Menu Region

Piskorski szykuje swój come back

Piskorski szykuje swój come back

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wiktor Świetlik

2Komentarze Prześlij Drukuj
Byłego prezydenta Warszawy nie opuszczają wielkie ambicje polityczne. Chce je spełnić, tworząc nową partię - pisze Wiktor Świetlik
Prezydentura stolicy, dwie kadencje w Sejmie i kadencja w europarlamencie. Dla wielu mogłoby się to wydawać spełnionym życiorysem politycznym. Ale nie dla Pawła Piskorskiego, który miał być cudownym dzieckiem polskiej polityki, a później stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych uczestników polskiego życia publicznego.

Ludzie, którzy niegdyś związali swe życie z byłym prezydentem Warszawy, marzą o come backu.
To dziesiątka byłych działaczy PO, która w kwietniu 2006 wyleciała wraz z Piskorskim z Platformy, to również inni jego zwolennicy, którzy przycupnęli w strukturach regionalnych partii. Do najbliższych współpracowników należą Jan Artymowski, były lider Młodych Demokratów, od lat będący z Piskorskim na dobre i na złe, związał się z nim jeszcze na początku studiów, mniej więcej dekadę temu.

To Maciej Białecki, prezes Stowarzyszenia Obywatele dla Warszawy. To Sławomir Potapowicz, były wiceszef mazowieckiej PO. Dziś chcą wbić się klinem między Platformę a SLD i stworzyć nową, trwałą formację centrolewicową. Tylko czy Piskorski może im zaoferować spełnienie tych marzeń?

On sam w rozmowie z "Polską" się nieco kryguje. Ale jego otoczenie nie kryje, że inicjatywa mogąca ociosać lewe skrzydło Platformy miałaby wielką zaletę z jeszcze jednej przyczyny. Byłaby ciosem dla Donalda Tuska, który niegdyś wyrzucił piskorczyków ze swojej partii. Byłaby zemstą.

- Bardzo cenię Pawła Piskorskiego. Jest wybitnie utalentowany. Ale by jeszcze odegrać istotną rolę w polityce, musi przezwyciężyć problem braku wiarygodności - mówi Andrzej Olechowski, niegdyś jeden z trzech tenorów PO. Czy więc czarna legenda Pawła Piskorskiego zacznie umierać?

Niewątpliwie tak się stanie w organach sprawiedliwości, bo Piskorskiemu bardzo trudno cokolwiek udowodnić. Jak ustalili dziennikarze "Polski", akt oskarżenia ominie go w kolejnej już sprawie, w której pojawiały się wątpliwości i spekulacje co do jego osoby. Chodzi o słynny warszawski klub Labirynt, którego właścicielem był Włodzimierz F. Klub, w którym latami rozlewano wódkę bez koncesji, stał się symbolem stołecznej korupcji.

Restaurator miał zawdzięczać bezkarność właśnie dobrym kontaktom z politykami i łapówkom. Klubu nie udawało się zamknąć kolejnym władzom stolicy, Piskorski obiecywał to nawet w kampanii, ale zrobił to dopiero jego następca Lech Kaczyński.

A to przecież tylko wierzchołek tego, co zarzucano prezydentowi Warszawy. Udostępnienie gruntów budowlanych spółdzielni Dembud, nieprawidłowości przy przetargach na mosty Świętokrzyski i Trasę Siekierkowską, stworzenie "układu warszawskiego". To wszystko miało zaprowadzić Piskorskiego wprost za kratki. On sam przez cały czas twardo zaprzeczał zarzutom. I faktycznie, niczego mu nie udowodniono.

To też ułatwia Piskorskiemu marzenie o powrocie do wielkiej polityki. - Jeszcze nie powiedział nie tylko ostatniego, ale i przedostatniego słowa - zapowiadają jego polityczni przyjaciele.

Pierwszym testem będą zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego. Piskorczycy twierdzą, że w sumie mogą liczyć na mniej więcej tysiąc, a nawet półtora tysiąca działaczy w całej Polsce. To po części ludzie poukrywani w PO, po części działacze dogorywających Partii Demokratycznej i Socjaldemokracji RP. - Dariusz Rosati, profesor Bronisław Geremek - Paweł Piskorski wymienia potencjalnych sojuszników.

Ale myśli też o przyciągnięciu do nowej formacji kilku znaczących osób spoza PD. Przede wszystkim o Andrzeju Olechowskim, ale też o Robercie Smoktunowiczu, który dziś orbituje wokół PD. Piskorczycy marzą o Palikocie: - Tusk ma z nim same problemy, Palikot rozmija się często z Platformą z powodu lewicowych poglądów. Trzymają go tylko ze względu na jego pieniądze, ale prędzej czy później może odejść lub wylecieć z PO. Dla nas byłby to świetny sojusznik.

Ale Olechowski nie planuje powrotu do polityki. Inni też nie wyrywają się z akcesem. Pytany przez nas Robert Smoktunowicz początkowo był nastawiony sceptycznie wobec centrolewicowej inicjatywy Piskorskiego, o której zresztą dowiedział się od nas. Ale potem skonsultował się telefonicznie z Piskorskim i jego stosunek do pomysłu na nową formację nieco się ocieplił, choć nadal uważa, że nie jest to jeszcze czas na realizację takich zamierzeń. Piskorski od zawsze miał dar przekonywania.
Szum wokół byłego prezydenta stolicy nie niepokoi wicepremiera Grzegorza Schetyny. - Na ugrupowanie między PO a SLD nie ma miejsca, Piskorskiemu chodzi tylko o reelekcję - podkreśla.

Marcin Meller, dziś naczelny "Playboya", z byłym prezydentem Warszawy przyjaźni się od czasu pierwszego roku studiów na Wydziale Historii UW i działalności w strukturach NZS. Piskorski miał być w przyszłości - marzyli - premierem, a Mellerowi miała przypaść funkcja rzecznika rządu. - Wyjątkowo lojalny i świetnie zorganizowany - Meller wspomina dwie najważniejsze cechy Piskorskiego.

Piskorski wówczas nosił ksywkę Wódz. I taką przyszłość w skali kraju wróżyli mu koledzy. Nie wątpią zresztą, że taką ambicję wciąż nosi w sercu. Ale dziś, pomimo całej inteligencji i pracowitości, Pawłowi Piskorskiemu niełatwo będzie spełnić te ambicje.


Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Banicja nie szkodzi

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

melania (gość)  •

Banicja nie zaszkodziła Piskorskiemu - solidnie przytył i jakos tak... wydoroślał. Oby tak dalej! :)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Przytył

+1 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ela (gość)  •

w kierunku Orwela idzie

odpowiedzi (0)

skomentuj