Menu Region

[AVE CEZAR RECENZJA] „Ave, Cezar!”. Bracia Coen wracają w...

[AVE CEZAR RECENZJA] „Ave, Cezar!”. Bracia Coen wracają w wielkim stylu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Aleksandra Gersz

3Komentarze Prześlij Drukuj
Kinomani i krytycy zacierają ręce. Bracia Ethan i Joel Coen po trzech latach nakręcili nowy film. ,,Ave, Cezar!” to powrót do Hollywood lat 50. - pełnego hipokryzji i przepychu oraz fascynującego.
  • Joel Coen
  • Ethan Coen


Siedemnasty pełnometrażowy film braci Coen, „Ave, Cezar!”, właśnie wszedł do polskich kin. A to nie byle jakie wydarzenie. Ethan i Joel Coenowie nauczyli bowiem kinomanów i krytyków, że na ich dzieła warto czekać. Czarne komedie zabarwione goryczą, ostra satyra na społeczeństwo, absurd pomieszany z tragizmem, cięte dialogi - tego zawsze można spodziewać się po Coenach, nawet jeśli któryś z ich filmów wychodzi im gorzej niż zwykle.
Najnowszej produkcji to chyba nie grozi. Krytycy za oceanem w większości chwalą „Ave, Cezar!”, zaznaczają jednak, że nie jest to poziom wybitnych „Fargo” czy „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Mniej zachwyceni są widzowie, którzy na znanym portalu Rotten Tomatoes ocenili film Coenów tylko na 45 proc. Produkcje słynnych braci nigdy nie były jednak łatwe w odbiorze, a filmowcy mają zarazem swoich wiernych fanów, jak i wrogów, którzy zarzucają im wtórność czy przerost formy nad treścią.

O czym tym razem opowiadają ironiczni amerykańscy bracia? O Hollywood. Jednak nie tym, które znają z percepcji, ale o Fabryce Snów lat 50-tych. Wielka wytwórnia Capitol Pictures właśnie pracuje nad superprodukcją osadzoną w starożytnym Rzymie. „Hail, Caesar!” jest kręcone z rozmachem, w monumentalnych dekoracjach, a główną rolę gra tam niegrzeszący inteligencją gwiazdor Baird Whitlock (w tej roli George Clooney). Problem zaczyna się, kiedy aktora porywają komuniści z grupy Przyszłość i żądają okupu. Kryzys próbuje zażegnać Eddie Mannix (Josh Brolin), czyli tzw. „naprawiacz”, którego praca polega na pilnowaniu, aby żadna z gwiazd filmowych nie wywołała skandalu, a przynajmniej, aby nie napisała o tym prasa. W latach 50-tych, kiedy w USA niepodzielnie rządził Kodeks Haysa pilnujący obyczajowości w filmach (w kinie zabraniano m.in. namiętnych pocałunków i seksu, nagości, a nawet, jeśli nie wymagał tego scenariusz, picia alkoholu), gdy najważniejsze było dobre imię gwiazd, a każda grubsza afera mogła zakończyć nawet największą karierę, rola naprawiacza była kluczowa.

CZYTAJ TAKŻE: 68. Festiwal w Cannes. Gwiazdy pojawiły się na czerwonym dywanie [ZDJĘCIA+VIDEO]

W filmie Coenów Mannix ma trudny czas - nie dość, że chce odbić swoją największą gwiazdę od czerwonych wrogów Stanów Zjednoczonych, to musi też zatuszować fakt, że słynna aktorka i pływaczka synchroniczna DeeAnna Moran (Scarlet Johannson), panna, zaszła w ciążę. Tymczasem pod budynkiem Capitol Pictures węszą wścibskie dziennikarki (Tilda Swinton w roli bliźniaczek), każdego dnia bez prac na planie „Hail, Caesar!” producenci tracą majątek, a sam Mannix kłamie żonie, że rzuca palenie z czego regularnie spowiada się księdzu…

Jak na film o Hollywood przystało, Coenowie zgromadzili absolutnie gwiazdorską obsadę. Tylko największym udaje się sprowadzić do jednego filmu takie gorące i wielkie nazwiska, jak: wspomniani już Clooney, Johannson, Brolin i Swinton, a także Ralph Fiennes, Channing Tatuum, Jonah Hill, Frances McDormand (gwiazda „Fargo” z 1996 r., a prywatnie żona Joela Coena) czy nawet Michael Gambon, który w filmie jest narratorem. Tylko u największych aktorzy zgadzają się też pokazać dystans do samego siebie i wystąpić wbrew swojemu emploi, jak np. Clooney, który jako Baird Whitlock jest głupawy, nierozgarnięty i paraduje w za krótkiej rzymskiej tunice. Z kolei Tatuum ma szansę zaprezentować swoje umiejętności taneczne w scenie muzycznej godnej Złotej Ery Hollywood, a Scarlett Johannson pokazuje, że w basenie czuje się jak ryba w wodzie i prezentuje podwodną choreografię.

Film Coenów to barwny obrazek Hollywood lat 50-tych, które w tym czasie drżało w posadach. Fabryka Snów, która wydawała się dotąd bezpieczną wyspą szczęśliwości, będzie musiała zmierzyć się z nadchodzącymi zagrożeniami: komunizmem, zimną wojną, zagrożeniem atomowym, a także konkurencyjną telewizją, która powoli zaczyna inwazję na amerykańskie domy. Robienie takich monumentalnych i historycznych filmów, jak „Hail Ceasar”, skupienie na tańcu, dekoracjach i zabawie, a także działania naprawiacza mają więc skutecznie oszukać widza, że wszystko jest w porządku i nic się nie zmienia. Coenowie śmieją się z tej hipokryzji Hollywood, a zarazem pokazują swoją miłość do kina i zapraszają widza na sentymentalną wycieczkę w przeszłość. A wszystko to w bardzo coenowskim sosie przyprawionym dużą szczyptą uszczypliwości i sarkazmu.
1 »
3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

najśmieszniejsze były napisy

0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ciotka klotka (gość)  •

j/w

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kompleks przyciętego penisa.

0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Karolina (gość)  •

Brany niegdyś za chazarski kult fallusa i w tym dziele stanowi zapewne clou fabuły i sedno dialogów.Wystarczy opisane potępienie kodeksu lat 50-tych kierującego wysiłek twórców na jakość dzieła,jego wiekopomność a szczypta wyobraźni obnaży panującą obecnie w Kosherwood doktrynę tandety,virtual seksu,defekacji z obrazem zgwałconego dzieciństwa w tle.Wciskają to podbitym ludom pod groźbą antysemickiej łatki.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Wielki znak zapytania

+1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kazio Naiwny (gość)  •

Widziałem Ave Cezar, film chwalony w polskich gazetach. Przed połową filmu już czułem, że jutro nie będę pamiętał nawet tego, że byłem w kinie. Tak było faktycznie. Film o wszystkim i niczym. Myślę, że napisany na zamówienie u płatnych pisarzy, z którymi studio nagraniowe ma podpisany kontrakt. Dawniej więcej filmów opartych było na wyróżniającej się książce czy gdzieindziej opisanej prawdziwej historii. Obecnie pisze się scenariusze dla pieniędzy i na zamówienie. Efekt jest podobny do muzyki skomponowanej na zamówienie a nie przez natchnienie artystyczne. Każdy może zrobić podobnie jak ja: pójść na Ave Cezar i za jakiś czas zrobić retrospekcję ile razy pamięcią powracał do tego co widział na filmie. I wtedy ocenić czy sławę wybranym ludziom robi prasa czy ich dokonanie.

odpowiedzi (0)

skomentuj