Menu Region

Euromajdan jest bardzo zdeterminowany. To się szybko nie...

Euromajdan jest bardzo zdeterminowany. To się szybko nie skończy [RELACJA Z KIJOWA]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Agaton Koziński z Kijowa

Prześlij Drukuj
- Nie rozejdziemy się na Boże Narodzenie - mówią protestujący. I czekają na nawet drobny gest poparcia z Polski i Unii Europejskiej.
Euromajdan jest bardzo zdeterminowany. To się szybko nie skończy [RELACJA Z KIJOWA] Euromajdan jest bardzo zdeterminowany. To się szybko nie skończy [RELACJA Z KIJOWA]

(© Ivan Sekretarev/ap)

Opis: Ludzie na Majdanie są dobrze zorganizowani. Partie opozycyjne utworzyły swoje sektory. Są toalety, przenośne kuchnie polowe, koksowniki, przy których można się ogrzać. Entuzjazm nie stygnie
To się szybko nie skończy. Kilka godzin spędzonych ma Majdanie w Kijowie wystarczy, by przekonać się, że zgromadzeni na nim Ukraińcy naprawdę nie żartują. Naprawdę są gotowi do końca walczyć o realizację swych marzeń zaklętych w haśle "Ukraina ce Europa!".

- Nie odpuścimy! Będziemy tu tak długo, aż Janukowycz ustąpi - zapewniają mnie Ola i Alex. Ci 25-latkowie, dobrze ubrani, sprawnie posługujący się angielskim, nie mają wątpliwości, że Kijów powinien dążyć do jak najszybszej integracji z Unią Europejską.
Przyszli na centralny plac Kijowa, by walczyć o to, aby Ukraina podpisała umowę stowarzyszeniową z UE. 21 listopada ukraińskie władze, mimo wcześniejszych deklaracji, zawiesiły rozmowy w tej sprawie z Brukselą. - Będziemy na Majdanie tak długo, jak trzeba. Nie wystraszy nas zima, nie rozejdziemy się na Boże Narodzenie. Wiemy, co jest naprawdę ważne - podkreślają Ola i Alex.

Ich słowa można by zbyć krótkim "młodzież musi się wyszumieć", gdyby nie fakt, że Majdan jest naprawdę pełen. Co więcej, 20-, 30-latkowie są na nim w zdecydowanej mniejszości. Dominują pokolenia 40- i 50-latków - ludzie wychowani w przaśnym komunizmie ZSRR, w czasach, gdy najwyższą cnotą była cierpliwość do stania w kolejkach. Oni tamtej rzeczywistości mają dość i dlatego chcą do Europy - ale cierpliwość mają wyszlifowaną jak kolarze mięśnie łydek przed Tour de France. Dlatego zapewnienia, że zima ani Berkut ich nie złamią, brzmią przekonująco.

Tym bardziej że dostali bardzo silne wsparcie logistyczne. W Kijowie są porządek, chłodna kalkulacja, sprawna organizacja. Na Majdanie dominuje wielka scena, na której co chwila pojawiają się nowi mówcy. Wokół niej wyrosło miasto namiotowe precyzyjnie podzielone na sektory. W oddzielnych kątach placu swoje strefy stworzyły trzy największe partie opozycyjne: Batkiwszczyna, Udar, Swoboda. Oddzielnie stoją namioty protestujących, którzy unikają afiliacji politycznych i legitymują się po prostu ukraińskimi flagami. Widać, że nie ma żadnego problemu z wodą (beczkowozy), toaletami (mnóstwo toalet przenośnych), jedzeniem (kuchnie polowe) ani ogrzewaniem (koksowniki). Nie ma też zatargów między poszczególnymi frakcjami.

Na Majdanie jest mnóstwo życzliwości dla siebie nawzajem. Nie widać osób zataczających się, rozpijających flaszki z wódką dla kurażu. Zamiast tego jest mnóstwo stanowisk z kawą i ciepłą zupą - a wokół nich Ukraińcy spokojnie czekający na swoją kolej.

Czy się doczekają? Na kawę i zupę - na pewno. Ale na Ukrainę stowarzyszoną z Unią - niekoniecznie. O ile ludziom zgromadzonym na Majdanie nie można odmówić determinacji w dążeniu do celu, o tyle wyraźnie brakuje im silnej reprezentacji politycznej. Żaden z liderów, których przedstawia się jako przywódców Majdanu (Witalij Kliczko, Arsenij Jaceniuk, Ołeh Tiahnybok), nie ma szans zyskać poparcia wyraźnej większości. Duża część demonstrantów całkowicie ich odrzuca - ale jednocześnie nie umie wysunąć własnego kandydata. To sprawia, że Wiktor Janukowycz cały czas nie ma realnego rywala zdolnego rzucić mu wyzwanie w wyborach prezydenckich. To dlatego prezydenta stać było na demonstrację siły, czyli na wyjazd na cztery dni do Chin.

Ukraińskie władze - choć początkowo wysyłały oddziały Berkutu przeciw demonstrantom - teraz przyjęły strategię wyczekiwania. Oficjalnie zakazano ataków na protestujących, jakby rząd uznał, że oni sami się rozejdą, gdy uświadomią sobie bezsens własnej walki z zimnem, niewygodą i Janukowyczem. Jednocześnie trwa akcja pozbawiania ich wiarygodności politycznej. Premier Mykoła Azarow nazwał ich otwarcie nazistami i ekstremistami, minister spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko zagroził konsekwencjami prawnymi wobec tych, którzy próbują ustalić, kto wydał rozkaz brutalnego rozpędzenia demonstrantów w ubiegłym tygodniu w nocy z piątku na sobotę. Swoje trzy grosze dokłada Rosja, która atakuje Zachód (przede wszystkim Polskę) za podżeganie do protestów przeciw demokratycznie wybranym władzom Ukrainy.

Jednak tylko kraje Zachodu są w stanie pomóc demonstrantom. Oni każdego miłego słowa stamtąd wyglądają jak kania dżdżu. Gdy byłem na Majdanie, akurat ze sceny jeden z przemawiających opowiadał, że w Warszawie Pałac Kultury został w środowy wieczór decyzją Hanny Gronkiewicz-Waltz oświetlony w kolorach żółto-niebieskich. Entuzjastyczna reakcja osób zgromadzonych pod sceną była szczera. Widać, że cieszy ich najmniejszy nawet gest solidarności. Dlatego nie można im odmawiać wsparcia. Nawet jeśli teraz ich zryw nie przyniesie rezultatu, to pewnie na tym Majdanie narodzi się lider, który w przyszłości przyciągnie Ukrainę do Europy.
Reklama
 

Komentarze

Aby komentować ten artykuł, musisz być zalogowany.

Zaloguj lub zarejestruj się
Reklama
Reklama