Jacek Kasprzyk: Do 20 września ustalimy, co dalej z...

    Jacek Kasprzyk: Do 20 września ustalimy, co dalej z Ferdinando De Giorgim i kadrą

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Biliński

    , Mateusz Bosak

    Aktualizacja:

    Polska

    Jacek Kasprzyk.
    1/9
    przejdź do galerii

    Jacek Kasprzyk. ©Sylvia Dabrowa/Polska Press

    Sezon reprezentacyjny kadra zaczęła mocno, ale potem gasła - stwierdził prezes PZPS Jacek Kasprzyk, który dodał, że kadrę mogą czekać zmiany. Wszystko ma się rozstrzygnąć się we wrześniu.
    Organizacyjnie mistrzostwa Europy się udały. Sportowo - Polska odpadła w barażach o ćwierćfinał. Chwilę po tym mówił Pan o swojej dymisji...
    Ale na razie odsuwam te myśli. Głównie dzięki ludziom, którzy mnie otaczają i byli ze mną także w trakcie mistrzostw. Do tego dochodzą wspaniali kibice, od których otrzymałem kolejny kop pozytywnej energii.

    Co będzie z trenerem Ferdinando De Giorgim?

    Na razie za wcześnie o tym mówić. W trakcie turnieju mówiłem, że daję jemu i jego sztabowi szkoleniowemu żółtą kartkę. Górę wzięły wtedy emocje i zmęczenie przygotowaniami do meczu otwarcia na PGE Narodowym. Dziś bym tak nie powiedział.

    Kiedy PZPS podejmie decyzje w sprawie De Giorgiego?
    Do 10 września nic się nie wydarzy. Czekamy na materiały od trenera i jego współpracowników. Być może trener De Giorgi zauważy, że jednak popełnił błędy. To ludzka rzecz, o ile coś się robi, bo inaczej nie ma na to szans. Ale kadra pracowała ciężko. Będziemy brali pod uwagę nie tylko mistrzostwa Europy, ale cały sezon reprezentacyjny. Zaczęliśmy mocno, bo wygraliśmy z Brazylią i Włochami, ale później widać było, jak zespół gasł. Zebrane informacje będziemy analizować. 14 września spotykamy się z panem De Giorgim. 19 września zbierają się wydziały szkolenia i trenerski. Natomiast dzień później jest zarząd związku i wtedy podejmiemy decyzję, co dalej z kadrą.

    De Giorgi powiedział, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o przygotowania.
    Rozumiem, bo okres przygotowawczy przepracował bardzo solidnie. Tylko że czasem zbyt ciężka praca powoduje, że zawodnik zamiast być gotowym, jest przemęczony. I myślę, że to nastąpiło.

    Kolejnym zarzutem wobec trenera był brak zmian.
    Było to widać w pierwszym meczu i ostatnim, czyli wtedy, kiedy drużynie nie szło. Przeciwko Serbii znaczącą zmianę trener zrobił dopiero w trzecim secie. Wszedł Łukasz Kaczmarek i w jednym secie zrobił więcej niż reszta przez całe spotkanie. Już później eksperci śmiali się, że De Giorgi zrobił więcej zmian w pierwszym secie z Finlandią niż całym meczu z Serbami. Porażka z nimi ustawiła grupową rywalizację. Mimo że później wygraliśmy po 3:0, awansowaliśmy z drugiego miejsca.

    Mówi się, że w drużynie była kiepska atmosfera. Jeden z zawodników miał domagać się większego wynagrodzenia za bycie na zgrupowaniu.
    To akurat żaden problem. Po prostu uważał się za starszego zawodnika i chciał być jako taki wynagradzany. Tylko jako ciekawostkę wtrącę, że rozmawiałem z polskim statystykiem innej drużyny narodowej i mi powiedział, że w kadrze pracują za darmo. Co do nas, oczywiście wypracowaliśmy pewne rzeczy i chcemy, żeby zawodnicy doceniali naszą pracę. Wiemy też, że bardzo ciężko pracują, za co należy się im zapłata. Tyle. Nie chcę tego wyciągać, bo to nie miało znaczącego wpływu na wynik. Myślę, że bardziej zawiodła relacja na linii sztab - zawodnicy. Nie tworzyli jedności.

    Co miał Pan na myśli, mówiąc po turnieju, że kadra się zmieni?
    Głównie chodziło mi o podejście mentalne. Miałem wrażenie, że w zespole nie ma tak, że jeden za drugim skoczyłby w ogień. Tu jest dużo do poprawy. Jeżeli trener zostanie, to powinien zwrócić uwagę na scalenie grupy. To było widać po Rosjanach, Niemcach czy Serbach. W trudnych momentach potrafili między sobą tak się zmobilizować, że faktycznie zaczynali lepiej grać. Jednak personalnie nie będę się do nikogo odnosił. To trener odpowiada za to, kogo powołuje, i to on odpowiada za wynik. Nie wyobrażam sobie, żebym ja albo ktoś ze związku mówił, kto ma grać albo nie.

    Niektórzy sami mogą zrezygnować z kadry na jakiś czas . Bartosz Kurek mówił, że się nad taką przerwą zastanawia.
    Nie dziwię się. Niestety, ludzie w jakimś stopniu się wypalają. W siatkówce gra się praktycznie cały rok. Psychika może w końcu siąść. Spójrzmy na Georga Grozera, który zrobił sobie przerwę od reprezentacji po nieudanych kwalifikacjach do igrzysk w Rio. Nie grał dwa lata, wrócił i jest zupełnie innym zawodnikiem. Lepszym. To samo może spotkać tych, którzy są w naszej kadrze od lat.

    W FIVB albo w CEV bywają rozmowy o zmniejszeniu liczby turniejów albo meczów w nich?
    Oczywiście, ale weźmy też pod uwagę, że dużo krajów wybiera docelowe imprezy. USA skupia się głównie na igrzyskach, inni na Lidze Światowej albo mistrzostwach świata, w zależności od roku. Nas kibice, sponsorzy i telewizja mobilizują, żeby zawsze grać na maksa. Inna sprawa, że w tym roku De Giorgi być może z racji tego, że jest na początku swojej pracy, to chciał dłużej popracować ze wszystkimi.

    Powiedział Pan, że nie wtrąca się w powołania trenera, ale gdyby za dwa lata nie powołał Wilfredo Leona, toby Pan nie zareagował?
    (śmiech) Myślę, że nie będę musiał. Leon to przynajmniej w tej chwili najlepszy przyjmujący na świecie. Cieszę się, że zagra z nami. Część ludzi związanych z polską siatkówką tego bardzo chciała, także zawodnicy. Z jednej strony jesteśmy mistrzami świata, ale do tej pory tylko dwa razy zdobyliśmy ten tytuł - trzy lata temu i 43 lata temu. Leon może pomóc, by sukcesów było więcej. A nikt go do tego nie namawiał. Chce reprezentować nasz kraj, ma nasze obywatelstwo, żonę Polkę, doczekali się już dziecka. Skoro tak, to czemu mamy mu nie pomóc?

    Wracając do mistrzostw Europy, prezydent CEV Aleksandar Boričić znów nie mógł się nachwalić Polski za organizację turnieju.
    Nie tylko on. 1 września gościliśmy prezesów wszystkich europejskich federacji, bo był kongres CEV. Naprawdę chyba nigdy w życiu nie wysłuchałem tylu dobrych słów od ludzi, którzy nie musieli tego mówić, żeby się podlizać, a zwyczajnie byli zachwyceni. Także meczem otwarcia na PGE Narodowym, który z trybun oglądało 62 tys. osób. Sam byłem pod wrażeniem, bo nie ma nic piękniejszego niż 62 tys. wspaniałych polskich kibiców, którzy śpiewają a capella Mazurka Dąbrowskiego. Po drugie kongres zrobiliśmy w Centrum Kongresowym w Krakowie, które jest jednym z najbardziej nowoczesnych na świecie. Z kolei kolacja w jamie solnej w Wieliczce. Byli po wrażeniem. Podobnie jak kiedyś, gdy organizowaliśmy turnieje siatkówki plażowej w Starych Jabłonkach z cyklu Grand Slam. Za każdym razem przyjezdni dopytywali, ile my jeszcze mamy miejsc w Polsce, którymi jesteśmy w stanie zachwycić świat.

    Kolejne okazje będą przy organizacji dwóch turniejów przyszłorocznej Ligi Światowej, a w 2019 r. mistrzostwa Europy kobiet. Coś poza tym?
    World Grand Prix i Liga Światowa kobiet, która będzie nowym formatem. Myślimy też o mistrzostwach świata w 2022 r., ale jest jeszcze za wcześnie, by o czymś przesądzać. Poza tym to zależy od wielu czynników.

    Jacek Kasprzyk w Magazynie Sportowym 24

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Nie przegap

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama