Producent specyfiku tamiflu, odpowiedniego do stosowania w przypadkach tzw. nowej grypy, zakomunikował, że wstrzymuje dostawy, żeby zapewnić stałe zaopatrzenie w lek w szpitalach.
W Indiach rozdziałem leków na grypę zajął się rząd. Chodzi o to, żeby preparaty dotarły do najbardziej potrzebujących. Tyle że tamiflu i relenza, uznawane za jedyne leki na zmutowany wirus, mogą nie uchronić świata przed przyszłą pandemią. Zarazek grypy znany jest z tego, że szybko nabywa odporności na nowe lekarstwa.
Już w zeszłym roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że tamiflu nie radzi sobie z wirusem jednego z nowych szczepów grypy.
WHO nie wycofała jednak swej rekomendacji dla preparatu jako leku na ptasią grypę, zakażenia wirusem H5N1.
Eksperci WHO byli zaskoczeni, że wirus zwykłej grypy sezonowej (podobnej do szczepu świńskiej grypy H1N1) okazał się wysokoodporny na tamiflu. W USA ustalono rok temu, że 5 proc. infekcji grypowych nie udaje się wyleczyć tamiflu. W Kanadzie 6 proc. próbek było odpornych na ten lek.
Z danych europejskiego centrum ECDC wynikało, że spośród 148 próbek wirusa grypy A, zebranych w 10 krajach Europy w listopadzie i grudniu 2007 r., 19 okazało się niewrażliwymi na tamiflu. Najwięcej w Norwegii (75 proc.).
Choć tamiflu jest sprzedawane tylko na receptę lekarską, w internecie można łatwo lek kupić bez niej. Amerykańskie apteki sieciowe zanotowały pod koniec zeszłego tygodnia zwyżkę sprzedaży tamiflu (oseltamivir) o 600 proc. Koszt zakupu opakowania to 160 dol.
Lekarze ostrzegają, że tamiflu i relenza mają wiele efektów ubocznych. Mogą powodować stany bliskie paranoi, delirium, halucynacje, samookaleczenia, przerażenie. W Japonii kilka lat temu prowadzono śledztwo w sprawie fali (ok. 2 tys. przypadków) samobójstw nastolatków, które przed śmiercią leczono tamiflu. Podobne ostrzeżenia publikowało już trzy lata temu amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC). Zalecono zamieszczenie informacji o skutkach ubocznych na ulotce dostarczanej wraz z lekiem.
Poza tamiflu i relenzą nie ma dziś innych leków dających nadzieję na walkę ze zmutowaną grypą. Z danych Roche Group wynika, że w ciągu kilku ostatnich lat kraje świata zdążyły zmagazynować tamiflu jedynie dla około 220 mln ludzi. Firma GlaxoSmithKline nie podała, ile zapasów relenzy mają rządy.
Eksperci medyczni obawiają się, że wiele biedniejszych państw ma niewystarczające zapasy tamiflu i relenzy, co nie pozwoli im skutecznie przeciwstawić się ewentualnej epidemii. Tylko duże kraje, takie jak Japonia, Wielkiej Brytania czy USA, już wcześniej zgromadziły tyle leków typu tamiflu, że wystarczy im na kurację od 25 proc. do 75 proc. swych obywateli (takimi zasobami szczyci się np. Zjednoczone Królestwo).
Według agencji AP, Gwatemala, Indonezja czy wspomniane Indie posiadają w rządowych magazynach lekarstw jedynie dla mniej niż 2 proc. swej populacji.
Wielka Brytania czy Francja nie obawiają się przyznać, ile dawek leków na grypę mają w żelaznych zapasach. Polski rząd utrzymuje takie dane w największym sekrecie. To budzi obawy, że nowoczesnych leków na grypę jest w rezerwie państwowej bardzo mało.
W 2005 r. dr Frederick Hayden, ekspert od grypy z University of Virginia, wyliczył, że potrzeba aż dziesięciu lat, żeby wytwórcy leków wyprodukowali oseltamivir dla 20 proc. populacji świata. Polska złożyła na niego zamówienie cztery lata temu. Rok później niż sąsiednie Czechy.
Leki typu tamiflu są drogie. Wielu niezbyt bogatych krajów nie stać na kupowanie ich w masowych ilościach i magazynowanie na okoliczność ewentualnej epidemii. Tamiflu może być potencjalnie efektywnym remedium na ciężką grypę, jeśli zostanie podane w ciągu 48 godzin od wystąpienia symptomów choroby. Państwa, które nie posiadają sprawnie działającej służby zdrowia, sieci nowoczesnych laboratoriów diagnostycznych, nie są w stanie wykorzystać ewentualnych zapasów leków. Tak twierdzi prof. Elspeth Garman z Oxford University, autorka ważnego raportu z 2001 r., który zmusił rząd Wielkiej Brytanii do zainwestowania w zapasy preparatów antywirusowych. Wtedy chodziło jeszcze o obronę przed ewentualną epidemią ptasiej grypy.
Wiele osób na świecie biega dziś gorączkowo od apteki do apteki w poszukiwaniu cudownych leków, które mają ich uchronić przed przyszłą epidemią. Nie mając pojęcia, że tamiflu czy relenza nie leczą żadnej z obecnych odmian grypy. Uważa się jednak, że preparaty te mogą być efektywne w przypadku nowych wirusów. Nie wiadomo jednak nadal, jak bardzo będą skuteczne i o ile obniżą np. ryzyko pogrypowych komplikacji, takich jak zapalenie płuc.
Z danych z lutowego raportu brytyjskiego NICE wynika, że oseltamivir redukował jedynie objawy grypy o 0,68 dnia a zanamivir (fachowa nazwa relenzy) o 0,71 dnia. Z innych badań wynika, że większe dawki oseltamiviru (150 mg dziennie) powstrzy-mywały symptomy grypy o 73 proc. w stosunku do osób łykających placebo. O 62 proc. u pacjentów, którym podawano 150 mg relenzy. Obydwa środki sprawdzały się dobrze jako leki prewencyjne, podawane zapobiegawczo osobom, które przebywały w towarzystwie osób już zarażonych grypą.
Ani tamiflu, ani relenza nie chroniły jednak pacjentów całkowicie przed infekcją.