Menu Region

Jerzy Urban: PiS, jak SLD, była władzą kumplowską

Jerzy Urban: PiS, jak SLD, była władzą kumplowską

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki

Prześlij Drukuj
Z Jerzym Urbanem o ogonach polityków SLD, o Leszku Millerze całującym się z Lwem Rywinem, o Sławomirze Sierakowskim, który ma przewrócone w głowie, o radości z przykrości sprawianej innym i o tym, kto jest misiem z Krupówek rozmawia Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki
Urban jest wciąż łysy, otyły, nadziany golonką i forsą?
Schudłem 7 kilo, ale też odchudził mnie kurs dolara. Dla przeciętnego Polaka dalej jestem nadziany. A z golonką też jest bez zmian.

Wciąż się Pan obżera?
Od święta.

Lewica się kończy, podobnie jak antyklerykalizm. Nikomu nie jest Pan już potrzebny. Urban się skończył?
No tak, jestem ma marginesie. Ale wciąż przyłożenie komuś jest moją jedyną przyjemnością zawodową.


Kiedyś ku własnej uciesze był Pan obiektem powszechnej nienawiści. Teraz przegrywa Pan nawet z Dodą.
E tam. Nadal wzbudzam gorące emocje u solidaruchów bliskich lewicy. Głównie tych, którzy nie odnieśli sukcesu.

Ludzie SLD też Pana nienawidzą?
Jestem tam niechętnie widziany. Miller aż się trzęsie z wściekłości na mój widok.

Bawi to Pana?
Nie, przykro mi, bo go bardzo lubię. Ostatnio na jakimś przyjęciu jego żona siedziała przez kilka godzin z tak nienaturalnie wykręconą szyją, byle tylko nie patrzeć na moją żonę.

Miller się zużył?
On już po tym, jak się zużył, zbłaźnił się. Jest nie tylko przegrany, ale i żałosny.

I kto to mówi? Zabójca Leszka Millera.
Przyłożyłem do tego rękę, ale on się sam zabijał. Millera krytykowałem bardzo życzliwie i rzeczowo.

Co Pan opowiada? Przyjaźnił się Pan z nim, a później wygadał wszystkie jego sekrety.

Bo cały dzień występował w telewizji i rzucał banały. A polityk, który jest stale na szkle, banalizuje się.

Banały? To skąd patologie w SLD?
Każda ekipa rządząca w każdym ustroju zachowuje się pod względem uczciwości tak, jak pozwala na to przyjęta w tej ekipie norma obyczajowa.

To w SLD byli żule?
Była to władza kumplowska. Ale bardziej kumplowskie były rządy PiS-u. SLD przynajmniej miał pewne zahamowania przez kompleksy postpeerelowskie.

W aferze starachowickiej nie było widać tych kompleksów?
To była mała powiatowa aferka, w którą sztucznie zostali wciągnięci protektorzy lokalnych bonzów.

W przypadku zabójstwa Olewnika okazuje się, że istnieją powiązania bandytów z lokalnymi bonzami SLD.
To jest też afera prowincjonalna, tylko jej tropy wskazują na powiązania, które przekreślają sens istnienia policji i prokuratury. To jest strasznie ciemna historia, której mechanizmy szalenie alarmują.

A Pan znał jakiegoś gangstera?
Znam wielu biznesmenów.

Pytaliśmy o gangsterów.
Zwykle większe biznesy w Polsce miały związek z jakimś przekraczaniem prawa.

To za rządów Aleksandra Kwaśniewskiego wielcy biznesmeni mieli w Polsce swoje eldorado?
Tak. Wtedy właśnie powstały najbardziej gęste powiązania między władzą a biznesem. To były związki towarzyskie, czasem biznesowe, choć te były zawsze bardzo ukrywane.

Co to znaczy gęste powiązania?
Przecież wiadomo, że władza SLD-owska bankietowała. Wielkie imprezy odbywały się też w Pałacu Prezydenckim. To były dwie, trzy imprezy rocznie, które gromadziły po kilkaset osób. Był też zwyczaj, że każdy z tych działaczy wyprawiał jakieś imieniny. To były publiczne bankiety, mniej więcej te same towarzystwa przenosiły się z lokalu do lokalu. Dużo się balowało.

I co? Interesy kręciło się na bankietach?
Nie wiem. Ale towarzystwo było dobierane według grubości portfela. Każdy z tych wybitnych SLD-owców miał swój dwór i ogon.

Kto był w czyim ogonie?
Nie powiem. Już i tak prawie nigdzie mnie nie zapraszają.

Ale to nie były zwykłe ogony władzy?
To były chorobliwe elementy funkcjonowania władzy. Opowiadał mi Kwaśniewski, jak wieczorem przejeżdżał obok kancelarii premiera i zobaczył, że u Millera palą się światła. Pomyślał, że nigdy u niego nie był jako prezydent i wszedł do kancelarii. Usiadł z nim na towarzyską rozmowę, a nagle wkroczył niezapowiedziany Kulczyk ze swoimi interesami.

A to były wesołe imprezy?
Jak dla kogo, dla mnie niespecjalnie.

Dlaczego?
Bo już wtedy mało piłem. Dla mnie wesołość była uzależniona od ilości wypitego alkoholu. Osłabłem w zdolności picia, toteż atrakcyjność życia towarzyskiego się dla mnie zmniejszyła.

Z SLD towarzysko Pan wypadł, a z Adamem Michnikiem jeszcze się Pan przyjaźni?

Spotykamy się.

I co u niego?
Głównie zajmuje się pisaniem. Funkcjonuje tam, gdzie ma największe powodzenie, czyli za granicą. Ostatnio był przejęty udziałem w wyborach w Gruzji.

Też zszedł ze sceny.
Szkoda. Michnik był dobrym pośrednikiem między różnymi politykami, między Kwaśniewskim i Millerem. Spełniał rolę pomostu. Ale ktoś w końcu musiał tę lewicę urobić, żeby stała się pronatowska i proeuropejska.

Świat Michnika skończył się?
Stracił dominującą pozycję.

To Olejniczak czy Napieralski już się Pana nie radzą?
No nie.

1 3 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się