Wałęsa jeździ na spotkania eurosceptyków, a jego syn kandyduje z PO (© Edyta Ganc/POLSKA)
Barbara Szczepuła, Jacek Klein
2009-05-13 23:56:31, aktualizacja: 2009-05-14 13:53:05
Lech Wałęsa wyleciał do Madrytu na dzisiejszą konwencję eurosceptycznej partii Libertas finansowanej przez irlandzkiego multimilionera Declana Ganleya. Twierdzi, że nie robi tego dla pieniędzy.
Chce dyskutować z eurosceptykami o przyszłości Europy. Wczoraj rozmawiał też o Rosji z byłym mistrzem szachowym Garrim Kasparowem. Zadeklarował, że chętnie pojedzie do Rosji, by poprzeć tamtejszą opozycję.
- Tak, jadę do Madrytu, by podyskutować z przedstawicielami ugrupowania Libertas - przyznał przed wyjazdem do Hiszpanii Wałęsa. - Jestem oczywiście zwolennikiem Unii Europejskiej, ale chcę znać także argumenty tych, którzy chcą unijnym decydentom patrzeć na ręce. Kontrolować.
Jak przekonuje, kontrola jeszcze nikomu nie zaszkodziła, przeciwnie, w wielu wypadkach pomogła. - Nikt nie ma patentu na mądrość. Nawet unijna "rada mędrców". Owszem, jestem w tej radzie, ale to nie znaczy, że jestem zamknięty na inne argumenty - powiedział.
Po Madrycie najbliższa konwencja Libertas odbędzie się 23 maja w Warszawie. Nie wiadomo, czy były prezydent się na niej stawi. Udział Lecha Wałęsy w zjazdach partii Libertas (już po raz drugi, niedawno gościł na konwencji w Rzymie) jest kłopotliwy zwłaszcza dla Platformy Obywatelskiej, która popiera traktat lizboński. Z list tej partii do europarlamentu z Pomorza startuje zresztą syn Lecha Wałęsy Jarosław.
- Wyjazd Lecha Wałęsy nie jest dobrym posunięciem - ocenia Tadeusz Aziewicz, pomorski poseł PO.- Trudno mówić prezydentowi, co ma robić, ale kolejna eskapada może okazać się plamą na jego wizerunku. Ale Platformie ten wyjazd nie zaszkodzi. Nieoficjalnie politycy PO przyznają jednak, że udział Wałęsy może być odczytany jako wsparcie dla Libertas, a to bardzo niezręczna dla nich sytuacja. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stwierdził nawet, że były prezydent rozmienił się na drobne, a na kongresy jeździ prawdopodobnie dla pieniędzy.
Prezydent nie zdradza, ile dostaje za jeden wykład, ale mówi się, że nawet 100 tys. euro. - Widać, że za pieniądze Lech Wałęsa jest gotów mówić rzeczy sprzeczne z tymi, które wygłasza za darmo - mówi Jacek Kurski, poseł PiS. - To bardzo przykre. Prezydent szkodzi przede wszystkim sobie, ale jest to także kompromitacja ideałów Solidarności.
- Jeśli pan Wałęsa jest do kupienia za 100 tysięcy, to ja daję 110 - wypalił Janusz Palikot, deklarując zapłacenie Wałęsie takiej kwoty, aby ten tylko nie jechał do Madrytu. Wałęsa nie zamierza skorzystać z oferty posła PO. - Ja nie za pieniądze jadę, ja jadę z przekonaniem - stwierdził. Dopytywany, czy przekonał się do Libertas, odparł, że wręcz przeciwnie i jedzie właśnie po to, żeby członkom partii Ganleya to zakomunikować.
Krytyki się nie boi. Co więcej, twierdzi, że to z jej powodu uczestniczy w kolejnym kongresie Libertas. - Niczego się nie boję oprócz Pana Boga. Ubliżano mi już wielokrotnie, mówiono, że się sprzedałem, a ja po prostu realnie patrzę na Unię Europejską - tłumaczy. - Nie szkodzę Platformie, popieram premiera Tuska, ale nie bezkrytycznie. Natomiast Libertas nie popieram, ale mu się przyglądam.
Potwierdzając swoje poparcie dla premiera, Wałęsa zdecydował, że weźmie udział w gdańskich obchodach dwudziestej rocznicy czerwcowych wyborów, ale dotrze do Gdańska dopiero po południu na spotkania i dyskusje na Ołowiance. Rano uczestniczyć będzie w posiedzeniu szefów państw Europy Środkowo-Wschodniej na Wawelu w Krakowie. Byłego prezydenta nie będzie więc pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Wałęsa uważa zresztą, że przeniesienie części obchodów do Krakowa to dobra decyzja.
- To było jedyne rozwiązanie wobec gróźb stoczniowej Solidarności. Nasze zwycięstwo zasługuje na szacunek, a nie na zadymy. Już dawno wycofałem się z Solidarności, bo nie pochwalam postępowania jej działaczy - oznajmił.
Wczoraj rano przed odlotem do Madrytu były prezydent zjadł w Gdańsku śniadanie z Garrim Kasparowem, byłym szachowym mistrzem świata i jednym z liderów rosyjskiej opozycji (jest założycielem ruchu Solidar-nost). - Wałęsa - mówi Kasparow - to legendarna postać, symbol zwycięstwa nad totalitaryzmem. Dlatego jest to dla mnie ważne spotkanie, bo ludzie żyjący na Zachodzie mają trochę zafałszowany obraz Rosji. Wolą wierzyć, że w naszym kraju wszystko idzie we właściwą stronę, a tymczasem następuje reaktywacja dyktatury!
Kasparow powiedział, że Wałęsa gotów jest przyjechać do Rosji. Zdaniem rosyjskiego opozycjonisty organizacja wizyty Wałęsy byłaby jednak "problematyczna", a władze rosyjskie mogłyby się zachować w sposób "nieprzewidywalny".