Skandal - tym słowem określają politycy Prawa i Sprawiedliwości poniedziałkową odezwę niemieckich partii chadeckich, które domagają się potępienia przez europarlament przesiedleń, także Niemców, do jakich doszło m.in. w wyniku II wojny św.
Opozycja krytykuje rząd i PO za brak ostrej reakcji na niemieckie żądania i przypomina, że Platforma razem z niemieckimi chadekami tworzy w PE frakcję pod nazwą Europejska Partia Ludowa. Odezwę zatytułowaną "Na rzecz silnego głosu w Europie" przyjęły w poniedziałek dwie rządzące w Niemczech partie: CDU i CSU. A zaprezentowała ją publicznie sama kanclerz Niemiec Angela Merkel, jednocześnie szefowa CDU.
Jakie treści dokumentu tak zbulwersowały polskich polityków?
Po pierwsze, Niemcy uważają, że "obowiązująca w Unii Europejskiej swoboda wyboru miejsca zamieszkania i osiedlania się jest krokiem w kierunku urzeczywistnienia prawa do ojczyzny również dla niemieckich wypędzonych". Po drugie: "Wypędzenia każdego rodzaju muszą zostać potępione na płaszczyźnie międzynarodowej, a naruszone prawa muszą zostać uznane".
Po trzecie, Niemcy chcą silniejszego wpływu swojego języka w UE, który ich zdaniem wypierany jest przez języki francuski i angielski.
Odezwa w sprawie niemieckich wypędzeń wzbudziła oburzenie polityków polskiej prawicy równe temu, jakie towarzyszyło artykułowi w tygodniku "Der Spiegel" o europejskich pomocnikach Hitlera, do których mieli też należeć Polacy. - A premier Donald Tusk milczy i jest to milczenie haniebne - grzmiał w rozmowie z "Polską" europo- seł Ryszard Czarnecki z PiS. I twierdził: - Jeśli ze strony PO nie będzie żadnej reakcji, nie będzie potępienia tej odezwy ani odcięcia się od takiego myślenia, to będzie znaczyło, że Platforma akceptuje, żyruje i uwiarygodnia stanowisko Niemców.
Czarneckiemu wtórował w internecie Adam Bielan, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i równocześnie rzecznik prasowy PiS. Na swoim blogu pytał: "Ciekawe, kiedy pojawią się oświadczenia domagające się od nas płacenia Niemcom odszkodowań za żołnierzy Wehrmachtu poległych w ataku na Polskę we wrześniu 1939 roku. A może niedługo dowiemy się, że to Polska zaatakowała Niemcy?".
Co na to politycy PO? W rozmowie z "Polską" bagatelizowali niemieckie dążenia do międzynarodowego potępienia wypędzeń. - Spokojnie, ta odezwa to objaw przedwyborczej gorączki w kampanii do Parlamentu Europejskiego - mówi wiceprzewodniczący Platformy Waldy Dzikowski.
- Nie podchodziłbym do niej w sposób tak emocjonalny. Zalecałbym rezerwę i dystans.
Jacek Saryusz-Wolski, wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, choć odezwy nie czytał ani o niej nie słyszał, również kampanią wyborczą tłumaczy brak stanowiska swojej partii w tej sprawie. - Gdyby nie wybory, na pewno odpowiedzielibyśmy Niemcom - mówi.
Jedynie europoseł Tadeusz Zwiefka ma zamiar wysłać oficjalny list protestacyjny do CDU i CSU. Sęk w tym, że w ubiegłym roku Zwiefka stał się negatywnym bohaterem reportażu niemieckiej telewizji RTL. Jej dziennikarze pokazali, że zamiast obradować w europarlamencie, podpisuje tylko listę obecności, kasuje 284 euro i leci do Polski. Dziś o niemieckiej odezwie mówi jednak twardo.
- To bardzo zły dokument. Nie jestem w stanie uznać niemieckich przesiedleń za wypędzenia - przyznaje eurodeputowany. - To Niemcy wywołały wojnę, spowodowały śmierć milionów ludzi i zgotowały taki los swoim obywatelom.