Nie mam wątpliwości, że w przyszłości, podejmując decyzje w sprawie żywności modyfikowanej genetycznie, powinniśmy postępować rozważnie, ale bez obaw - Nec temere, nec timide. Historia dowodzi, że rozwój cywilizacyjny i wzrost jakości życia w zasadniczym stopniu wynika z postępu technologicznego.
Obecnie najwięcej genetycznie zmodyfikowanych roślin (GMO) uprawia się w USA, około 60 mln ha, podczas gdy na świecie 125 mln ha.
W przeciwieństwie do zastosowań GMO w medycynie i przemyśle farmaceutycznym, które są powszechnie akceptowane (np.: insulina, szczepionki przeciw żółtaczce), ich obecność w rolnictwie i żywności, a więc i ocena wpływu na środowisko naturalne oraz zdrowie ludzi i zwierząt, wzbudza liczne kontrowersje. Debata dotyczy stopnia niepewności i ryzyka. Nie ma dowodów, że GMO szkodzi, ale też nie jest możliwe udowodnienie, że nie szkodzi.
W debacie przeważają emocje, a zróżnicowanie stanowisk jest ogromne. Brakuje też rzetelnej wiedzy: często nie jesteśmy świadomi, że spożywane przez nas np. pomidory, nektarynki, kiwi, winogrona bezpestkowe czy soja są produktami genetycznie zmodyfikowanymi.
Nie ma zgody również wśród państw członkowskich Unii. Sprzyjającą GMO politykę Komisji Europejskiej popierają: Wlk. Brytania, Portugalia, Hiszpania, a przeciwni jej są: Francja, Słowenia, Austria, Węgry, Cypr, Grecja, Litwa.
Sprzeciwy wobec GMO rosną w różnych częściach Europy (Francja, Hiszpania), ale niektóre środowiska rolników domagają się od Komisji podjęcia zdecydowanych kroków, by zapewnić im równy dostęp do najnowszych zdobyczy biotechnologii, co uczyni europejskie rolnictwo bardziej konkurencyjnym. Z kolei Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi włączyła się do ogólnoeuropejskiej inicjatywy "Europa wolna od GMO", promując w Polsce "Strefy Wolne od GMO". Wszystkie nasze województwa ogłosiły wolę utworzenia takich stref.
Spór ma również wymiar globalny i tu leży źródło silnej presji na Unię, wywieranej na forum Światowej Organizacji Handlu przez kraje masowo stosujące GMO. Zarzucają one Europie zachowawczość i łamanie reguł wolnego handlu.
A jakie jest stanowisko Polski? Wyważone, choć chyba nieco zbyt ostrożne. Rząd popiera prowadzenie prac zamkniętego użycia GMO. Dążymy do uzyskania statusu "kraju wolnego od GMO" i opowiadamy się przeciwko zamierzonemu uwalnianiu GMO do środowiska w celach doświadczalnych.
Rząd dopuszcza wykonywanie doświadczeń związanych z badaniem wpływu GMO na środowisko w naszych warunkach klimatycznych (mogą je prowadzić jednostki naukowe i szkoły wyższe). Rząd opowiada się przeciwko wprowadzaniu do obrotu roślin genetycznie zmodyfikowanych, deklarując jednak przestrzeganie obowiązującego prawa Unii w tym zakresie. Ramowe stanowisko Polski wydaje się więc być dobrym punktem wyjścia do osiągnięcia kompromisu.
W Unii brak jest wiążących regulacji dotyczących GMO oraz współistnienia pomiędzy trzema formami rolnictwa: tradycyjnym, ekologicznym i wykorzystującym GMO. Istnieją jedynie regulacje cząstkowe w postaci zaleceń Komisji Europejskiej.
Choć jesteśmy ciągle jeszcze daleko od jednoznacznych rozstrzygnięć w kwestii upowszechnienia GMO, to nauka stawia przed nami już nowe wyzwania. Chodzi o żywność pochodzącą od zwierząt sklonowanych i ich potomstwa. Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków wydał decyzję, że jest ona bezpieczna. Już w przyszłym roku niektóre firmy mogą chcieć je eksportować do Europy. Ameryka, która znacznie bardziej beztrosko dopuszcza na swój rynek kolejne nowości, zechce mieć dostęp do rynku europejskiego, a ewentualny spór przeniesie się na szczebel Światowej Organizacji Handlu. Tą kwestią zajmują się już instytucje unijne.
Parlament Europejski wezwał Komisję, by przedstawiła projekty zakazujące w celu produkcji żywności klonowania, hodowli klonowanych zwierząt lub ich potomstwa, wprowadzania na rynek oraz importu produktów mięsnych (mlecznych) od nich pochodzących. Argumentował, że "konsekwencje klonowania zwierząt w celu produkcji żywności nie zostały odpowiednio zbadane, a poza tym stanowi ono poważne zagrożenie dla wizerunku i istoty europejskiego modelu rolnictwa, który opiera się na jakości produkcji, na przyjaznych dla środowiska zasadach i na przestrzeganiu rygorystycznych warunków dobrostanu zwierząt".
Wiele dyskusji i rozstrzygnięć jeszcze przed nami. Ważne, aby ich podstawę stanowiła wiedza.
Prawo najczęściej nie nadąża za tym, co oferuje nauka. Jeszcze więcej czasu na zrozumienie oraz akceptację nowego potrzebuje społeczeństwo.