Menu Region

Dr Lorkowska-Precht: Matka nie może wyglądać jak córka

Dr Lorkowska-Precht: Matka nie może wyglądać jak córka

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anna Bimer

Prześlij Drukuj
Do niedawna upiększanie operacyjne było przywilejem spadkobierców wielkich fortun i gwiazd filmowych. Dzisiejsza dermatologia estetyczna jest czymś innym niż chirurgia plastyczna w dawnym stylu. Nie używa skalpela, nie zostawia blizn. I jest dużo tańsza. Na wiele zabiegów mogą sobie pozwolić nawet osoby o całkiem przeciętnych zarobkach. I coraz częściej z tej możliwości korzystają.
Jak unikać przesady w poprawianiu urody, mówi dr Marzena Lorkowska-Precht z warszawskiego gabinetu Artismed.

- Zastrzyki z botoksu czy pochodnych kwasu hialuronowego coraz więcej osób traktuje jak zabiegi higieniczne. Co warto wiedzieć, żeby nie zapędzić się jak Michael Jackson?
Dr Marzena Lorkowska-Precht: Pacjenci korzystający z zabiegów dermatologii estetycznej szybko przyzwyczajają się do swojego poprawionego wyglądu. Po pewnym czasie zapominają, jak było wcześniej, i wydaje im się, że znów potrzebna jest korekta. I tu ważna jest rola lekarza, który obiektywnie oceni sytuację i wyperswaduje dalsze zmiany. Ale to wymaga przestrzegania zasad etyki zawodowej. Bo, nie oszukujmy się, kolejny zabieg oznacza dla lekarza kolejny zarobek. A czasem uczciwość nakazuje odmówić.

Uczciwość, a przede wszystkim przysięga Hipokratesa.
Różnie z tym bywa. Są lekarze, którzy medycynę estetyczną traktują niemal usługowo i wyznają zasadę: robię to, co zamawia klient.

Jak trafić zatem w gabinecie na sensownego lekarza?
Najlepszym sposobem jest korzystanie z referencji koleżanek, które po zabiegu dobrze wyglądają.

Dochodzimy do sedna: dobrze, czyli?
Czyli świeżo, a nie jak świeżo zrobione. Nie chodzi o uzyskanie efektu maski. Rezultat pracy ma być naturalny, właściwie niewidoczny. Bardzo dużo zależy od wieku. O ile u młodych dziew- czyn, które chcą powiększyć usta, można trochę poszaleć, o tyle u dojrzalszych kobiet - już mniej, a u mocno dojrzałych pań trzeba się bardzo hamować. Nie ma nic gorszego niż wstrzyknięcie w usta matki tej samej dawki preparatu, co w usta córki. Kobieta po czterdziestce nie powinna nosić się jak nastolatka, bo efekt może być żałosny. Inaczej wygląda zrobiony biust u dwudziestki, a inaczej u pięćdziesiątki.

Czy pacjentka chcąca się "odświeżyć" powinna przyjść umalowana, czy w stanie tzw. naturalnym?
Najlepsza jest wersja codzienna. Wtedy mamy szansę ocenić, jak się kobieta nosi i maluje. Bo zdarza się, że przychodzi pacjentka kompletnie sautě, prosi o znaczne ingerencje, a potem do poprawek dochodzi makijaż i okazuje się, że nie jest dobrze.

Co powinno pacjentkę zniechęcić do gabinetu i lekarza? Co powinno być sygnałem, że lepiej wyjść?
O warunkach sanitarnych mówić nie będę, bo to oczywistość. Rękawiczki jednorazowe na rękach lekarza to obowiązek. Ampułka z kwasem hialuronowym ma postać gotowej strzykawki i jest jednorazowa. Musi być otwarta z foliowej torebki przy pacjencie. Z botoksem jest inaczej: pobiera się go tyle, ile trzeba, z większej ampułki. Po preparat trzeba nieraz wyjść do lodówki umieszczonej poza gabinetem. Ale kilkakrotne wychodzenie z gotową strzykawką pod jakimś pretekstem powinno wydać się podejrzane. Warto też ostrożnie podchodzić do gabinetów w mniejszych miejscowościach, gdzie botoks robiony jest na przykład nie częściej niż dwa razy w tygodniu, a w recepcji słyszymy, że można poddać się zabiegowi każdego dnia. W takiej sytuacji zachodzi podejrzenie, że zostanie nam podany preparat otwarty kilka dni temu. Istnieją też reguły dotyczące ułożenia pacjentki podczas zabiegów. Teoretycznie botoks można podawać na leżąco, na półleżąco, na siedząco, ale na pewno pacjent musi siedzieć, kiedy go oglądamy przed zabiegiem. W pozycji leżącej zamazują się linie i bruzdy. Jeśli chodzi o wypełnienia, trzeba je robić pacjentce siedzącej.

Co powinno nas zachęcić do gabinetu czy kliniki?
Powiem, czego ja sama bym oczekiwała po pierwszej wizycie. Chciałabym wyjść z planem zabiegów i pielęgnacji komplementarnej, obejmującej także suplementację diety na kilka lat. Oczekiwałabym pokierowania moim wizerunkiem i planu działania z uwzględnieniem tego, czego sama nie potrafiłabym przewidzieć, np. że potrzebna będzie korekta opadających powiek.

Który z zabiegów medycyny estetycznej może być groźny dla zdrowia?
Teoretycznie każdy. Jeśli przesadzimy, będzie efekt nienaturalnego wyrazu twarzy, wiecznego zdziwienia itp. Jeśli źle podamy toksynę botulinową, może opaść powieka, co powoduje na kilka tygodni efekt podwójnego widzenia. Wtedy pacjentka musi pójść na zwolnienie. Ryzykowne są wszystkie ukłucia w obrębie oka. Trzeba wiedzieć, że jedna toksyna rozchodzi się do pół centymetra wokół miejsca wkłucia, a inna na szerszym obszarze i jest mocniejsza. Trzeba uprzedzać pacjentów o pewnych zależnościach związanych z mimiką. Musimy uświadomić osobie o skłonności np. do worków pod oczami, że jeśli wstrzyknie się botoks w tzw. kurze łapki, czyli zmarszczki odchodzące promieniście od zewnętrznych kącików oczu, to one wprawdzie znikną, ale worki będą dwa razy większe.

Czy lata doświadczeń nie mówią więc, że na te pierwsze oznaki starzenia, jak właśnie kurze łapki, lepiej machnąć ręką, skoro niwelując je, prowokujemy tworzenie się zmarszczek zastępczych?
Jeśli korzysta się z dobrodziejstw kosmetyki estetycznej z umiarem - nie ma problemu. W gorszym stanie są twarze pacjentek, które od lat robiły się "na blachę". Wtedy widać, że mimika poszła w innym kierunku. Zamiast kurzych łapek na zewnątrz oka marszczy się nos przy wewnętrznych kącikach oczu. To też jest defekt do poskromienia, ale do naprawy mamy więcej.

Co warto wiedzieć o niebezpieczeństwie stosowania wypełniaczy, czyli pochodnych kwasu hialuronowego?
Nie każdą bruzdę wypełnią, bo nie wszystkie wynikają ze zwiotczenia starzejącej się skóry. Niektóre są wrodzone, wpisane w mimikę. I rzecz najważniejsza: nie należy sięgać po wypełniacze trwałe, które nie są pochodną kwasu hialuronowego. Lata praktyki pokazują, że żaden nie jest bezpieczny, a poza tym twarz zmienia się z upływem czasu. Dobrze jest móc korygować również wypełnienia, a nie zostać ze sztucznym, niezmiennym obszarem w zmieniającej się twarzy. Proszę sobie wyobrazić starą kobietę z ustami wypełnionymi na stałe wiele lat temu. Groteska.

Na rynku pojawiło się wiele substancji wypełniających. Wszystkie tej samej klasy?
Są 3-4 preparaty godne zaufania: surgiderm, restylane, juvederm i tosyal. Inne mogą być nieprzewidywalne.

Od czego zacząć "renowację": od botoksu, który rozświetli spojrzenie? Od wypełnienia policzków, bo to podniesie kąciki ust, a więc usta lepiej zrobić w drugiej kolejności?
Najpierw warto sięgnąć po zabiegi pielęgnacyjne - mikrodermabrazję czy pilingi, które pobudzają skórę do auto- odnowy. Trzeba sprawdzić, ile tkwi w niej rezerw, a dopiero potem wspomagać substancjami zewnętrznymi. Kolejność iniekcji zależy od twarzy, czasem jedno wstrzyknięcie w policzki robi więcej niż dwie strzykawki wprowadzone w bruzdy okołonosowe.

Do niedawna szyja i dłonie zdradzały wiek kobiety.
Dziś na dłonie i szyję mamy pilingi lub mezoterapię. Ważny jest też dekolt. Zwłaszcza przy obfitym biuście podnoszonym push-upami. Pojawia się brzydki trójkąt między piersiami. Na ten mankament pomogą te same zabiegi co na szyję. Dla szyi zbawienny bywa botoks. Podaje się go w chudą, tzw. żylastą szyję, żeby zmniejszyć napięcie uwypuklonych strun.

C