Menu Region

Archeolog z Olkusza odnalazł zaklęty pierścień

Archeolog z Olkusza odnalazł zaklęty pierścień

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Alicja Renkiewicz

Prześlij Drukuj
"Jeden by wszystkimi rządzić , jeden by wszystkie odnaleźć" - te słowa opisujące niebezpieczny, zaczarowany skarb znają wszyscy fani tolkienowskiego Władcy Pierścieni. Czy równie niesamowity klejnot odnaleziono w Olkuszu?
Ładny, srebrny pierścionek. Na pozór taki, jak setka innych, które można kupić w sklepach jubilerskich. Tyle tylko, że ma około 300 lat i dwa dni temu archeolog z Olkusza wykopał go przy miejscowej bazylice. I teraz bardzo się go boi. Jerzy Roś nikomu nie daje pierścienia do ręki. Szybko chowa i straszy klątwą. Jego zdaniem dziwne, czasem tragiczne zdarzenia towarzyszące odkrywaniu tajemnic przeszłości to nie tylko literacka i filmowa fikcja.


Jak mówi, wiedzą o tym najlepiej właśnie archeolodzy, którzy na co dzień stykają się z przedmiotami sprzed wielu wieków. Jego 26-letnie doświadczenie zawodowe wskazuje bowiem, że igranie z pamiątkami historii może się skończyć tragicznie.

- Obrączka to zapewne pozostałość po pochówku jakiejś młodej kobiety - domyśla się Roś. - Cały teren wokół kościoła przez kilkaset lat od początku XIV wieku był cmentarzem, na którym chowano kolejne pokolenia olkuskich mieszczan - wyjaśnia podekscytowany.

Archeolog twierdzi, że co prawda twardo stąpa po ziemi, ale zaraz dodaje, że niektóre zdarzenia związane z zabytkowymi przedmiotami nie znajdują racjonalnego wytłumaczenia. Mówi o tym nie tylko na podstawie własnych doświadczeń. Zaznacza, że do oficjalnego obiegu rzadko trafiają niesamowite opowieści przekazywane sobie przez kolegów po fachu, które przeciętnemu słuchaczowi zjeżyłyby włosy na głowie.

Roś przytacza przypadek przyjaciela ze studiów, z którym wielokrotnie prowadził wykopaliska. - Robert niefrasobliwie założył na palec świeżo wykopany średniowieczny pierścień. Wychodząc z wykopu, uderzył głową o gałąź. Rana nie goiła się. Po kilku miesiącach zmarł na sepsę - opowiada archeolog. Te i inne wspomnienia badaczy historii nakazują Rosiowi daleko posuniętą ostrożność.
- Przekonałem się, że wykopany z ziemi zabytek to nie tylko materialna pozostałość po poprzednich pokoleniach, ale może mieć w sobie również potężny ładunek czegoś, co potocznie określa się jako magia - ocenia badacz z Olkusza.

W klątwy, zabobony, a nawet medyczne zagrożenia ze strony wykopalisk nie wierzy lekarz Marek Trzcionkowski. - Średniowieczne znaleziska nie stanowią większego zagrożenia. Te same bakterie bytujące w glebie mogą nas zaatakować nawet podczas prac we własnym ogródku - tłumaczy doktor.

Jednak archeolog jest pewien swego. Przypomina historię nastolatka ze Sławkowa, który ukradł z wykopalisk na terenie starego cmentarzyska ludzką czaszkę. Widniały na niej ślady po zadaniu ciosu ostrym narzędziem. Kilka dni później, jadąc na motocyklu, chłopak został poważnie ranny w wypadku. Zdjęcia rentgenowskie wykazały, że rana na jego głowie do złudzenia przypomina uszkodzenie na skradzionej czaszce pochodzącej sprzed kilkuset lat. To nie koniec: ranny zapadł w śpiączkę.

Wybudził się dopiero, gdy matka odnalazła czaszkę w jego pokoju i oddała archeologom. Ci ponownie zakopali ją na średniowiecznym cmentarzysku. Dopiero wówczas chłopak wrócił do zdrowia.

Archeolog z Olkusza mówi, że w te historie można wierzyć lub nie. Sam jednak woli dmuchać na zimne. Zwraca uwagę, że przecież słynne wydarzenia towarzyszące otwarciu grobowców Tutenchamona w Egipcie czy Kazimierza Jagiellończyka pokazują złowrogie oblicze dawnych dziejów.
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama