Jak dowiedziała się "Polska", synod odwoła bp. Jaguckiego z urzędu. To będzie wydarzenie bez precedensu w najnowszych dziejach Kościołów w Polsce.
Pastor T. "nie wróci do kraju, ponieważ do RFN wyjechała jego kochanka K. Mieszkańcy są zdania, że T. porozumiał się z K. i ściągnął ją do RFN, by z nią razem pozostać. Żona T. mimo nadsyłanych jej pieniędzy jest zrozpaczona" - takie informacje Służba Bezpieczeństwa uzyskiwała od bp. Janusza Jaguckiego, obecnie zwierzchnika polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.
Dziś synod tego Kościoła ma badać raport opisujący związki duchownych z bezpieką.
Jaguckiego z urzędu. To będzie wydarzenie bez precedensu w najnowszych dziejach Kościołów chrześcijańskich w Polsce.
Komisja historyczna, która sporządziła raport, przez ostatnie dwa lata badała dokumenty dotyczące inwigilacji luteranów przez komunistyczną bezpiekę. Spora część liczącego 700 stron dokumentu zawiera twarde dowody, że bp Jagucki zarejestrowany jako TW "Janusz" był agentem gorliwym, a esbecy traktowali go jako cenne źródło informacji. Zdaniem historyków donosił na swoich wiernych, a nawet ich szpiegował na zlecenie bezpieki. Sporządzał raporty dotyczące innych duchownych luterańskich, a także katolickich, z którymi miał kontakt, w tym prymasa Józefa Glempa. Miał nawet wystawić esbekom własnego brata - Waltera Jaguckiego - duszpasterza luterańskiej Polonii w Anglii.
Decyzję ewangelickiego synodu chwali ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, od lat walczący o rozliczenie się z przeszłością przez duchownych katolickich: - Gdy luteranie ujawnią raport swojej komisji, zrobią wyłom. Będą pierwszym w Polsce Kościołem, który ma odwagę pokazać prawdę o swojej przeszłości w czasach PRL - mówi ksiądz ks. Zaleski.
Dużo bardziej wstrzemięźliwi są przedstawiciele hierarchii. Zadzwoniliśmy do kilku polskich biskupów katolickich, ale żaden nie chciał rozmawiać o tym, czy ich wspólnota powinna podążyć drogą wytyczoną przez ewangelików.
Luteranie bez zwierzchnika
Biskup Janusz Jagucki jeszcze w tym tygodniu pożegna się z funkcją zwierzchnika Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce. Decyzję o jego odwołaniu ma podjąć dzisiejszy synod Kościoła. Duchowni będą dyskutować o raporcie komisji historycznej, która przez ostatnie dwa lata badała archiwalne dokumenty dotyczące inwigilacji luteran przez Służbę Bezpieczeństwa. Spora część liczącego 700 stron dokumentu zawiera twarde dowody na to, że bp Jagucki był przez 17 lat agentem SB o pseudonimie TW "Janusz".
Raport nie pozostawia wątpliwości, że esbecy traktowali duchownego jako bardzo cenne źródło informacji. Z dokumentu wynika, że bp Jagucki był współpracownikiem aktywnym, gorliwie wywiązywał się z powierzanych mu zadań, a część działań sam inicjował. Tak było w marcu 1980 r., kiedy TW "Janusz" przyniósł esbekowi książeczkę wojskową i adres Polskiego Instytutu Ewangelickiego w Szwecji. Znalazł to w walizce swojego szwagra. Walizkę "zrewidował z własnej inicjatywy pod nieobecność szwagra" - pisał po spotkaniu z Jaguckim zadowolony z podopiecznego oficer SB. Janusz Jagucki pomógł też esbekom w dotarciu do własnego brata. Walter Jagucki, też pastor, był wtedy duszpasterzem luterańskiej Polonii w Anglii, dlatego SB zależało na tym, by pozyskać go do współpracy. Do pierwszego spotkania Waltera z oficerami doszło podczas rejsu żaglówką po Mazurach. Rejs zorganizował TW "Janusz".
Szczególnie jednak zasłużył się bezpiece, donosząc na swoich wiernych. Jego parafianami byli Mazurzy, wielu z nich w latach 70. planowało emigrację do Niemiec. Te plany bardzo interesowały SB, więc Jagucki dostał zadanie informowania o rodzinach starających się o wyjazd. Wywiązał się bez zastrzeżeń. Odwiedzał parafian, dyskretnie wypytywał o plany wyjazdów, a potem prosił o spotkanie z oficerem prowadzącym i przekazywał mu nazwiska rodzin.
Donosił też na innych pastorów. Kiedy do RFN wyjechał pastor T., "Janusz" natychmiast doniósł o tym SB. Oficer bezpieki notował: "TW jest zdania, że pastor T. nie wróci do kraju, ponieważ do RFN wyjechała jego kochanka K. Mieszkańcy są zdania, że T. porozumiał się z K. i ściągnął ją do RFN, by z nią razem pozostać. Żona T. mimo nadsyłanych jej pieniędzy jest zrozpaczona postępowaniem męża, lecz uważa, że mąż wróci, ponieważ bardzo kocha córkę. Niemniej jednak w rozmowie z żoną TW informuje, że po powrocie męża będą się starali o wyjazd stały do RFN".
Relacjonował też swoje spotkania z kardynałem Józefem Glempem. Glemp, wówczas biskup pomocniczy archidiecezji warmińskiej, starał się o kupno lub użyczenie ewangelickich kościołów na potrzeby katolików. Szczegóły negocjacji trafiały do SB. TW "Janusz" aktywny był do 1988 r. W ostatnich donosach informował o swoich sporach z seniorem diecezji mazurskiej księdzem Pawłem Kubiczkiem. Wyrejestrowany został dopiero w 1990 r. Dziś bp Jagucki nie chce wracać do przeszłości. Nie chciał rozmawiać z nami na temat swojej współpracy z SB.
Doniesienia o agenturalnej przeszłości bp. Jaguckiego po raz pierwszy pojawiły się we wrześniu ubiegłego roku. Do mediów wyciekła wtedy z IPN teczka agenta o pseudonimie "Janusz", zarejestrowanego w latach 1973-1990. Wówczas już od ponad roku działała w Kościele ewangelicko-augsburskim komisja historyczna badająca materiały służb specjalnych dotyczące inwigilacji luteran. Powołał ją w marcu 2007 r. sam Jagucki i, jako zwierzchnik Kościoła, stanął na jej czele. Przestał być szefem zespołu badawczego, kiedy okazało się, że gros materiałów dotyczy jego współpracy.
Od razu też zaczęły się pojawiać głosy o tym, że bp Jagucki powinien zostać odsunięty od kierowania Kościołem luterańskim. Na zebraniu synodu w październiku 2008 r., czyli miesiąc po wybuchu afery, nikt nie zgłosił jednak wniosku o jego odwołanie. - Nie wyobrażam sobie procedowania nad takim wnioskiem w momencie, gdy nadal pracuje komisja historyczna - mówił wtedy prezes Synodu ks. Jerzy Samiec.
Teraz sytuacja jest inna. Komisja zakończyła prace i sporządziła raport. Tuż przed świętami dostali go członkowie synodu. Jak udało nam się dowiedzieć, treść nie pozostawia wątpliwości, że biskup był agentem bezpieki. - Są twarde dowody na to, że biskup Janusz Jagucki świadomie i gorliwie współpracował z SB - mówi "Polsce" jeden z członków synodu. I dodaje, że ustalenia komisji są na tyle przekonujące, że członkowie synodu chcieli zająć się tą sprawą już w ubiegłą środę. - Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu tylko ze względu na Wielki Tydzień - mówi nasz rozmówca. Ale dodaje, że dni biskupa Jaguckiego jako głowy Kościoła luterańskiego są już policzone. - Wniosek o jego odwołanie zostanie zgłoszony jutro i nie wyobrażam sobie, że ktoś zagłosuje przeciwko odwołaniu.
Te informacje potwierdza rzecznik komisji historycznej Kościoła luterańskiego ks. Waldemar Pytel. - W tym tygodniu synod zdecyduje o przyszłości bp. Jaguckiego. Ksiądz Pytel zapowiada, że po zakończeniu zebrania synodu raport komisji zostanie ujawniony. Będzie to pierwszy w Polsce przypadek, kiedy komisja historyczna powołana do zbadania akt SB upublicznia wyniki swoich prac.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.