stwierdził po spotkaniu serbski skrzydłowy, który z pozytywnego bohatera sopockiej drużyny, w kolejnym meczu stał się bohaterem negatywnym.

Rewanż od początku nie układał się po myśli obrońców mistrzowskiego tytułu. Przy stanie 22:28 Gurović faulował Kelatiego, któremu zaraz potem udało się wyprowadzić sopocianina z równowagi. Wtedy doszło do bójki, którą zainicjowali Gurović i Kelati. Serb pierwszy wymierzył cios, ale Kelati nie pozostawał mu dłużny i szybko wywiązała się awantura z udziałem całych zespołów. Po chwili przytrzymywany przez kolegów Gurović wyrwał się im i pobiegł z pięściami w kierunku Kelatiego, ale koledzy w porę zatrzymali gracza Prokomu, a Kelatiego pilnowali sędziowie. Ostatecznie skończyło się na przewinieniu dyskwalifikującym dla Gurovia, technicznym dla Kelatiego i obu trenerów. Od tego momentu lepiej zaczął grać Turów i w pewnym momencie prowadził już różnicą 15 punktów.

Paradoksalnie sytuacja ta zmobilizowała pozostałych sopockich zawodników. - Prokom to nie tylko Gurović. Pokazaliśmy charakter oraz to, że jesteśmy zespołem, który potrafi zmobilizować się nawet w najtrudniejszych momentach - mówił po spotkaniu Filip Dylewicz, który zastąpił na parkiecie Gurovića. Od początku drugiej połowy sopocianie zaczęli konsekwentnie odrabiać 12-punktową stratę. Nie było to łatwe, bowiem Andres Rodriquez, Kelati, Logan i Robert Witka ich pościg powstrzymywali trafieniami "za trzy". Dopiero na 2,5 min. przed końcem Slaninie udało się doprowdzić do remisu 66:66.

Po raz kolejny doszło do dramatycznej końcówki. Przy stanie 70:68 podanie Dylewicza przechwycił Logan i na trzy sekundy przed końcem wyrównał stan meczu na 70:70. Bohaterem ostatniej akcji sopockiego zespołu okazał się Serapinas, który pół sekundy przed końcem trafił ?za trzy". Do dogrywki próbował jeszcze rzutem rozpaczy doprowadzić Logan, ale piłka nie doleciała nawet do tablicy. - Zabrakło nam dzisiaj szczęścia i walka o mistrzostwo zaczyna się od nowa - skomentował spotkanie trener Turowa Filipowski. Znaczący udział w sukcesie Prokomu miał w końcówce spotkania były zawodnik zespołu ze Zgorzelca, Krzysztof Roszyk, który najpierw zbił tańczącą na obręczy sopockiego kosza piłkę, a później zanotował skuteczną dobitkę po rzucie Dylewicza. - Dzięki tej wygranej zdobyliśmy nad przeciwnikiem przewagę psychologiczną i do Zgorzelca jedziemy po kolejne zwycięstwo - powiedział po meczu popularny "Dylu".

- Sytuacji bójki Gurovića z Kelatim nie widziałem dobrze. Jeś wina byla po naszej stronie, to przepraszam. Spodziewam się kary dla mojego zawodnika, ale mamy dwa dni czasu na przygotowanie się do następnego meczu w nieco innym ustawieniu - powiedział trener Prokomu Trfla, Tomas Pacesas.

W dotychczaowej rywalizacji o mistrzostwo Polski Turowa z Prokomem obie drużyny perfekcyjnie wykorzystyją atut własnego parkietu. Jeśli w dwóch koejnych spotkaniach ta prawidłowość zostanie zachowana, wówczas decydujący siódmy mecz odbędzie się w Zgorzelcu.

- W tej walce decydujśce znaczenie ma obron - uważa koszykarz Turowa Robert Witka. - W niedzielnym meczu zapomnieliśmy o tym po przerwie. Mając przewagę 12 punktów, chcieliśmy to spotkanie wygrać atakiem. Skutek był taki, że przegraliśmy - dodał skrzydłowy Turowa.

Tymczasem w Sopocie zastanawiają się czy w przypadku zdobycia przez Turów mistrzostwa Polski, zespół ten otrzyma licencję na grę w Eurolidze. Klub ten obecnienie spełnia wymogów, stawianych przez ULEB. Nie posiada odpowiednio dużej hali i oraz w promieniu 100 km nie ma lotniska. Nad tym jednak przyjdzie zastanawiać się po ostatnim meczu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się