Menu Region

Dyskusja o historii nie może zasłonić przyszłości

Dyskusja o historii nie może zasłonić przyszłości

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog

1Komentarz Prześlij Drukuj
Ostatnie dwa tygodnie przebiegały pod znakiem odkrywania historii. I dobrze się stało, że odchodzimy od prostych mitów oraz poznajemy złożoność końca PRL-u. To jest znacznie ciekawsze.
Opisanie połączenia rewolucji oddolnej, czyli Solidarności, i rewolucji odgórnej, związanej z przechodzeniem aparatu politycznego do kapitalizmu politycznego, daje nam pełniejszy obraz upadku komunizmu w Polsce. Sądzę, że to jest pierwsza dyskusja z tej serii. Bo przecież także wokół procesu gen. Wojciecha Jaruzelskiego będzie toczyła się debata, która pokaże kontekst geopolityczny stanu wojennego.

Ważne jest także, że ostatnie wyroki i publikacje nazywają rzeczy po imieniu. Czarne staje się czarnym, a białe białym. Tu nie chodzi nawet o karanie, ale o odejście od pojmowania komunizmu jako pełnego miłego absurdu państwa z filmów Stanisława Barei. Powraca pamięć komunizmu jako systemu totalitarnego, w którym ginęli ludzie. Także w latach osiemdziesiątych.

Przypomnienie sprawy zabójstwa Stanisława Pyjasa ponownie pokazuje nam metody działania komunistycznego aparatu. Pamiętajmy, że dziś jest ostatni moment, by te zbrodnie wyjaśnić. Przecież ostatnia dekada komunizmu pochłonęła ponad sto ofiar. Wiele z tych zbrodni zostało już udokumentowanych przez komisję Rokity. Te dokumenty gdzieś są i należy do nich wrócić.

Jesteśmy w dobrym momencie, by przeciąć strach związany z rozliczaniem przeszłości. Jestem przekonana, że od rozprawienia się z historią odsunęła nas polityka przebaczania. Mam wrażenie, że było tego za dużo.

Bardzo żałuję jednak, że wszystkie emocje skierowane są dziś na historię. Nie możemy żyć przeszłością. Dziś najważniejsza jest przyszłość, czyli podpisanie traktatu lizbońskiego. Dziś pod pałacem prezydenckim powinny odbywać się demonstracje z transparentami: "Podpisz!". Opinia publiczna powinna dziś naciskać na Lecha Kaczyńskiego, by ratyfikował traktat, który już wcześniej przecież podpisał i podobno negocjował.

My wszyscy, milcząc na ten temat, pozwalamy prezydentowi na kluczenie. Jego uniki nie dość, że niszczą jego pozycję w Europie, to są jeszcze po prostu niepoważne i bardzo niebezpieczne. Mam wrażenie, że wynika to z niedokładnego przeczytania traktatu.

To samo zresztą dotyczy premiera. Donald Tusk powinien natychmiast przynieść prezydentowi ustawę kompetencyjną, by Lech Kaczyński mógł ją podpisać. W ten sposób jak najszybciej trzeba zamknąć spór wokół traktatu.

Sprawa jest bardzo poważna. Oczy całej Europy są dziś zwrócone na Polskę. Nasza ratyfikacja daje Unii szansę na uruchomienie procedury ratunkowej. Jeśli tylko dwa kraje z dwudziestu siedmiu nie przyjmą traktatu, to istnieje procedura ratunkowa. Może nastąpić ponowne głosowanie dwudziestu siedmiu premierów wchodzących w skład Rady Europy. Jeżeli wszyscy potwierdzą to, co podpisali w Lizbonie, wówczas traktat wchodzi w życie.

A muszę powiedzieć, że jest co ratować. To dobry traktat, który wzmacnia państwa, odchodzi od federacji, wprowadza nowe mechanizmy koordynacji. Co więcej, te mechanizmy już działają, tylko na niskim poziomie zinstytucjonalizowania. Ten traktat jest najlżejszą formułą zachowania przez Europę wspólnej formuły działania, uzyskania przez nią poważnej roli geopolitycznej.

Wybrano dobre rozwiązania, które odchodzą od tego, co znalazło się w konstytucji europejskiej. Rezygnuje na przykład z ujednolicania relacji między państwem a rynkiem. Rozwiązania te, wzięte z najbardziej rozwiniętych krajów, nie zawsze przystawały do takich państw jak Polska. To utrudniło nam formowanie kapitału, bo pochodziło z innej fazy rozwoju. Obecne regulacje coraz bardziej dopasowują się do lokalnych warunków.

Traktat lizboński jest dla Polski korzystny. Autonomizuje biurokrację unijną, ale wobec najsilniejszych krajów daje jej możliwość reprezentowania interesów całości Unii czy średnich państw, jak Polska. To daje nam dodatkowe narzędzia realizowania polityki międzynarodowej, nawet przy nienajlepszych relacjach bilateralnych. To było już widać przy okazji rozstrzygnięć w sprawie energii.

Polska w tej chwili chce pójść za głosami Wielkiej Brytanii, gdzie konserwatyści chcą pogrzebać traktat. Tylko że Brytyjczycy mają własną energię i nie sąsiadują z Rosją.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Polacy potrafią tylko babrać się w przeszłości

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pati (gość)  •

Na początek: tytuł tekstu nie jest adekwatny do treści.
A z panią profesor Jadwigą Staniszkis pierwszy raz od dawna zgadzam się. Wystarczy przejrzeć polskie portale prasowe i poratale zachdonich mediów by dojść do wniosku, że babrzemy się tylko w przeszłości. Ok - rozliczajmy i zajmujmy się PRLem, ale odnoszę wrażenie, że Polacy tylko to potrafią Dlaczego nie piszecie, albo jesli piszecie to tak miało i trzymajac się wyświechtanych stereotypów o tym co się dzieje w gospodarce światowej? A to przekłada się już na budżety polskich rodzin. Pewnie zarabiacie w tej Warszawce tyle, że dla Was jest bez znaczenia czy żywność drożej czy nie. A dla Waszych czytelników do których się zaliczam ma. Na świecie o tym sie dyskutuje - i to można wskazywać na przykładzie większosci tytułów europejskich. Nie mówiąc już o stanach gdzie sprawy gospodarcze, zawsze są obecne.

odpowiedzi (0)

skomentuj